Nagrania znalazł na komputerze członek rodziny jednej ze strażniczek miejskich. Był zbulwersowany, zaniósł je na policję i do redakcji "Wyborczej". Pierwszy film pochodzi z czerwca 2015 r. Jedna ze strażniczek filmuje wnętrze radiowozu. Na tylnej kanapie leży pijany mężczyzna w brudnym ubraniu. 

- Ta k... puściła bąka. Przestajesz chrapać, raz, raz, raz... Ja pie... Ale cuchniesz, tej - mówi strażniczka filmująca mężczyznę. - Obstawiam, że k... z cztery promile będzie miał.

- Nie wiem ile, ale za chwilę się porzygam, k..., i na niego haftnę - odpowiada jej koleżanka kierująca radiowozem.

Strofują, podnoszą głos, grożą

- Na ch... się kładłeś spać w tramwaju, w autobusie. Tylko robotę robisz - strażniczki wyraźnie nie są zadowolone, że muszą odwieźć mężczyznę do izby wytrzeźwień. - Poczekaj przed izbą, jak wejdziemy w zakręt... Żeby się drzwi nie otworzyły.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej