Actinium-225 jest chyba najrzadszym lekiem na Ziemi, każdego roku cały świat produkuje tylko tyle, ile waży kilka ziarenek piasku. To moja ostatnia deska ratunku - mówi Andrzej Białas, społecznik, pełnomocnik prezydenta ds. społeczeństwa obywatelskiego. Zbiera pieniądze na kolejny etap leczenia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sylwia Sałwacka: Zbierasz pieniądze na „najrzadszy lek na świecie”. Jaki to lek?

Andrzej Białas: – Wszystko ci opowiem, ale najpierw zobacz ostatnie wyniki moich badań.

(pokazuje kolorowy skan)

To są moje płuca, nerki, a tu wokół te czarne kropki – jest ich masa – to komórki nowotworowe. Te ciemne plamy to przerzuty. Prawa ręka, kręgosłup, węzły chłonne... Nie można już tego operować.

Bo nie wytniesz wszystkiego.

– Ani nie naświetlisz. Jest tego za dużo. Kiedy latem 2018 roku pojawiły się kolejne przerzuty, system ochrony zdrowia skreślił mnie z terapii.

Opowiadałeś nam o tym wtedy w rozmowie w „Wyborczej”.

– Dostawałem lek nowej generacji – enzalutamid. Początkowo reakcja była doskonała. Ale od maja wyniki znów zaczęły się psuć. W sierpniu było już tak źle, że NFZ cofnął mi finansowanie leku. To wtedy usłyszałem: „Koniec”. Jak onkolog w szpitalu mi o tym mówił – a to jest bardzo dobry lekarz – było mu tak przykro, że to ja go musiałem pocieszać.

Lekarze uznali, że terapia nie jest skuteczna.

– Pomagała, ale za mało.

Leczę się od 10 lat. Problem polega na tym, że jestem wciąż trzy kroki w tyle za nowoczesnymi terapiami. Kiedy zdiagnozowano u mnie chorobę, nie miałem przerzutów. Lekarze powiedzieli mi, że najlepsza będzie brachyterapia: wbijają ci szpilę w guza i go naświetlają. Ale po trzech latach okazało się, że PSA – czyli nowotworowy marker – zaczyna znów rosnąć. Wtedy usłyszałem od radiologów: „Niech pan sobie poszuka teraz szybko urologa”. W Poznaniu nie ma ośrodka, który kompleksowo – od A do Z – leczyłby raka prostaty. Zwróciłem się o pomoc do dr. Piotra Nowakowskiego, świetnej klasy specjalisty. Zapytał mnie: „Nikt panu tej prostaty dotąd nie wyciął? No to teraz ja mam problem. Tkanki zniszczyła radioterapia. Panu się to nie będzie goić”. Rok przymierzał się do zabiegu, w końcu zakwalifikował mnie do operacji ratującej życie. Wyciął prostatę i przez pewien czas znów było OK. Potem pojawiły się przerzuty. Wysłali mnie do Warszawy. Wycięli mi tam po raz pierwszy węzły limfatyczne – pachwinowo-biodrowe. Dwa lata później znów poszedłem pod nóż, po drodze miałam też naświetlania. Przez chwilę znowu był spokój. W 2016 r. znów pojawiły się kolejne przerzuty w węzłach. Pojechałem do Warszawy, powiedzieli mi, że ten węzeł jest za blisko dużych naczyń, że skalpel może uszkodzić aortę.

Wyczerpał się też limit radioterapii: istniało niebezpieczeństwo, że przy kolejnych może dojść do przerwania rdzenia kręgowego. W Polsce nie ma już dla mnie możliwości skutecznego leczenia.

Szansę dostałeś w Niemczech.

– Dowiedziałem się o tej terapii też przez przypadek, od lekarzy w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Myślałem, że może zakwalifikują mnie do leczenia radem 223. Ale powiedzieli, że mam za dużo przerzutów. Wtedy jeden z onkologów powiedział: „Niech pan jedzie do Niemiec. Oni tam leczą izotopem LU 177. Ma pan czyste nerki, wątrobę, płuca. Pan się do takiego leczenia świetnie nadaje”. Leczenie możliwe jest tylko w Zentralklinik Bad Berka w Centrum Medycyny Nuklearnej. NFZ nie finansuje go. Trzeba zapłacić samemu.

Wysłałem wyniki, zakwalifikowali mnie. W październiku ub.r. roku podano mi pierwszą dawkę leku, kilkanaście dni temu trzecią.

Ile dawek izotopu musisz jeszcze wziąć?

– Teoretycznie cztery, ale cholera wie. W styczniu, po drugim podaniu czułem się fenomenalnie. Spadło mi rekordowo PSA. Norma dla faceta w moim wieku to ok. 4 ng/ml. Ja miałam 300, a po terapii: 100. Wow! A teraz PSA znów wzrosło do 300. Lekarze w Niemczech twierdzą, że powinno pójść dobrze, ale może być różnie.

Co jeśli terapia nie zadziała?

– U co piątego chorego leczenie nie daje efektu. I tu się zaczyna kosmos. Wtedy dostanę izotop Actinium-225. To jest właśnie ten „rzadki lek”. Actinium-225 jest rzeczywiście chyba najrzadszym lekiem na Ziemi, każdego roku cały świat produkuje tylko tyle, ile waży kilka ziarenek piasku.

Z badań klinicznych, które są dostępne, wynika, że emitujący promieniowanie alfa radioizotop Actinium-225 może być o wiele bardziej skuteczny w leczeniu raka prostaty niż inne radioterapie. Dostarcza destrukcyjną porcję energii do pojedynczych komórek nowotworowych, bez narażania pobliskich tkanek na zniszczenie. Powoduje w nich reakcję wybuchową. Następuje eksplozja, i wio z rakiem! Widziałem skany pewnego gościa. Miał liczne przerzuty, a potem facet był czysty. To dla mnie ostatnia deska ratunku.

Ile to kosztuje?

– Szacowany koszt terapii LU 177 to ok. 50-55 tys. euro. Obejmuje cztery podania izotopu z tygodniowym pobytem w klinice, w odstępach dwóch miesięcy. Użycie Actinium-225 to kolejne pieniądze.

Jakie?

– Jeszcze tego nie wiem, dopiero dostanę kosztorys z kliniki. Ale szacuję, że to przynajmniej dwukrotny koszt podania LU 177.

Pieniądze na leczenie pomaga ci zebrać fundacja Alivia. Pisaliśmy o tym, gdy ogłosiłeś zbiórkę. Potrzebne są teraz pieniądze na kolejne etapy leczenia.

– Umieszczenie apelu o pomoc było dla mnie szalenie trudne, w pewnym sensie upokarzające. Wciąż wstydzę się poprosić o pieniądze. Przekonał mnie ostatecznie onkolog. Zapytał wprost: "Chce pan żyć?".

Wyprzedaję się systematycznie. Ale to za mało. Wiesz, ja nie wierzyłem, że ta zbiórka się uda. A tu się okazuje, że ktoś wpłaca pięć złotych, ktoś inny cztery. W Marcinku uczniowie zebrali dla mnie dwa i pół tysiąca złotych. To kupa kasy! Do tej pory zebrałem w sumie ok. 150 tys. Już 75 proc. tej kwoty wydałem na terapię. A to przecież początek leczenia.

Ale doświadczam nie tylko pomocy finansowej. Wracamy do domu czasem z Gosią, moją żoną, a tu stoi żarcie na schodach. Ktoś przyniósł nam w geście solidarności siatkę jabłek z sadu, ktoś inny – placek, ktoś postawił na ganku garnek pysznego ukraińskiego barszczu.

Działałeś przez lata w radzie osiedla, w marcu ogłosiłeś, że w tym roku nie będziesz już kandydował.

– Działałem jako społecznik przez ostatnie 23 lata. To był świetny czas. Teraz muszę trochę odpocząć. Zrobić ten krok wstecz, w nadziei na późniejsze dwa do przodu. Z pracą też chyba trochę przeholowałem. Kiedy półtora roku temu zacząłem przyjmować chemię, byłem szefem gabinetu Jacka Jaśkowiaka. Chemioterapia, dwa dni wolnego – albo urlop, albo L4 – i znów do pracy. Chemia zawsze w czwartek, żeby do niedzieli był czas odpocząć.

Żadnej dłuższej przerwy?

– Żadnej, zapieprzałem równo.

Boisz się, że nowa terapia nie zadziała?

– Bardziej wykończa mnie huśtawka nastroju, ta wieczna sinusoida: raz wyniki są świetne, raz fatalne. W czasie choroby tylko raz naprawdę się bałem. Kiedy usłyszałem diagnozę. To miało być zwykłe badanie krwi, ale żona zażądała, żebym zbadał sobie przy okazji PSA. PSA było wysokie, zrobili mi biopsję prostaty. W badaniu wyszły komórki rakowe. Wyszedłem z rozpoznaniem ze szpitala i poczułem – to było niewyobrażalne uczucie – jak całe moje ciało od stóp do głowy pokrywa lód. Tylko raz w życiu czegoś takiego doświadczyłem. Pomyślałam wtedy: "To już?". Ale zaraz przyszło otrzeźwienie, że trzeba brać życie, jakie jest. Bo ja jestem frontman.

W leczeniu raka bardzo dużo zależy od nastawienia, ja uważam, że mam do raka nastawienie wzorcowe. Mówią mi o tym lekarze, że ja się wymykam schematom. Facet jak się dowiaduje o chorobie, to zwykle od razu w panikę wpada. Zachowuje się, jakby już umarł. Pisze do mnie gość, że ma raka prostaty. Patrzę, a facet ma wynik PSA na poziomie 16. „Panie, wytnij to pan jak najszybciej w cholerę!” – odpisuję. Ja mam 300! Kilku osobom poradziłem, by leczyli się LU 177. Pojechali tam. Można z rakiem żyć, to życie jest tylko inne, trudniejsze.

A ból?

– Pytasz o morfinę? Podchodzę do leków przeciwbólowych ostrożnie. Kiedy mnie boli, to mówię: Siedem minut krócej w czyśćcu pocierpisz. Kiedy bardzo boli, stosuję specjalne krople.

Zdarza mi się zapłakać, ja tego nie ukrywam.

Ostatnio kiedy nie mogłem założyć butów, no bo zobacz: czy ja wyglądam na faceta, który nie umie już sobie butów założyć?

Rak prostaty przerzucił mi się do węzłów chłonnych, a stamtąd do kości, m.in. na kręgosłup. Nie jestem w stanie się już pochylić: skarpetki i buty zakłada mi Gosia. Ale ciągle jestem na powierzchni, ciągle się unoszę.

Dopóki jest szansa, żeby trochę pożyć, będę o to życie walczyć. Życie jest pełne niespodzianek, także tych przykrych, ale mimo wszystko jest fajne.

Andrzej Białas

Andrzej Białas
Andrzej Białas  PIOTR SKÓRNICKI

Społecznik, pracownik Urzędu Miasta Poznania. Był dyrektorem gabinetu prezydenta miasta Poznania, obecnie jest pełnomocnikiem prezydenta ds. społeczeństwa obywatelskiego. W 2016 r. wyróżniony przez „Gazetę Wyborczą” tytułem „Giganta” przyznanym za poznański styl pracy. 

Dołącz do pomocy

Pieniądze na leczenie Andrzeja Białasa można wpłacać na konto: Fundacja Alivia, PL 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831, z dopiskiem Andrzej Białas ID 110878.

Można też wpłacać poprzez stronę: https://skarbonka.alivia.org.pl/andrzej-bialas

Lekarz: To nie eksperyment, wyniki terapii są doskonałe

Sylwia Sałwacka: Leczenie przy pomocy LU 177 to przyszłość chorych na raka prostaty?

Dr. n. med. Bogdan Małkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej: – Wyniki badań klinicznych leczenia za pomocą izotopu lutetu (LU 177) opublikowali już Niemcy i Amerykanie. Australijczycy kończą kolejne, wielkie badania. To nie jest już eksperyment medyczny, ale udokumentowana naukowo metoda, która daje bardzo dobre efekty terapeutyczne. Wyniki są wręcz doskonałe.

Na czym polega fenomen tej terapii?

– Kluczowe jest użycie znacznika – tzw. nośnika PSMA, który stosowany jest w medycynie nuklearnej do bardzo czułego oznaczania komórek raka. Nośnik PSMA miał początkowo jedynie znaczenie diagnostyczne, a dopiero potem terapeutyczne. Ponieważ potrafi w dużych ilościach gromadzić się w okolicy nowotworu, naukowcy „doczepili” do niego substancję leczniczą – izotop lutetu. Nośnik PSMA wychwytuje komórki rakowe, a izotop je niszczy. Co ważne, ocalając przy tym zdrowe tkanki. Podobne właściwości destrukcyjne w leczeniu raka prostaty ma też izotop Actinium-225, który jest emiterem promieniowania alfa. I ostatnią deską ratunku dla wielu chorych.

O tej terapii wiemy nieco mniej.

– Bo Actinium to bardzo rzadki izotop. Nie możemy go pozyskać w dużej ilości, więc badania są ograniczone i trwają dłużej. Ale to też nie jest metoda eksperymentalna: Actinium-225 stosowaliśmy w ramach badań klinicznych również w Polsce, m.in. w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Konsultant krajowy ds. medycyny nuklearnej prof. dr hab. Leszek Królicki za badania nad rolą Actinium-225 w leczeniu nowotworów mózgu został rok temu wyróżniony przez Europejskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej nagrodą im. Marii Skłodowskiej-Curie.

Na ile skuteczne są obie terapie?

– Znam przypadek internisty z Niemiec, u którego choroba przed zastosowaniem izotopu lutetu była już w tak zaawansowanym stadium, że nie mógł wykonywać prostych czynności. Po pierwszej dawce wrócił do pracy. Dostał tych dawek sześć. Od zakończenia terapii minęło pięć lat. Nie ma żadnych objawów choroby. Chodzi więc nie tylko o przedłużenie życia, wyhamowanie choroby.

Pacjenci leczeni izotopem lutetu wykazywali także mniejsze ryzyko wzrostu guza i zgonów z powodu raka. W krajach rozwiniętych kolejność leczenia jest taka: najpierw stosuje się w terapii lutet, a kiedy okazuje się nieskuteczny, włącza się trudno dostępne Actinium-225.

Niestety, ekspresja PSMA na komórki nowotworowe jest u jednych większa, u innych mniejsza. A od tego zależy zniszczenie nowotworu. Rokowania zależą prawdopodobnie od typu choroby. Naukowcy to wciąż badają.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Jarosław Kurski poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ciezka opancerzona limuzyna do przewozu jakiegos marnego wicepremiera na ktorego w Polsce nikt nigdy nie zrobi zadnego zamachu (bo jaki by to mialo sens ?) kosztuje wiecej niz taka kuracja
    @tripple_distilled
    Ja tego w ogóle nie rozumiem, Państwo powinno finansować najlepsze terapie, a jesteśmy ciągle w tyle. Przecież ludzkie życie to największa wartość. W tym kraju chroni się zdeformowane płody, a dorosłego człowieka leczy się na pół gwizdka.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    @harahh
    Mały PKB, więc mało zarabiamy, więc płacimy niskie (w liczbach bezwzględnych) podatki, więc trzeba by wybierać, na przykład między drogimi terapiami a 500+, podwyżkami w budżetówce itp. Ugrupowanie, które wybrałoby służbę zdrowia, pewnie od razu straciłoby większość poparcia. Większość przecież wierzy, że nie zachoruje, dlaczego w ogóle jakieś składki muszą płacić.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Wierzę, że uda się Panu powstrzymać tę tę straszną chorobę. Postawa, którą Pan prezentuje w rozmowie daje nadzieję także innym chorym. Podziwiam Pańską siłę i determinację. To jedyna droga do zwycięstwa. Najserdeczniej pozdrawiam!
    już oceniałe(a)ś
    54
    0
    chciałbym,żeby każdego leczono w tym kraju w każdym możliwym wariancie na NFZ a nie wydawano kasę na korupcję wyborczą
    już oceniałe(a)ś
    47
    0
    "Życie jest pełne niespodzianek, także tych przykrych, ale mimo wszystko jest fajne."
    - proszę nie zmieniać tego nastawienia!!!
    już oceniałe(a)ś
    41
    0
    Życzę skutecznej terapii!
    już oceniałe(a)ś
    20
    0
    Podobno eutanazja jest w Polsce zabroniona, a tu proszę! Urzędnik z NFZ uznaje, że ktoś "nie rokuje", więc odcina mu leczenie i koniec... Może ktoś zacznie o tym głośno mówić?
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Po polsku to się nazywa aktyn. Tak jak lutet, a nie lutetium.
    już oceniałe(a)ś
    14
    1
    Wyszukałem, że ruscy produkują izotop lutet 177, jak też i ten aktyn. O tu:
    www.isotop.ru/en/production/medical/426/431/
    www.isotop.ru/en/production/medical/426/483/

    Ja wiem, że z nimi to strach w ogóle zaczynać cokolwiek (zawsze coś schrzanią), ale może u ruskich też się da to załatwić i taniej/inaczej?

    Jestem ciekaw, dlaczego akurat izotop lutetu i aktynu są stosowane. Miałem z tym trochę do czynienia, ale nie aż w takim stopniu szczegółowości, dlatego jestem ciekaw.
    Na szybko znalazłem - tutaj:
    www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5355374/

    podaje się, że inne izotopy też są stosowane. I tak miedź-67 ma bardzo zbliżoną charakterystykę energii promieniowania, tyle że dwa razy krótszy półokres trwania. Jak to się przekłada na skuteczność? Tego nie podano. Ale jeśli skuteczność jest tylko trochę niższa, a cena wielokrotnie niższa, to rozwijanie terapii lutetem nasuwa pewne wątpliwości. Jednak tańsza terapia miedzią w sumie uratowałaby więcej ludzi.

    Ale tak jest ze wszystkim - rutyna rządzi, a na rutynę wpływa nie tylko chęć wyboru najlepszego sposobu postępowania, ale też chęć oszczędzenia pieniędzy.
    Pamiętajmy o tym zawsze, że lekarz postępuje rutynowo, a nie bezwzględnie najlepiej dla nas. I tak bohaterowi tego artykułu zafundowano radioterapię a nie operację. Oczywiście nie wiadomo, jakie były wskazania i uwarunkowania, ale mogło być tak, że dość lekki przypadek potraktowano trochę ulgowo czyli rutynowo.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0