- Do dzisiaj nie wiem, dlaczego zostałem zwolniony. Żaden z wręczonych mi dokumentów nie wyjaśnia tej sytuacji - mówił w środę przed sądem pracy Zbigniew Madoński.

Przez blisko pięć lat kierował Poznańskimi Ośrodkami Sportu i Rekreacji. W czerwcu ubiegłego roku prezydent Poznania oświadczył, że stracił do niego zaufanie. Rozwiązano nim umowę z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Po dwóch miesiącach miasto zmieniło zdanie oraz tryb zwolnienia - na dyscyplinarny.

Zbigniew Madoński: Napisał do mnie asystent Jacka Jaśkowiaka

- Nie podejrzewałem, że zostanę zwolniony. Miesiąc wcześniej wysłano mnie na tydzień na delegację do Japonii. Potem dostałem jeszcze 8 tys. zł nagrody. Wcześniej regularnie dostawałem premie kwartalne i nagrody roczne w pełnej wysokości - opowiadał w sądzie zwolniony dyrektor.

Madoński mówił, że cztery dni przed zwolnieniem skontaktował się z nim Marcin Gołek, ówczesny asystent prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. Pytał o umowę dotyczącą zarządzania miejskim stadionem przez Lecha Poznań.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej