Poważnie zaczął się nad tym zastanawiać po sierpniowych mistrzostwach świata w Montemor-o-Velho, gdzie zajął szóste miejsce w wyścigu kanadyjkarzy na 500 metrów. Do podium zabrakło mu 1,5 sekundy. Rok wcześniej Tomasz Kaczor sięgnął po brązowy medal mistrzostw Europy w Płowdiw. Zaledwie dwa lata po igrzyskach w Rio de Janeiro, drugich w swojej karierze (zajął tam ósme miejsce, w Londynie był 9.), został bez środków do życia.

– Skończyło mi się stypendium w sierpniu, a z kajakarstwa nikt nie załapał się do nowego programu rządowego. Z tego co wiem, na razie są w nim tylko lekkoatleci – mówi Tomasz Kaczor. – Polski Związek Kajakowy obiecał pomoc, ale nigdy jej nie otrzymałem. Skończyły się oszczędności, musiałem podjąć drastyczną decyzję, bo inaczej nie miałbym za co żyć i utrzymać rodziny – tłumaczy.

W listopadzie Tomasz Kaczor wyjechał do pracy do Anglii. Przez blisko dwa miesiące pracował na fermie indyków. – Myślałem, że już nie wrócę do kajaków – mówi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej