Pięć lat temu prof. Zdzisław Krasnodębski startował z warszawskiej listy do Parlamentu Europejskiego i zdobył ponad 96 tys. głosów. W tym roku prezes Jarosław Kaczyński skierował go do Wielkopolski, z którą nie miał żadnych związków. Mimo wszystko przez całą kampanię próbował do nich przekonać wyborców. Opowiadał m.in. o tym, jak jego dziadek w dwudziestoleciu międzywojennym został naczelnikiem poznańskiej parowozowni. W dobrym wyniku wyborczym nie przeszkodziła mu nawet spektakularna wpadka na inauguracji kampanii, kiedy lider PiS przyłączył do Wielkopolski, położony niemal nad samym Bałtykiem, Koszalin.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej