- Każda z tych spraw jest bardzo podobna, ale tylko jeden z sędziów wyszedł z niej nietknięty. Widzę dwa wyjaśnienia: Zbigniew Ziobro postanowił chronić byłego współpracownika albo za pomocą haków schowanych szafie trzymać go w garści. Możliwe zresztą, że oba wyjaśnienia są prawdziwe – mówi nam, zastrzegając anonimowość, jeden z poznańskich prawników, dobrze zorientowany w sekretach miejscowych sądów.

Półtora tygodnia temu poznańskim wymiarem sprawiedliwości wstrząsnęła informacja, że mianowany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę rzecznik dyscyplinarny zarzuca złamanie prawa Krzysztofowi Lewandowskiemu, prezesowi Sądu Okręgowego w Poznaniu. Trzy lata temu Lewandowski pożyczył w poznańskim Sądzie Apelacyjnym 150 tys. zł. Miał je przeznaczyć na spłatę kredytu hipotecznego, który kilka miesięcy wcześniej zaciągnął w banku na zakup 50-metrowego mieszkania.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej