Radosław Nawrot: Jesień zeszłego roku, prowadzi pan Lecha Poznań jako jego tymczasowy trener po zwolnieniu Ivana Djurdjevicia. Wtedy pojawia się plotka, że może pan zostać jego szkoleniowcem na stale. Wie pan, jaka była reakcja kibiców?

Dariusz Żuraw: Nie kojarzę.

Taka, że to policzek. Że Lech znów zatrudnia trenera znikąd. Przykre?

– Wtedy sytuacja była mi przedstawiona dość jasno. Miałem poprowadzić Lecha zdecydowanie tymczasowo, pozostawało tylko kwestią to, ile to będzie meczów – jeden, dwa czy trzy. Lech prowadził już wtedy rozmowy z Adamem Nawałką i innymi trenerami, wiedziałem o tym. Nie miałem wtedy szans na to, by zostać na stałe. Nie przedstawiano mi tego tak.

Teraz objął pan Lecha w zupełnie innej sytuacji.

– Teraz rozmowy wyglądały już inaczej. Zapytano mnie, czy się podejmę pracy z zespołem w tak trudnej sytuacji, po selekcjonerze. Pomyślałem, że to szansa. Nadal tak myślę.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej