Emocje przed klasykiem ligi rosły przeciwnie do temperatury powietrza. Powrót przymrozków, jak również kiepskie wyniki nie odstraszyły jednak kibiców od przyjścia na stadion w Poznaniu. Wyciągnęli z szaf kurtki, czapki, kalesony i zjawili się na Bułgarskiej najliczniej w tym sezonie – na trybunach zasiadło blisko 25 tys. kibiców.

Fani dodali piłkarzom Lecha animuszu w trudnych chwilach. Po dwóch wiosennych porażkach poznański zespół był rozbity. Trener Adam Nawałka przeciwko Legii mógł jednak posłać do boju najlepszych zawodników, a kibice wreszcie nie mogli mieć zastrzeżeń. Powrót Roberta Gumnego i Thomasa Rogne uszczelnił defensywę, na skrzydła wrócili też Maciej Makuszewski i Kamil Jóźwiak.

Lech nie przestraszył się Legii

To właśnie wychowanek „Kolejorza” w siódmej minucie przeprowadził rajd prawą stroną boiska i wywalczył rzut rożny. Po dośrodkowaniu Darko Jevticia piłka spadła w polu karnym pod nogi Nikoli Vujadinovicia, który przy asyście Marko Vesovicia wbił piłkę do bramki Legii. Jakże to było znamienne, że wynik meczu otworzył piłkarz, któremu w ostatnich tygodniach obrywało się najmocniej. Lech przegrał przecież na inaugurację wiosny po jego samobójczym golu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej