Siedem lat temu cała Polska usłyszała o zamienionej w twierdzę kamienicy przy ul. Stolarskiej w Poznaniu. Lokatorzy zabili deskami drzwi, a w bramie zbudowali barykadę. Tak bronili się przed „czyścicielami” kamienic, ogolonymi na łyso osiłkami, którzy udawali biznesmenów, a w rzeczywistości byli zwykłymi bandytami.

„Kamienica się opłaci, jeśli kupi się ją, wyremontuje i sprzeda mieszkania w ciągu roku” – mówił w wywiadach Piotr Śruba. „Szybko, solidnie, bez dodatkowych opłat. Oszczędzamy pieniądze inwestora. Mamy doświadczenie i wyniki” – tak reklamował swoje usługi.

"Czyściciele" kamienic byli pewni siebie i bezczelni

Sam nazwał się „czyścicielem”. Twierdził, że „czyści” kamienice z karaluchów. Tak mówił o lokatorach i tak ich traktował. Jego firmę wynajmowali właściciele kamienic: prywatni biznesmeni i spółki powiązane z NeoBankiem. Zadanie „czyścicieli” było proste: zmusić mieszkańców do wyprowadzki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej