150 drzew wycięto tydzień temu między ulicami Forteczną, Okopową i Romana Maya. Do końca tego roku ma tam powstać park z dwoma boiskami, placem zabaw, siłownią i miejscem do gry w ping-ponga. Projekt nadzoruje spółka Poznańskie Inwestycje Miejskie.

W zamian za wycięte drzewa miasto na Starołęce chce posadzić 96 zupełnie nowych drzew i 74 krzewy.

Straciliśmy nie tylko drzewa, ale też zaufanie do urzędników

Na działania miasta zareagowała Dorota Bonk-Hammermeister, radna Prawa do Miasta, która na swoim profilu na Facebooku napisała: „(...) Pod topór poszły kilkudziesięcioletnie okazy, które mogły latem dawać dzieciom cień, filtrować powietrze i być ostoją dla ptaków. Na Starołęce straciliśmy nie tylko drzewa. Straciliśmy również zaufanie do najwyższych urzędników w naszym mieście”.

Oburzeni wycinką byli przedstawiciele koalicji ZaZieleń Poznań, którzy wcześniej spotkali się z wiceprezydentem Poznania Jędrzejem Solarskim i przedstawicielami PIM i POSiR. Zgłosili błędy, które zauważyli w projekcie parku. Chcieli też uchronić drzewa przed wycinką.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej