„Zagrajmy w grę. Masz siedem dni na ogłoszenie swojej dymisji. W przeciwnym razie ostatni raz widzisz swoją rodzinę, a to zdjęcie będzie ostatnią rzeczą, jaką zobaczysz. Co wybierasz? Życie czy śmierć?” – taki list odebrał we wtorek prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

Nadawca dołączył kartkę ze zdjęciami kilkunastu samorządowców. Przy zdjęciu Pawła Adamowicza, zamordowanego w styczniu prezydenta Gdańska, napisał: „Game over” [„Koniec gry” – red.]. A do listu dołączył pocisk. Zdjęcia przesyłki Jaśkowiak opublikował w internecie.

Jacek Jaśkowiak: Wiem, że zagrożenie jest bardzo realne

Identyczne listy z groźbą zabójstwa dostali też prezydenci innych polskich miast, m.in. Krakowa, Kielc czy Łodzi. Jeszcze w piątek, zanim list dotarł do Poznania, wiceszef wielkopolskiej policji Rafał Pawłowski kontaktował się z zastępcą Jaśkowiaka Mariuszem Wiśniewskim. – Padło pytanie, czy nie chciałbym skorzystać z ochrony. Wręcz jednoznacznie sugerowano, żebym to zrobił – ujawnia w rozmowie z „Wyborczą” Jaśkowiak.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej