W ubiegłym miesiącu policja opublikowała w internecie list gończy za Pawłem Osuchą, 34-letnim ratownikiem medycznym z Poznania. Obok zdjęcia z dowodu osobistego podano rysopis: wysoki, raczej szczupły, krótkie włosy w kolorze ciemny blond, szeroko rozstawione oczy, średni nos, cienkie wargi, długie nogi i ramiona. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby, które wiedzą, gdzie ukrywa się Osucha.

Na policyjnej liście poszukiwanych można znaleźć przestępców ściganych za rozboje, zabójstwa, narkotykową dilerkę czy kierowanie gangami. Ale prawdopodobnie po raz pierwszy list gończy wystawiono za ratownikiem ściganym za pobicie w szpitalu pacjenta. – Nie pamiętamy takiej historii – przyznają policjanci.

Pracujemy w strachu o pacjenta

Jeszcze dwa lata temu Paweł Osucha był jednym z ratowników, którzy jechali z Poznania do Warszawy na protest medyków. Domagali się większych nakładów na ochronę zdrowia i podwyżek. Osucha nie musiał się wtedy ukrywać. Reporterka „Wyborczej” spotkała go przy jednym z autokarów. Pozował do zdjęcia i chętnie opowiadał o trudach pracy w trzech szpitalach, w sumie po 300 godzin w miesiącu. – Pracujemy pod ciągłą presją, w pośpiechu, w strachu o życie pacjentów. Ponadnormatywny czas pracy powoduje, że ryzyko popełnienia błędu rośnie jeszcze bardziej. Czas to zmienić – apelował.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej