Gdy kościelni hierarchowie biją się w piersi po filmie braci Sekielskich o pedofilach w sutannach, metropolita poznański Stanisław Gądecki – właśnie w sprawie księdza pedofila – idzie na zwarcie z prokuraturą. Arcybiskup Gądecki nie jest szalony, musi być przekonany, że to on wyjdzie z tej próby sił zwycięsko.

Kościół wywozi za granicę dowody winy?

Sprawa dotyczy kapłana z Chodzieży, który kilkanaście lat temu molestował jednego z ministrantów. Kościół przeprowadził własne dochodzenie i usunął sprawcę ze stanu duchownego. Śledztwo prowadzi też prokuratura, ale zarzutów dotąd nie postawiła. Prokurator Paweł Ciesielczyk chciał zapoznać się z dowodami zgromadzonymi przez poznańską kurię. Kościół jednak odmówił wydania dokumentów i poskarżył się do sądu.

W poniedziałek sąd przyznał rację prokuraturze. Arcybiskup Gądecki dostał tydzień na wydanie dokumentów, ale rzecznik kurii już zasugerował, że metropolita nie wykona prokuratorskiego postanowienia. Bo wszystkie dokumenty są rzekomo w Watykanie. To niespotykane, że tak poważna instytucja jak kuria nie ma kopii dokumentów (a gdyby po drodze zaginęły?). Zastanawiające jest też, że skoro kościelne postępowanie się zakończyło, dokumenty z Watykanu już nie wróciły. Jeśli to stała praktyka, to Kościół od lat wywozi za granicę dowody winy swoich funkcjonariuszy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej