Gdy wyłonienie mistrza Polski w minionym sezonie zaczęło przypominać skecz Monty Pythona o igrzyskach osób, którym mieszają się kierunki, kibice zaczęli szukać po świecie dziwniejszej ligi od ekstraklasy. Znaleźli na Kaukazie, w Armenii. Kraju, z którego pochodzi czwartkowy rywal Lecha Poznań w Lidze Europy – Gandzasar Kapan.

– Po dwóch sezonach z sześcioma zespołami, które uczestniczyły w rozgrywkach, teraz czekamy na start nowego sezonu już z ośmioma. Do drugiej ligi, w której grają już rezerwy pierwszoligowych drużyn, mają się zgłosić nowe drużyny, więc w sumie może doliczymy się dziesięciu klubów piłkarskich w całej Armenii – mówi dziennikarz sportowy Karen Rafayelyan z Vivaro News, który publikuje też na serwisie Futbolgrad. – Dlaczego klubów jest tak mało? To dobre pytanie, ale powinien na nie odpowiedzieć prezes związku piłkarskiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej