Pomysł był prosty i wynikał z szukania oszczędności. Gdy w 2008 roku świat ogarnął finansowy kryzys, duże firmy zaczęły zaciskać pasa i przyglądać się procesom, które można zrobić lepiej, mądrzej, nowocześniej, ale przede wszystkim - taniej. Tak powstały centra usług wspólnych dla biznesu. Chodzi w nich o to, by zewnętrzna jednostka świadczyła usługi pomocnicze dla większych przedsiębiorstw. Zwykle jest to pomoc w prowadzeniu usług księgowych, informatycznych, zarządzanie zasobami ludzkimi czy rozliczanie wynagrodzeń. Polska jest atrakcyjnym kierunkiem, ponieważ usługi przenoszone są tu zazwyczaj ze spółek zlokalizowanych w krajach, w których koszty ich świadczenia są znacznie wyższe. Poza tym nie brakuje u nas wykształconych specjalistów znających kilka języków.

W piątek „Wyborcza” zorganizowała konferencję „Work-life Poznań” z przedstawicielami firm świadczących usługi wspólne na terenie Poznania. Chcieliśmy jeszcze lepiej poznać ten sektor, zrozumieć jego funkcjonowanie i posłuchać o największych zaletach pracy w centrum usług wspólnych.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej