Lech Poznań ustami swojego trenera Adama Nawałki oświadczył zimą, że jest wręcz odwrotnie. Kolejorz po raz n-ty postanowił dać szansę zawodnikom z obecnej kadry, których w przeszłości niejednokrotnie już przekreślał. Tacy piłkarze jak choćby Nikola Vujadinović czy Maciej Gajos mieli już w poznańskim zespole nie zagrać. 

Trener Nawałka ich nie tylko odkurzył, ale nawet ubrał w galowy garnitur na pierwszy mecz piłkarskiej wiosny. Nie z przymusu, nie na zastępstwo, a w pełni świadom swojego wyboru. Były selekcjoner widać większym zaufaniem darzy zawodników Lecha, nawet tych w przeszłości skompromitowanych, niż ludzi w klubie odpowiedzialnych za skauting i zarządzanie zasobami ludzkimi. 

Skauting Lecha strzela na oślep

Weźmy pod lupę obrońców. Ostatnich defensorów, którzy przebiliby się do pierwszego składu, Kolejorz pozyskał półtora roku temu. W sezonie 2017/2018 roku sprowadził watahę środkowych obrońców mających zastąpić Jana Bednarka odchodzącego do Southampton. Emira Dilavera, który sprawdził się z tego grona najlepiej, szybko zdeprymowano w oczach kibiców i pozbyto wraz z trenerem Nenadem Bjelicą. Szklanego Thomasa Rogne, bojaźliwego Nikolę Vujadinovicia, niepotrafiącego bronić Vernona De Marco i elektrycznego Rafała Janickiego postanowiono obdarzyć nielimitowanym zaufaniem. Choć tylko Norweg udowodnił, że mógłby na nie w dłuższej perspektywie zasługiwać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej