- To rozstrzygnięcie w pewnym sensie precedensowe i być może kontrowersyjne, ale sąd ma przekonanie, że jedyne słuszne - mówiła w poniedziałek sędzia Adrianna Foligowska, uzasadniając wyrok w procesie cywilnym, który firmie Universum i jej podwykonawcy wytoczył Andrzej Tylman.

Uśmiechał się do obiektywu telefonu

W listopadzie 2015 r. jego córka Ewa Tylman przepadła bez wieści w centrum Poznania. Po ośmiu miesiącach jej ciało wyłowiono z Warty. Policja zadzwoniła po pracowników Universum, największej i najstarszej firmy pogrzebowej w Poznaniu. Mężczyźni zamknęli ciało w foliowym worku i zawieźli do zakładu medycyny sądowej.

Już w prosektorium jeden z nich otworzył worek. Wypadła noga, więc włożył ją z powrotem do środka. Potem wyciągnął telefon i sfotografował zwłoki. Jego pomocnik uśmiechał się w tym czasie do obiektywu swojego telefonu. Robił selfie z ciałem Ewy Tylman. Sąd uznał to za znieważenie zwłok. Mężczyźni dobrowolnie poddali się karze - po 10 tys. zł grzywny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej