Wulgarny napis na betonowym murze przed domem Jaśkowiaków na poznańskiej Ławicy pojawił się w środku nocy w kwietniu ubiegłego roku. „Taki widok zastałam rano” – napisała na Facebooku Joanna Jaśkowiak, notariuszka, żona prezydenta Poznania.

– Sąsiad doniósł mi rano, że coś takiego powstało. Szkoda, że autorzy nie mają odwagi powiedzieć mi tego prosto w twarz albo chociaż podpisać się pod swoimi słowami – mówiła nam wtedy Joanna Jaśkowiak.

Nagrania tylko od sąsiada

Koszty uszkodzenia muru oszacowano na ponad 500 zł. Jaśkowiak zawiadomiła policję, złożyła wniosek o ściganie sprawcy. Policja jednak nie ustaliła, kto jest autorem wulgarnego napisu, a prokuratura umorzyła dochodzenie.

Agata Celmer, adwokatka Joanny Jaśkowiak, uważa, że śledczy nie zrobili wszystkiego, co można było. – Zabezpieczono nagrania z monitoringu tylko z domu sąsiada. Wnioskowaliśmy, by zabezpieczono też nagrania z innych kamer w okolicy. Bo przecież sprawca musiał skądś przyjść i dokądś wracać. Nie zrobiono tego – mówi Celmer.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej