Odkąd od 2013 roku obowiązuje w polskiej ekstraklasie podział na sezon zasadniczy i rundę finałową, Lech Poznań zawsze grał w czołowej ósemce jako jedna z najbardziej liczących się drużyn ekstraklasy. Regulamin mówi o tym, że po rundzie zasadniczej liga dzielona jest na dwie połowy – czołowa ósemka walczy o mistrzostwo kraju i miejsca w pucharach (kiedyś z podziałem punktów, teraz już nie), a dolna ósemka bije się o utrzymanie. Choćby więc w rundzie finałowej najlepsza ekipa dolnej ósemki zdobyła łącznie więcej punktów niż ktoś z ósemki górnej, i tak go nie wyprzedzi.

Tego rodzaju rozważania na temat dolnej ósemki ligowej nigdy dotąd nie dotyczyły poznańskiego Lecha. Jako jeden z kandydatów do tytułu i miejsca w europejskich pucharach, nie martwił się o to, by do czołowej grupy drużyn awansować. Po prostu zawsze w niej był. Nawet w 2016 roku, gdy zajął bardzo niskie, siódme miejsce, także nie miał z tym kłopotu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej