Pod koniec grudnia zeszłego roku prezydent Andrzej Duda odwiedzał Mosinę. Brał udział w uroczystościach związanych z 100. rocznicą wybuchu powstania wielkopolskiego, złożył wieniec na grobie uczestnika powstania.

W Mosinie byli też działacze Komitetu Obrony Demokracji. Wśród nich Grażyna Ciesielska z Puszczykowa. Stali w grupie kilkunastu osób przy wejściu na cmentarz. W rękach mieli egzemplarze polskiej konstytucji. Wcześniej umówili się, że ze względu na charakter uroczystości i miejsce będą tam stali w milczeniu, że nie będzie żadnych okrzyków. Mijali ich prezydent i jego świta.

W grupie osób towarzyszących szedł mieszkaniec Mosiny Bogusław Kapczyński, sympatyk PiS-u, geodeta, właściciel biura obsługi nieruchomości, były członek Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. W 2010 r. był w komitecie wyborczym ówczesnego kandydata na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. – Mijał mnie, miał ze sobą mały megafon. Gdy był na mojej wysokości, podniósł go i uderzył mnie nim w twarz. Dosyć mocno. Bolało mnie to, byłam lekko oszołomiona. Ludzie zaczęli robić mu zdjęcia – relacjonuje Ciesielska. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej