To była ostatnia szansa Lecha Poznań, by powalczyć jeszcze o występ w europejskich pucharach. Przed meczem z Cracovią poznaniaków dzieliło od nich pięć punktów – aż tyle brakowało im do czwartego miejsca, który taki występ dawał. A do końca rozgrywek pozostawały trzy kolejki, zatem by grać w Europie, Lech musiał bezwzględnie wygrać w Krakowie.

Nie była to sprawa prosta, gdyż po pierwsze Cracovia to rewelacja sezonu. Może nie w fazie finałowej, gdzie spisuje się słabiej niż w sezonie zasadniczym i sama oddaliła się od pucharów, ale i tak pod wodzą trenera Michała Probierza osiągnęła znakomity wynik. Po drugie – Lech pojechał do Krakowa osłabiony, bez nominalnego napastnika. Tę pozycję dublować musieli nominalni pomocnicy Darko Jevtić i młodziutki Filip Marchwiński, który już po raz trzeci tej wiosny wyszedł w podstawowym składzie Lecha.

Lech Poznań lepszy w pierwszej połowie

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej