Od prawie siedmiu lat nie ma w Poznaniu tematu, który budziłby tyle emocji, co dworzec Poznań Główny. Wszystko dlatego, że przed Euro 2012 otwarto tzw. chlebak, czyli nowy budynek przyklejony do galerii handlowej. Położony jest jednak z dala od części peronów, przez co dla wielu z 19 mln pasażerów, którzy rocznie z niego korzystają, okazuje się zupełnie niepraktyczny. Problemu do dziś nie rozwiązano. Stary budynek dworca służy tylko za punkt gastronomiczny. Nie ma ani kas biletowych, ani poczekalni.

Wojewoda unieważnił ustalenia

Z problemem nie uporała się spółka PKP SA, gdy rządziła koalicja PO-PSL. Choć zrobiono zasadniczy krok naprzód, bo razem ze społecznikami przygotowano koncepcję modernizacji istniejącego budynku razem ze spółką TriGranit, która zainwestowała w pobliskie centrum handlowe. Niestety, po zmianie rządu wojewoda Zbigniew Hoffmann z PiS unieważnił wszystkie ustalenia. Powołał swój zespół ekspercki, pomijając w nim władze miasta i wszystkich najbardziej zaangażowanych społeczników. Dopiero gdy przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi prezydent Jacek Jaśkowiak ogłosił, że jest gotów przejąć stary dworzec, rząd PiS się obudził i oznajmił, że wyremontuje go z własnego budżetu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej