W Wielkopolsce coraz głośniej o tym, że 61-letni Nawałka nie rozpędzi Lecha na nowo. Kibice dostrzegają, że z Nenadem Bjelicą w zeszłym sezonie zespół przynajmniej walczył o mistrzostwo. Z nostalgią wspominają wicemistrzostwa Mariusza Rumaka.

Rozczarowanie rośnie. Nie nastała wiosna, a zespół roztrwonił to, co odrobił po przyjściu szkoleniowca późną jesienią. Tak chwalony perfekcjonizm i umiłowanie do detali Nawałki stały się przedmiotem drwin. Solą w oku kibiców stały się zarobki jego i szerokiego sztabu, uszczuplające budżet Lecha o 300 tys. zł miesięcznie.

Nawałka potrzebuje czasu

W Poznaniu Nawałka wszedł do szatni jak stajnia Augiasza. Jest podzielona na licznych obcokrajowców i nielicznych Polaków. Rozbita i chaotyczna. Drzwi się w niej nie zamykały, a problemy rozwiązywano wymianą zawodników. Nawałka wolał stabilizację, danie szansy wszystkim piłkarzom i obudzenie w nich drzemiącego potencjału. Odkurzył piłkarzy skreślonych przez kibiców i szefów klubu, jak Macieja Gajosa i Nikolę Vujadinovicia. Jego ulubieńcem nie jest faworyt fanów Norweg Thomas Rogne. Ponoć byłemu selekcjonerowi przeszkadza to, że były obrońca Celticu Glasgow nie rozmawia w tych językach, co jego asystenci.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej