Sobota: na chodniku przy Głogowskiej siadają kolejno – Julia, poznańska licealista, Nikoletta, aktywistka ekologiczna i działaczka fundacji Viva, Edmund, uczeń szkoły podstawowej... Kładą się i tarasują drogę tłumom ciągnącym na Pyrkon.

- O co chodzi? - pytają festiwalowicze. – Nasza przyszłość jest poważnie zagrożona, zostało nam bardzo niewiele czasu na reakcję, dlatego nadszedł czas, żeby działać tu i teraz! Jeśli nic nie zrobimy, to wymrzemy – opowiada Julia. 

Większość osób podchodzi do akcji sceptycznie, część się solidaryzuje, wyraża sympatię. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej