W poznańskim sądzie rozpoczął się w poniedziałek proces Bartosza K., oskarżonego o brutalną napaść na swoją partnerkę. W styczniu ubiegłego roku mężczyzna groził jej: "Zabiję cię", "Potnę cię". Najpierw uderzył ją pięścią w twarz, a gdy się przewróciła, zaatakował maczetą z 55-centymetrowym ostrzem. Z dużą siłą uderzał w nogi, ręce i okolice twarzy. Odrąbał kobiecie jeden z palców lewej dłoni. Ofiara próbowała się bronić. Miała pocięte uda, pośladki, ręce, barki i twarz.

"Nie wytrzymałem, bo głupka ze mnie robiła"

Widząc jej opór i pojawienie się postronnych osób, Bartosz K. odłożył maczetę, wsadził kobietę do samochodu i sam zawiózł do szpitala. W jego samochodzie policja znalazła metamfetaminę i 42 tabletki ecstasy. 

W poniedziałek Bartosz K. przyznał się do ataku na swoją partnerkę, ale zastrzegł, że nie chciał jej zabić. A  właśnie o usiłowanie zabójstwa oskarżyła go prokuratura. - Nie miałem takiego zamiaru. Po prostu w pewnym momencie puściły mi nerwy. Stało się, co się stało - wyjaśnił przed sądem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej