Mordują. Nad Wartą, w ciemnych zaułkach, klatkach schodowych, podwórkach i oficynach. Duszą, topią, odcinają głowy, wieszają. Popełnili zbrodnie niemal w każdym kącie Poznania. Na szczęście jedynie na łamach powieści. Bo Poznań od kilku lat jest prawdziwym zagłębiem kryminałów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poznańska szkoła kryminału?

wyborcza.pl/nazywo
wyborcza.pl/nazywo 

W Polsce popularność kryminałów urosła na tyle, że trafiły one nawet na półki dyskontów. - Stało się tak z dwóch powodów. Pojawiło się kilka świetnych kryminałów, w szczególności chodzi o serię Marka Krajewskiego w jej wrocławskim wydaniu. Ona pokazała, że za pomocą kryminału można opowiedzieć coś więcej, np. historię miasta w bardzo przenikliwym ujęciu. Do tego na polskim rynku pojawiły się kryminały szwedzkich autorów - Mankella, Larssona, Lackberg. To one stworzyły niesamowitą popularność tego gatunku - uważa Borowczyk.

Za stolicę polskiego kryminału uchodzi Wrocław. - To chyba wynika z silnej pozycji Marka Krajewskiego. Odbywa się tam też duży festiwal kryminału. Od 2004 r. przyznają na nim prestiżowy Wielki Kaliber - komentuje Poznański.

A jednak to w Poznaniu możemy się pochwalić największą liczbą pisarzy kryminałów. Pionierem był Ryszard Ćwirlej, który debiutował w 2007 r. osadzoną w latach 80. książką "Upiory spacerują nad Wartą". Głównymi bohaterami byli funkcjonariusze policji. Zdaniem Poznańskiego to nie tylko jeden z pierwszych poznańskich kryminałów, ale w ogóle pierwsza neomilicyjna opowieść w Polsce. Dziś Ćwirlej ma za sobą pięć książek o przygodach peerelowskich śledczych i dwie inne powieści.

A po nim poszło jak z górki. Pojawiła się niesamowicie popularna dziś Joanna Jodełka ze swoim kryminałem psychologicznym czy Piotr Bojarski z powieściami sensacyjnymi w stylu retro. Kryminały piszą też m.in.: Joanna Opiat-Bojarska, Sebastian Koperski, Bohdan Głębocki, Michał Larek, Maciej Dobosiewicz czy były policjant Robert Ziółkowski.

Mimo to trudno mówić o poznańskiej szkole kryminału. Każdy z autorów ma swój styl i porusza inne wątki. Łączy ich za to miasto. Bo scenerię do swoich, czasem makabrycznych, mordów znajdują w brudnych poznańskich bramach, zaułkach, fabrykach, klubach. A Ryszard Ćwirlej żartuje, że najczęściej morduje nad Wartą.

- Książki tych autorów każą nam inaczej spojrzeć na miasto. Pokazują, że w Poznaniu można znaleźć ciemne rejony, a życie społeczne nie jest jednowymiarowe - komentuje Borowczyk. I dodaje: - Warto tę literaturę czytać, ale także wracać do korzeni powieści kryminalnej: Agathy Christie i Raymonda Chandlera. Wtedy widzimy, czego od tej nowej oczekiwać.

Kryminalną pozycję miasta wzmacnia także festiwal Granda, który w październiku odbył się w budynku starego dworca. Na imprezę ściągnęli autorzy kryminałów z całej Polski. Były pokazy technik kryminalistycznych, spotkanie z antropolog sądową i ułożona przez Piotra Bojarskiego kryminalna gra miejska. - Szedłem na ten festiwal bez wiary, wydawał mi się na wyrost. Ale jak go zobaczyłem, to uznałem, że coś jest na rzeczy. Mamy publiczność. Do tego taką, która się zna. Do tego ten festiwal miał swój odmienny kształt. Stawiał na otoczkę technologiczną kryminału. Udało się znaleźć nową ścieżkę, to olbrzymia szansa - komentuje Borowczyk.

Kryminał

Ryszard Ćwirlej, Piotr Bojarski, Joanna Jodełka i Joanna Opiat-Bojarska w ubiegły piątek wzięli udział w zorganizowanej przez "Wyborczą" dyskusji "Kryminalna mapa Poznania". Mówili, czym jest dla nich powieść kryminalna, skąd biorą pomysły. I gdzie w tym wszystkim jest Poznań.

Jodełka: Kryminał jest bardzo fajny, bo romansuje ze wszystkimi innymi gatunkami. Nie ma ograniczeń. Może być bardziej melodramatyczny albo bardziej sensacyjny. Każdy z nas też pisze inaczej, inaczej podchodzi do tematu. Nie jest to już tak wąski gatunek jak u Agathy Christie.

Ćwirlej: Kryminał cały czas się rozwija, tworzy od nowa. Widać to dobrze w ostatnich latach. Kiedyś najważniejsze było śledztwo. A teraz to już nie jest prosta opowieść o morderstwie i poszukiwaniu sprawy. Teraz ma tło społeczne, gospodarcze, polityczne, staje się powieścią diagnozującą naszą rzeczywistość. I coraz więcej autorów, takich, którzy sprawdzili się w innych gatunkach, po kryminał sięga.

Opiat-Bojarska: Ja zawsze opowiadam, że moje kryminały są jak jajka niespodzianki dla dzieci. Na wierzchu jakieś rzeczy z pierwszych stron gazet: trup czy handel organami. A w środku można znaleźć jakiś ważny społeczny temat.

Bojarski: Moje kryminały nie są czystej krwi. Określam je jako powieści sensacyjne. Ale to zresztą stary zabieg, że intryga kryminalna jest tylko punktem wyjścia, ale niekoniecznie wątkiem wiodącym. Jest za to środkiem, żeby sprzedać coś więcej, jakieś fakty, jakieś historie.

Pomysł

Ćwirlej: Jest takie miejsce w moim domu: mój stacjonarny rower. Najbardziej mordercze myśli przychodzą koło 20. kilometra. Niektóre zapamiętuję.

Jest też szczególne miejsce, które bardzo lubię. Kupiliśmy córce mieszkanie na Garbarach. Ciężko tam zaparkować, więc często staję na Mostowej. Tam są stare kamienice. Gdyby je odnowić, byłyby perełkami, ale na razie są w paskudnym stanie. Wejścia nie mają domofonu. Od czasu, kiedy kupiliśmy to mieszkanie, a to już cztery lata, zamordowałem tam ze cztery osoby.

Jodełka: Na mnie pomysły napadają. Mam ich znacznie więcej niż możliwości napisania. Są związane z miejscem. Ostatnio spacerowałam po Strzeszynie Literackim. Są tam takie łąki, zagajniki, takie laski brzozowe. Na jednej brzozie ktoś na wysokości zawiesił różę. Taką, co chłopak dał dziewczynie, ze wstążeczką. Miała już ze trzy dni. Myślę: kto to zrobił? Czy czekał na nią i nie przyszła? Czy ona szła z tą różyczką? Może się pokłócili, a może coś? Jakiś dramat musiał być. W domu nie wylądowała, ale też nie wyrzucona, tylko powieszona. I cała historyjka chodzi mi po głowie.

Bojarski: Pomysły przychodzą w zaskakujących miejscach. Pomysł na fabułę "Meczu" wpadł mi na pływalni przy Chwiałkowskiego. Generalnie nie były to warunki do wymyślania. Ale paradoksalnie mogłem się skupić. Moje chłopaki uczyły się pływać, a ja wziąłem notes i zapisywałem.

To musi być taki dynks. Pomysł się nagle pojawia. W moim przypadku one zwykle przychodzą, kiedy siedzę nad źródłami. Kiedyś, przeglądając album Cegielskiego sprzed wojny, zobaczyłem zdjęcie kotlarni, gdzie montowali kotły do parowozów. Półmrok, nieprzyjemna atmosfera. Świetne miejsce, żeby zawiązać akcję.

Opiat-Bojarska: Ja inspiracji szukam inaczej. Korzystam z usług profesjonalnej przewodniczki po Poznaniu. Zwracam się do niej z prośbą, kiedy siadam do pisania nowej książki. Mówię, że potrzebuję kilku kamienic, muszą być w miarę blisko siebie, związane z historią Poznania. Przewodniczka przesyła mi listę z krótkimi opisami. Ja te miejsca oglądam i czasami coś klikam. Tak było np. z kamienicą na ul. Czartoria. Wzięłam ją do książki, ale zrobiłam remont.

Bohater

Bojarski: Kiedy zastanawiałem się, jaki ma być poznański bohater, to o razu pomyślałem sobie: to nie będzie orzeł. To nie będzie superbohater, którego od razu pokochają czytelniczki. To musi być żywy, uparty, myślący człowiek. Z charakterem. Na tle śledczych z innych stron kraju powinien odznaczać się szczególną pieczołowitością, rzetelnością i zawziętością. Na kresach różnie z tym bywało, tam mieli inne poczucie czasu. A u nas wszystko musi być na czas, akuratnie.

Opiat-Bojarska: Ja najbardziej lubię swój duet: podkomisarz Burzyński i aspirant Majewski. Stworzyłam ich tak, jak widzę Poznań. Pierwszy jest poznaniakiem z urodzenia. Jest twardy, uparty, bardzo pracowity. Do pary dałam mu przedstawiciela młodego pokolenia, który myśli, że świat do niego należy. Ja tak właśnie widzę Poznań. Kontrastowo. Mnie nie przeszkadza, że na pl. Wolności stoi ta nowoczesna fontanna.

Ćwirlej: Moi bohaterowie to poznaniacy z krwi i kości. Stworzyłem czteroosobowy zespół, który ciągnie te moje powieści. Każdy milicjant jest inny, ale się uzupełniają. I świetnie się w tej rzeczywistości peerelowskiej odnajdują.

Opiat-Bojarska: Swoje postaci opisuję w kartotekach. Wiem, kto skończył jaką uczelnię, w jakiej rodzinie się urodził, czy ma rodzeństwo i na co choruje. Dzięki temu wiem, jak będzie się zachowywał teraz i w przyszłości.

Jodełka: Ja ich znam od zawsze. Jak już wymyślę, to wiem, czy chodził do przedszkola, czy nie. Problem mam z nazwiskami. Nie potrafię ich wymyślać, w trakcie pisania zapominam. Jak raz od Węgorzewa, które akurat pojawiło się w telewizji, wzięłam Karola Węgorzewskiego, to potem do wydawnictwa przyszedł prawdziwy Karol Węgorzewski - że on nie chce być w książce.

Ćwirlej: Ja nazwiska najczęściej znajduję na cmentarzu. Przynajmniej się nikt nie doczepi. Z życiorysami mam kłopot. Z każdą nową książką muszę wracać do poprzednich, żeby przypomnieć sobie, czy bohater ma jakąś siostrę, brata, co robił jego ojciec.

Bojarski: U mnie to jest na wariackich papierach. Książka miała być jednorazowa, potem przyszedł pomysł na dalszy ciąg, który rozgrywał się wcześniej. A potem skok do przodu. Łatwo się pogubić. I raz się złapałem na tym, że bohater mojej jednej książki mieszka piętro niżej niż w innych. A nazwiska? Jedna opcja jest taka, że nazwisko ma zapadać w pamięć. Druga, że ma być akuratne. Zwłaszcza w Poznaniu.

Poznań

Bojarski: Dla mnie początkiem była prawdziwa brama na Kantaka. Przedwojenna, obdrapana. Spoglądałem na nią i uznałem, że to świetne teatrum do początku. Ale czy my te miejsca opisujemy? Myślę, że nie. Raczej kreujemy.

W moim przypadku jest jeszcze inaczej, bo większość rzeczy które napisałem, dotyczy przedwojennego Poznania. Wielu miejsc już nie ma, są widoczne jedynie na widokówkach. Dlatego element kreacji musi się pojawiać.

Ćwirlej: Mnie bardzo prosto odtworzyć Poznań z czasów PRL-u, bo cały czas mentalnie w nim tkwię.

Miasto aż tak bardzo się nie zmieniło. Dopiero gdy mam wątpliwości, jak jakieś miejsce teraz wygląda, to nie odchodząc od komputera, mogę to sprawdzić w Google.

Ale tak naprawdę poruszam się w tej rzeczywistości peerelowskiej, bo ją doskonale pamiętam. To czas, kiedy studiowałem w Poznaniu i nie było, co robić. W kinie radzieckie filmy, dyskoteki raz w tygodniu. Dlatego łaziłem po mieście. Głównie w poszukiwaniu piwa, bo kiedyś nie było tak łatwo dostępne. Tak przemierzałem Poznań wzdłuż i wszerz.

Jodełka: Moje powieści to nie przewodniki po mieście. Jak chciałam zbudować klimat Sołacza, to nie wracałam na jego ulice, tylko przypominałam sobie, jak jeździłam tam z koleżanką załatwiać sprawy. Ludzie uważają, że to jedno z najlepiej opisanych miejsc w mojej książce.

Opiat-Bojarska: Lubię, jak książka jest dla mnie wyzwaniem. Dlatego narzucam sobie rygor, by ulice, którymi poruszają się moi bohaterowie, były prawdziwe. Żeby kiedy państwo czytacie moją książkę, spacerujecie ulicą, mogli sobie pomyśleć, że obok spaceruje mój bohater. Może nie robię tego z notesikiem, ale pewne rzeczy sprawdzam. Na przykład napisałam, że moja bohaterka biegnie przez pl. Wolności do banku PKO, naciska na klamkę, ale już zamknięte. Ale jak przejeżdżałam później obok, to odkryłam, że nie ma zwykłych drzwi, tylko przeszklone, bez klamek. Musiałam to zmienić, żeby potem czytelnik mi tego nie wytknął.

Zabytki

Jodełka: Skończyłam historię sztuki i dla mnie to naturalne. Poznań ma masę zabytków i wszędzie mogą dziać się ciekawe rzeczy. Upieram się, że poznańska secesja jest najpiękniejsza.

Opiat-Bojarska: A ja stronię od zabytków, bo chcę, żeby czytelnik, który nie jest z Poznania, poznał coś nowego, a nie znowu to, o czym słuchał w telewizji czy czytał w innych książkach.

Bojarski: Jeśli chodzi o znane obiekty, to bardzo chętnie sięgam po tematy z nimi związane, ale mniej znane. Tak było z bazarem i wizytą szachowego mistrza świata Aleksandra Alechina w grudniu 1928 r. Napisałem o tym artykuł do gazety, ale pomyślałem, że szkoda tracić taką szansę na intrygę kryminalną. A "Pętla" to okazja, żeby pokazać Łazienki Miejskie.

Ćwirlej: Nie można puszczać bohaterów ulicami, nie odwołując się do ich rzeczywistości. Moi bohaterowie, idąc ul. Armii Czerwonej, mijają nie Zamek, tylko Pałac Kultury. I to jest fajne, by budynkom, które dziś dobrze znamy, chociaż na chwilę przywrócić dawne funkcje.

Policja

Ćwirlej: To proste: oglądamy filmy, czytamy książki i mamy znajomych policjantów.

Opiat-Bojarska: Mam konsultantów z dziedziny kryminalistyki, antropologa sądowego, psychologa i prokuratora.

Jodełka: Ja świetnie wykorzystuję policjantów. Ale w inny sposób. Jak mnie policja zatrzymuje, to mówię: a ja was tak świetnie opisuję, a u mnie policjant jest takim dobrym kochankiem. Ze dwa razy się udało.

I mamy przecież w Poznaniu Roberta Ziółkowskiego - pisarza, który był policjantem.

Turystyka kryminalna

Jodełka: Fajną inicjatywą był przejazd tramwajem, który miał przystanki literackie.

Opiat-Bojarska: Byłoby idealnie, żeby ktoś, kto odwiedza Poznań, mógł - czy to z przewodnikiem, czy to z mapką - odwiedzić miejsca, w których dzieją się nasze książki.

Ćwirlej: Takie wycieczki to już na szczęście rzeczywistość. Myślę też, że powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce, zaprosić parę innych osób, które zajmują się kryminałami, i sami napisać przewodnik śladem naszych bohaterów.

Obrażeni

Jodełka: Obraziłam się trochę na Poznań, na poprzednie władze. Po trzech książkach. Bo jak Gaja Grzegorzewska zdobyła Wielki Kaliber, to dostała od swojego prezydenta popielniczkę, kubek i pióro. Czyli jak Wrocław dał jej tak dużą nagrodę, to prezydent Krakowa ucieszył się, że ma tak wielką promocję, i teraz jej jeszcze płacą. A ja nic nie dostałam!

Ćwirlej: Ja napisałem sześć albo siedem książek, które się dzieją w Poznaniu, a też nie dostałem długopisu. A jak napisałem jedną książkę, której akcja się dzieje w Pile, to wygrałem Kryminalną Piłę, a prezydent dał mi nagrodę artystyczną.

Jodełka: Pisanie o mieście jest dla niego darmową promocją. My piszemy o Poznaniu i wszyscy w Polsce o tych miejscach czytają. Na spot reklamowy trzeba wydać kupę pieniędzy, a książka jest i tymi miejscami cały czas czaruje.

Opiat-Bojarska: Książki z Poznaniem w tle mogą promować miasto. Nawet jeśli warszawski wydawca powiedział mi, że akcja umieszczona w Poznaniu to żadna wartość, bo może co najwyżej interesować poznaniaków. Przy pisaniu dziesiątej książki doszłam do wniosku, że też się obrażę i na jeden numerek przeniosłam się do Łodzi.

Bojarski: Ja się troszeczkę obraziłem na Poznań. Najnowsza powieść tylko zacznie się w Poznaniu, a potem bohater będzie hulał po świecie. Ale rzeczywiście coś jest na rzeczy. Choć i tak wiele się zmieniło. Powstała Poznańska Nagroda Literacka, mamy festiwal Granda. Takie rzeczy świetnie robią miastu i pisarzom.

Ćwirlej: Książki o Poznaniu czytają nie tylko ludzie w Poznaniu. Dzięki naszej organicznej robocie nagle ludzie z Wrocławia czy Zielonej Góry dowiadują się o Poznaniu różnych ciekawych rzeczy i okazuje się, że Poznań jest na tyle ciekawy, że można tu przyjechać.

Miasto kryminału?

Ćwirlej: Kiedy zamierzałem napisać swoją pierwszą książkę i chwaliłem się znajomym, że będzie to kryminał z akcją w Poznaniu, to mówili: "Stary, w Poznaniu? Przecież tu się nic ciekawego nie wydarzyło". A wystarczy wziąć jakąkolwiek gazetę - afera kryminalna goni aferę. Musimy obserwować rzeczywistość i brać to, co jest dobrą materią literacką. A my udowadniamy, że Poznań jest świetnym miejscem, żeby coś ciekawego i kryminalnego mogło się tu wydarzyć.

Jodełka: Jest u nas najwięcej autorów, i to bardzo dobrych. Ale nie mówi się o kryminale poznańskim. Kryminalnie wypromował się Wrocław. U nas był taki dowcip, że Poznań sprzyja poetom i pisarzom, pod warunkiem że są deweloperami.

Fajne są akcje, takie jak konkurs CK Zamek na kryminał z Poznaniem w tle. Ludzie wymyślają niesamowite rzeczy. Ale inicjatyw jest wciąż mało. Granda jest dopiero od roku, to festiwalowe niemowlę.

Opiat-Bojarska: Miasto nas nie wspiera, ale super, że jest Granda. Ukłony. Dzięki takim inicjatywom możemy promować się na całą Polskę. Biblioteka Raczyńskich organizowała zwiedzanie śladami naszych kryminałów. Szkoda, że to nie zostało podchwycone i puszczone promocyjnie.

Jodełka: I nie chodzi nam tylko o promowanie naszych książek. Festiwal we Wrocławiu odbywa się na tak wielu płaszczyznach, że są tam nawet spotkania z kucharzami, którzy gotują potrawy z literatury. Wiele miejsc bawi się w ten kryminał. Tego u nas brakuje.

Bojarski: Myślę, że w końcu się przebijemy. Kryminały pisze około dziesięciu osób, mamy całkiem obiecujący narybek. Na konkursie w Zamku było widać, że mamy mnóstwo młodych, którzy wiedzą, jak budować fabułę.

Ćwirlej: Mnie cieszy, że nasze książki sprzedają się w Biedronce i Lidlu w całej Polsce. To prawdziwa nagroda dla pisarza. Bo wtedy ta książka trafia do ludzi, którzy nigdy nie poszliby do księgarni. A to, że nie zauważa nas miasto, to sprawa mniej istotna. W końcu zauważą i skończą się takie idiotyczne sytuacje, że wydawnictwo miejskie ogłasza konkurs na książkę z Poznaniem w tle, uzasadniając to, że pozazdrościliśmy Wrocławiowi Marka Krajewskiego i teraz szukamy poznaniaka. Ciekawe, czy już się znalazł? Możemy kilku polecić.

*Joanna Jodełka - absolwentka historii sztuki na UAM, debiutowała w 2009 r. powieścią "Polichromia. Zbrodnia o wielu barwach", za którą otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru. Najnowsza powieść, "Wariatka", ukazała się w marcu.

*Ryszard Ćwirlej - pisarz i dziennikarz przez lata związany z poznańską TVP i Radiem Merkury. Pionier poznańskiego kryminału, debiutował w 2007 r. neomilicyjną powieścią "Upiory spacerują nad Wartą". Historię jej bohaterów kontynuował w kolejnych pięciu książkach. Wydał też dwie inne książki kryminalne.

*Joanna Opiat-Bojarska - ekonomistka, debiutowała w 2011 r. autobiograficzną powieścią "Kto wyłączy mój mózg?", w której opisała swoje przeżycia po zachorowaniu na rzadką chorobę - zespół Guillaina-Barrégo. Wydała jeszcze dwie książki i przerzuciła się na kryminały. Najnowszy, "Gra pozorów", ukazał się w lutym.

*Piotr Bojarski - dziennikarz "Gazety Wyborczej", w której pisze o historii i polityce. Debiutował w 2010 r. zbiorem reportaży "Cztery twarze Prusaka". W 2011 r. książką "Kryptonim Posen" rozpoczął serię kryminałów retro o przygodach detektywa Zbigniewa Kaczmarka. W 2015 r. wydał współczesną powieść sensacyjną "Ściema".

Tekst powstał w związku ze spotkaniem z poznańskimi autorami kryminałów, które odbyło się 15 kwietnia w Bibliotece Raczyńskich na zamówienie i z inspiracji organizatorów Europejskiej Stolicy Kultury i Światowej Stolicy Książki UNESCO 2016.

"Wyborcza na żywo" to spotkania z dziennikarzami lub publicystami którzy goszczą na łamach. Rozmawiamy o sprawach lokalnych, jak i na tematy polityczne, gospodarcze, kulturalne. Zapowiedzi spotkań publikujemy na stronach lokalnych i na wyborcza.pl/nazywo

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Kryminał nie zawsze był tą gorszą literaturą, wystarczy przypomnieć książki Raymonda Chandlera czy Alistaira Mc Leana, szanowny autorze artykułu..
już oceniałe(a)ś
0
0