Do tej pory wydawało nam się, że najbardziej zasmrodzonym polskim miastem jest leżący w niecce Kraków. Tymczasem nie, bywają dni, gdy stolicę Małopolski w smrodowych rankingach wyprzedzamy zdecydowanie. Z tarasu naszej redakcji „podziwiamy” komin kamienicy na Garbarach, z którego kłęby dymu lecą codziennie, a kolor – czarny lub biały – zmienia się co jakiś czas w zależności od tego, co ląduje w piecu.

Ulicami starego miasta w niektóre dni nie sposób przejść bez osłaniania twarzy, oddech łapiąc płytki, bo głębszy kończy się kaszlem. Kopcą wszyscy: kamienice w centrum, stare diesle, kominki na przedmieściach. I w tej sytuacji widok kłębów nad kominem elektrociepłowni w Karolinie – choć wydaje się apokaliptyczny – tak naprawdę jest obrazkiem, który oko powinien cieszyć. Karolin produkuje tzw. ciepło systemowe, ilość produkowanej energii do wypuszczanych w atmosferę zanieczyszczeń jest tam stosunkowo najkorzystniejsza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej