Po słynnej czwartkowej konferencji prasowej polskich biskupów o pedofilii w Kościele staram się nie popadać w skrajności. Nie uważam, żeby ujawnienie statystyk dotyczących molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych było przełomem kopernikańskim, jak uważają ludzie związani z Kościołem. Po prostu wobec stanowczej postawy papieża Franciszka i ujawnianych w naszym kraju skandali hierarchowie musieli przerwać milczenie. Niestety, część z nich wypowiadała się w taki sposób, by tylko nie powiedzieć jednego ważnego słowa: „przepraszamy”. Prym wiedli „szefowie” polskiego Episkopatu: abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański i wywodzący się z naszego miasta, abp Marek Jędraszewski, obecnie metropolita krakowski.

Diagnoza abp. Gądeckiego

Abp Gądecki ma jasną diagnozę. – Nie jest to problem tylko instytucji, to problem globalny – mówił z przekonaniem. Według niego hasło „pedofilia w Kościele” miało umniejszyć autorytet Kościoła. – Skończyło się na lustracji w Kościele – mówił metropolita poznański, który pedofilię połączył w jednym wywodzie z „turystyką seksualną, wykorzystywaniem dzieci jako żołnierzy czy handel organami”. Mówił też o „programach seksualizacji dzieci”. Całość dopełnił abp Jędraszewski, wiceprzewodniczący KEP. – Kościół musi być nieskazitelnie stanowczy w walce ze złem, ale musi także wzywać do nawrócenia, pokuty i okazywać miłosierdzie sprawcom, jeśli szczerze żałują – powiedział. A na deser stwierdził, że sformułowanie „zero tolerancji ma charakter w jakiejś mierze totalitarny”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej