Maria Stachowiak-Krzyżaniak mieszka na Św. Marcinie już prawie 50 lat. Pamięta go jako główną ulicę Poznania. – Konkurowała z nią ul. 27 Grudnia, ale Św. Marcin był ważniejszy. Wisiały tu wspaniałe neony, a budynki nie były tak zniszczone i nie straszyły. To widać na starych zdjęciach – było atrakcyjnie, ciekawie. Czułam dumę z mieszkania w tak wspaniałym miejscu. Ulica tętniła życiem. Momentami nawet się wściekałam, gdy szłam z zakupami i ktoś co chwilę mnie trącał. A w ostatnich latach marzyło mi się, żeby ktoś właśnie mnie trącił na Św. Marcinie albo chociaż zauważył. Chciałabym, żeby wróciło tu życie, by ludzie mieli możliwości i powody, by tu przebywać. Zależy mi na Św. Marcinie, kocham tę ulicę i żyję nią – opowiada pani Maria. Mieszka przy odnowionym odcinku ulicy między Gwarną a Ratajczaka.

Święty Marcinie, wnętrzności zoperowane

Pani Maria bardzo wyczekiwała przebudowy ulicy, a gdy się rozpoczęła – przyglądała się regularnie robotom pod jej domem. Żartuje, że sekundowała tej inwestycji. Podziwia tempo prac i podziemną inżynierię. – Obserwowałam te wykopy i widziałam, jak pracownicy wyciągali z ziemi bardzo stare rury, a montowali nowoczesne, odpowiednio oznakowane. Robiło to wrażenie, bo nikt nie zdaje sobie sprawy, jak pod ziemią jest ważny każdy detal. Można powiedzieć, że po tych robotach ziemnych została już do zrobienia tylko kosmetyka – żartuje.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej