Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fragment wspomnień Noacha Lasmana z pierwszych dni września 1939 r. w Poznaniu opublikowaliśmy dwa tygodnie temu w „Magazynie Poznańskim”.

Noach Lasman, który dzieciństwo i młodość spędził w Poznaniu, ma dziś 94 lata, mieszka w Jerozolimie. Jego rodzina zginęła w Treblince – on jako jedyny ocalał, wrócił po wojnie do Poznania, skończył tu geologię, założył rodzinę. W 1957 r. wyjechał z żoną i dziećmi do Izraela. Jako geolog pracował m.in. w Afryce i Ameryce Płd. Jest autorem kilku książek, w których opisał to, co przeżył w czasie wojny i później. Większość jego wspomnień nie była w Polsce publikowana.

Książkę, która zbierze w całość teksty Lasmana opisujące lata 1930-1957, ma wydać jesienią Wydawnictwo Miejskie Posnania. Opracuje ją Andrzej Niziołek. Trzy tygodnie temu zaapelował o finansowe wsparcie prac nad książką na portalu crowdfundingowym Wspieram.to (zbiórka odbywa się na stronie: wspieram.to/noach).

Będą aż dwie książki?

– Odzew na apel jest wspaniały, na książkę zebrano dotąd ponad 22 tys. zł – cieszy się Niziołek. Zbiórka trwa do 3 marca. Jeśli uda się zebrać w sumie 30 tys., jest szansa na przygotowanie jeszcze jednej książki: z listami, które pisali do siebie Noach Lasman i Zygmunt Bauman, znany socjolog i filozof. Obaj znali się z przedwojennego Poznania, byli szkolnymi kolegami.

Pierwsze ślady tej korespondencji Niziołek znalazł w ub. roku w archiwum Lasmana. Teraz ponownie jest w Jerozolimie – pojechał tam, nie czekając na zakończenie zbiórki, za pożyczone pieniądze – pracuje w archiwum pisarza, zbierając teksty do książki ze wspomnieniami, znalazł też ponad 30 listów pisanych przez Baumana i Lasmana.

– Listy Baumana do Lasmana pochodzą z okresu 1989-2001, pisane są z dużą zażyłością. Listy Lasmana są wcześniejsze, z lat 1968-69, wysłane z Kolumbii, gdzie wtedy pracował – opowiada. Przypuszcza, że korespondowali ze sobą przez 40 lat.

Niziołek skontaktował się z Anną Sfard, najstarszą córką Baumana i jest przekonany, że listy mogą znajdować się także w archiwum socjologa (przejętym w ub. roku przez archiwum uniwersytetu w Leeds).

PRZECZYTAJ TAKŻE: Zygmunt Bauman, światowej sławy socjolog pochodził z Poznania

– Dziękuję wszystkim za dokonane wpłaty na książkę, teraz zbieram dalej, na swego rodzaju bonus do książki, czyli korespondencję Lasman-Bauman. Jeśli uda mi się zebrać te dodatkowe pieniądze, jadę w tym roku na badania archiwum do Leeds. Jeżeli znajdę spodziewane listy, przygotuję je do druku, napiszę wstęp i poszukam wydawcy – zapowiada.

Listy Noacha LasmanaListy Noacha Lasmana archiwum prywatne

Poniżej publikujemy fragmenty listów Zygmunta Baumana do Noacha Lasmana z 1989 r. – To niesamowite, jak dzisiaj, po 29 latach od początku polskiej transformacji, wszystko, co Baumana wtedy w Polsce zachwycało, ale i przerażało, znów jest aktualne. Znowu zakłamywana jest historia i znów wyłazi najokropniejsza, ciemna strona naszej zakompleksionej duszy – komentuje Niziołek.

„Sądzę, że byłbym dobrym historykiem”

Noach Lasman do Zygmunta Baumana, 1969 r. [bez daty]:

„Mój drogi,

(…) To świetnie, że jesteś tak bardzo zajęty – nie tylko ze względów finansowych, ale przede wszystkim ze względów moralnych. Wielu z nowoprzybyłych na pewno ci zazdrości tego. Co do tej propozycji przyjęcia pracy w Hajfie, to trudno mi radzić i to co napiszę jest Ci na pewno znane. Hajfa jako miasto jest najpiękniejszym miastem w kraju i jeżeli to jest nowa katedra na tamtejszym uniwersytecie, to jasne, że będziesz ją mógł zorganizować tak, jak Ty chcesz i będziesz się czuł panem na własnych śmieciach. To jest bardzo ważne. Istnieje jednak tutaj jedno ale (może więcej). Możliwe, że tamtejsze władze uniwersyteckie chcą utworzyć katedrę dla prestiżu i nie przydzielą środków na odpowiednie prowadzenie prac. To warto z góry uzgodnić. No i w ogóle jaką wolność w zorganizowaniu tej katedry Ci dadzą. Doprawdy, trudno radzić tak na odległość i do tego nie znając tej całej sytuacji.

Co do Twoich uwag na temat mojej ciekawej pracy, to się uśmiałem. Każdy czuje swój garb i widzi zalety cudzego zajęcia. Doprawdy, przyjemnie jest oglądnąć od czasu do czasu jakiś wodospad, ale czy Ty myślisz, że po oglądnięciu dziesiątków wodospadów ja jestem taki czuły na ich piękno? W ubiegłym roku miałem prace w okresie deszczowym w okolicy, gdzie było pełno siklaw i musiałem pobierać próby co dwa metry wzdłuż potoków. Pięliśmy się po linach na stromych ścianach i na łeb sikała nam kubłami woda. To jest dobrze wspominać, ale robić to w 45 roku życia? Kiedy pracowałem na Madagaskarze otrzymałem list od koleżanki z Instytutu [Geologicznego – red.], w którym pisała, że zazdrości mi tej romantyki w dżungli. Odpisałem jej, że po moich doświadczeniach doszedłem do wniosku, że nie ma rzeczy bardziej romantycznej, jak położyć się z żoną do czystego łóżka o szerokości 1 metr i 40 cm pod trwałym dachem, przez który woda nie przecieka.

Kiedy wybierałem kierunek studiów chciałem iść na historię i dziś czasem żałuję, że tego nie uczyniłem. Sądzę, że byłbym dobrym historykiem. Doprawdy, nie masz czego żałować. Pojedziesz na kilka miesięcy w świat, w każdym mieście będą Cię oczekiwać, obwozić, zamieszkasz w czystym hotelu itd. Myślę, że gdybyśmy się zamienili miejscami, to po 2-3 miesiącach każdy z nas wróciłby z radością do swojej pracy. Ostatecznie obaj wpadliśmy nieźle, tylko jak w naszej pierwszej Ojczyźnie się mówi, »przyjemnie jest narzekać«.

Z forsą masz czas się martwić [chodzi o pożyczkę, której Lasman udzielił Baumanowi – red.], jak wrócisz z tej wizyty po świecie – chyba będziesz wtedy nieco bogatszy. Na razie nie zawracaj sobie głowy tym i śpij spokojnie”.

„Jest teraz w Polsce zainteresowanie”

Zygmunt Bauman do Noacha Lasmana, 9 stycznia 1989

„Kochany Noachu,

(…) Jak mądrze zrobiłeś, że zabrałeś się do pisania. Byłeś zawsze urodzonym stylistą, a Twoje listy uderzały żywością obrazów i dowcipem. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że napisałeś rzecz znakomitą – nie tylko jako świadectwo, ale jako dzieło literatury. [Chodzi o książkę Lasmana „Pięćdziesiąt kilometrów od Treblinki” – red.] (…)

Moim zdaniem jest ogromna szansa, że Twoją książkę w Polsce wydadzą. Jest teraz w Polsce ogromne i autentyczne zainteresowanie wszystkim, co żydowskie; nie tylko martyrologią, ale obyczajami, kulturą, religią, historią, literaturą – dosłownie wszystkim, co się z Żydami wiąże. Nie mam na myśli oficjalnych rządowych umizgów do, w rządowym przekonaniu, wszechpotężnej mafii żydowskiej rządzącej światem, a szczególnie światowymi bankami; i nawet nie owe zrozumiałe skądinąd pragnienie oczyszczenia nie najczystszych przecież sumień; ale wybuch zainteresowania bezinteresownego ze strony młodzieży, która nigdy Żydów nie widziała, krzywd prawdziwych czy urojonych od nich nie zaznała ani im nie zadawała, nie czuje żadnych żali czy skrupułów – po prostu chce wiedzieć, jak to było, jacy byli ci legendarni teraz ludzie, którzy przez tysiąc lat żyli obok. Głód wiedzy o Żydach jest dla młodych organiczną częścią pragnienia odzyskania historii, którą, jak czują, zakłamano lub wręcz im ukradziono”.

„Pod pokrywką – wywar cuchnący”

Bauman do Lasmana, 9 czerwca 1989:

„Nie wiem, czy o tym pisano bądź mówiono w Izraelu – ale pod tą pokrywką, co ją ostatnio w Polsce zdjęto, okazał się wywar raczej cuchnący. Wszystkie stare obrzydlistwa – z tym, że nikt nie śmie nazwać je obrzydlistwami – są teraz tymi świętościami, jakich szargać nie wolno. Klerykalizm, nacjonalizm (wielkopaństwowy), nietolerancja, no i, rzecz jasna, antysemityzm. Na zebraniach przedwyborczych pytano powszechnie kandydatów, czy wierzą w Boga. U przeciwników doszukiwano się głównie przodków żydowskich. Jako że czyniono to ze wszystkich stron, powstało wrażenie, że nowy sejm i senat składać się będą z samych Żydów. Antysemityzm był [w okresie PRL-u – red.], jak przed wojną, jedyną chyba platformą porozumienia między rządem a narodem. Oficjalne gazety, po okresie nagonki na Bieruta, zmieniły front: Bierut był cacy, to tylko jego doradcy nie rozumiejący narodu polskiego ściągnęli go na manowce... Więc co do mnie idzie, waham się znowu, czy się na powrót z Polską wiązać (proponują mi stanowisko w Akademii Nauk, jeden trymestr rocznie). A swoją drogą, jakie to wszystko beznadziejne. Po półwieczu »krwawych rządów komunistów«, znów ksiądz Trzeciak sprawuje rządy dusz w narodzie...

A i pod innym względem plus ça change, plus la meme chose. Jak za szlachty, jak za zaborców, jak za pułkowników, jak za komunistów, panowie inteligenci z Warszawy powiadają chamom co mają robić i jak to ich cudownie urządzą. Z listy Solidarności zasiedli w senacie profesorowie, reżyserowie i dziennikarze. Z listy rządowej, dla odmiany, profesorowie, dziennikarze i reżyserowie. Zjednoczeni głęboką pańską pogardą dla chama. Na tej rewolucji robotniczej wjechali do władzy koledzy już rządzących, dla których brakowało posad. Teraz się wspólnie wezmą za chamów. Z właściwym dla dziennikarzy, reżyserów i profesorów wdziękiem, zmysłem praktycznym i skutecznością...

(…) Ściskam Ciebie i Cylę – i do zobaczenia, tu lub tam”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.