Dyrektor Lisiecki słynie pośród poznańskich dziennikarzy jako postać zasadnicza i arogancka. Urząd sprawuje "od zawsze". Z mediami rozmawiać nie lubi. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem, że w materiale telewizji WTK skomentował skandaliczną sprawę prawdopodobnej wycinki drzew w parku Wieniawskiego, przy moście teatralnym i operze. O oznaczonych farbą drzewach opinię publiczną poinformował staromiejski radny osiedlowy Tomasz Dworek, który zagroził, że w razie wycinki do drzew się przykuje. Pisała o tym także „Wyborcza”. W materiale telewizyjnym Lisiecki zaznacza, że nie wszystkie oznaczone w parku drzewa będą wycięte. I mówi tak: – Tam są drzewa, które w środku są całkowicie wypróchniałe, czyli absolutnie niestabilne. Trzeba temu się dokładnie przyjrzeć i podjąć czasami trudną decyzję.

Nie jestem specjalistą od dendrologii. Zdrowy rozsądek podpowiada, że rzeczywiście, niektóre drzewa mogą zagrażać bezpieczeństwu przechodniów, bo na przykład są spróchniałe. Martwi mnie jednak, że słyszę, że sprawa zostanie dopiero dokładnie zbadana. Czyli pewnie wtedy, gdy zainteresowały się nią media. A gdy słyszę, że jednym z usprawiedliwień wycinki jest to, że konary spadały na parkujące tam samochody, to mi też witki opadają. To nie można po prostu przyciąć gałęzi? A z doświadczenia ostatnich miesięcy, jeśli nie lat, widać, że decyzja o wycince drzewa poznańskim urzędnikom nie sprawia szczególnej trudności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej