W sprawie poznańskiego dworca od lat mamy pełzający konflikt. Właśnie znowu rozgorzał. Kolejarze ogłosili, że chcą wydłużyć tunel idący w poprzek torów, w kierunku dworca autobusowego. Wiceprezydent Mariusz Wiśniewski uważa, że tunel jest potrzebny, ale gdzie indziej – w kierunku Wolnych Torów. Tunel to zresztą tylko element większej układanki: PKP chcą rozebrać stary dworzec, uznany za zabytek, i postawić nowy. Biorąc pod uwagę numer, jaki kolejarze wywinęli poznaniakom pod pretekstem budowy nowego dworca na Euro 2012, jest się czego bać.

Kolejarze mogą nas znowu zaskoczyć

Sytuacja wbrew pozorom jest trochę podobna. Na projekt nowego-starego dworca też nie ogłoszono otwartego konkursu architektonicznego, co w przypadku tak ważnego obiektu byłoby wskazane. Społeczność Poznania znowu może nie mieć wpływu na to, co wydarzy się ze starym dworcem, ponieważ tereny kolejowe są wyłączone spod planistycznej władzy samorządów. Kolejarze mogą więc nas naprawdę zaskoczyć. Możemy się spodziewać kolejnego centrum handlowego, biurowca albo wesołego miasteczka z „funkcją dworcową”. W budowie dworców kolejowych w Poznaniu na razie się nie sprawdzili. Próbka, jaką jest centrum handlowe z dworcową przybudówką, powinna nam wystarczyć. Ten „dworzec” jest źle ulokowany i trudno dostępny. Wysoko za to lokuje się w rankingu architektonicznych liści figowych. Zgadzali się z tym zresztą politycy wszystkich opcji, bo choć zbudowany za czasów PO, dworzec od kilku lat nie budzi entuzjazmu polityków także tej partii. To dzieło kolejowych „menedżerów”, których interesował głównie zysk z budowy galerii handlowej, a na pewno nie interes pasażerów albo sprawne funkcjonowanie miasta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej