Jesień w wykonaniu piłkarzy Lecha Poznań była dramatyczna. Kolejorz zajmuje siódme miejsce w tabeli ekstraklasy, a na koncie ma już siedem porażek, tylko o dwie mniej niż w całym poprzednim sezonie. Jego strata do prowadzącej Lechii Gdańsk wynosi aż 11 punktów. Kibice szybko porzucili więc marzenia o mistrzostwie Polski, wiary nie przywróciło nawet zatrudnienie Adama Nawałki. Buńczuczne zapowiedzi dyrektora sportowego Tomasza Rząsy, jakoby Lech miał piłkarzy zdolnych do sięgnięcia po tytuł, wywołały szyderę i śmiech. Nawet były selekcjoner zagadnięty o cele, jakie stawia sobie po przyjściu do Lecha, stanowczo odparł: – To nie czas na rozmowy o trofeach.

Bo sytuacja w Kolejorzu jest na tyle fatalna, że głównym zadaniem Nawałki jest podnieść zespół z gruzów. To wcale nie musi jednak oznaczać, że Lecha czeka jedynie sezon przejściowy, w którym nad cele sportowe musi on przedłożyć zrobienie zmian w drużynie, uspokojenie sytuacji wokół klubu i poprawę relacji z kibicami. Na to ostatnie najlepiej wpływają zresztą wyniki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej