Z knajpy robią sklep. Albo nadal gotują wykwintne dania, które kelner zanosi ludziom pod drzwi. A fryzjer nie tylko strzyże, ale i uświadamia ludzi o zagrożeniu koronawirusem.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Zapytałam poznańskich przedsiębiorców, jak radzą sobie w czasie epidemii. Oczywiście wszystko zależy od branży, ale nie ma takich, którzy by nie narzekali i nie zastanawiali się, jak zachować klientów i miejsca pracy. I jak ocalić biznes, żeby "po wirusie" było do czego wracać. A są i tacy, którzy czują, że stoją nad przepaścią.

Przywiozą ci chleb do domu

Zakwas to kultowa piekarnia na Jeżycach, przy ul. Poznańskiej 1. Codziennie, a zwłaszcza w weekendy, ludzie nie tylko z Jeżyc, ale z całego Poznania przyjeżdżają tu po chleb albo przychodzą zjeść śniadanie. A teraz jest tu pusto i smutno.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Co tu dużo gadać: – to moja ulubiona piekarnia. Jeszcze kilka lat temu popukałabym się w głowę, gdyby ktoś powiedział, że będę jeździć po chleb z Winograd na Jeżyce. Dziś takie wyprawy to zupełnie normalna sprawa, zwłaszcza w soboty. Uwielbiam ten gwar w Zakwasie, a nawet kolejkę, bo mam czas się zastanowić, co kupić, choć zwykle i tak staje na chlebie z czarnuszką.

Kiedy weszłam tam w ostatnią sobotę, był chleb, ale nie było ludzi. To widok smutny i przygnębiający. – Będziemy teraz chleb dowozić. Może chcesz? – zapytała Agnieszka Michałowska, właścicielka Zakwasu.

Gdy byłam w Zakwasie po raz pierwszy, rządziła w malutkiej budce na parkingu kilkaset metrów dalej. Wszystko razem miało 20 m kw. Piekarnia była wówczas w stanie upiec najwyżej 100 bochenków, więc ciągle ich brakowało. Żeby kupić chleb, trzeba go było wcześniej zamówić. Tylko w soboty każdy mógł kupić to, co leżało na ladzie.

Do Zakwasu od początku chodziło się też na śniadania: jajka sadzone, tosty z jajkiem, bekonem i serem cheddar, kanapki z rukolą, pieczonym burakiem i serem kozim albo z mascarpone, owocami i miodem.

Dziś Zakwas ma prawie pięć lat. Dwa lata temu przeniósł się do nowego, kilka razy większego lokalu w nowym budynku na rogu Kościelnej i Poznańskiej. A teraz przyszedł wirus i nie można serwować na miejscu śniadań ani kawy. Klientów też jest mniej, bo ludzie siedzą w domach. – Chciałabym przetrwać ten czas i utrzymać biznes, żeby po wirusie było do czego wracać. Walczę też o zachowanie miejsc pracy – mówi Agnieszka. – Więc rozwozimy sami chleb po mieście, żeby utrzymać klientów, którzy z powodu wirusa nie mogą lub nie chcą podróżować na Jeżyce. Mam nadzieję, że jest to zmiana chwilowa, chociaż – kto wie – może wyznaczymy w przyszłości jeden dzień, w który będzie można zamówić chleb z dostawą. Póki co staramy się też mieć coś słodkiego. Wiem, że wszyscy mają podobny problem, a obecne propozycje rządu raczej nam nie pomogą.

Winiarnia na wynos

Winiarnia „Pod Czarnym Kotem” przetrwała już jeden kryzys w 2008 roku. – Wtedy, pewnego wrześniowego poranka, wstaliśmy rano i nikt nie przyszedł. Krach spowodował, że obroty spadły o 80 proc. – wspominają Dorota i Marcin Kubiakowie, właściciele „Kota”. Wtedy musieli wszystkich zwolnić i przez rok pracowali sami. Na nogi stanęli po dwóch latach. Liczą, że ten kryzys nie da się im aż tak bardzo we znaki.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Kubiaków znają prawie wszyscy mieszkańcy Grunwaldu. Winiarnia na rogu ul. Marcelińskiej i Wolsztyńskiej działa od 19 lat. Mają tylu stałych klientów, że wieczorami ciężko znaleźć wolny stolik.

Na co dzień można tu zjeść coś domowego na ciepło z wypieczonym na zapleczu chlebem, zamówić tapasy, drobne przekąski i oczywiście wypić wino. Albo pogadać ze znajomymi, którymi najczęściej są bliżsi i dalsi sąsiedzi z dzielnicy.

Można tu też wpaść na wystawę, koncert, spotkanie z autorem wydanej właśnie książki, a latem również na projekcję filmu pod gołym niebem. Wszystkie imprezy zapowiada na Facebooku „bufetowy Kubiak”.

Teraz z dnia na dzień, z powodu epidemii, lokal trzeba było zamknąć. W ten sposób Kubiakowie stracili jedyne źródło utrzymania. Pierwszy tydzień wykorzystali na remont, a teraz zaczęli już ostro działać. – Wracamy do korzeni, czyli do sklepu z winem – oświadcza Marcin.

„Bufetowy Kubiak” na taki pomysł wpadł 20 lat temu, gdy stał za ladą w sklepie rodziców. Pewnego dnia do sklepu wszedł Janusz Ziółkowski, były senator i szef kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. Mieszkał w sąsiedztwie. Pytał, gdzie w okolicy może kupić dobre wino. – A ja nie wiedziałem, więc pomyślałem, że może to niegłupi pomysł. Tyle że od początku postanowiliśmy połączyć sklep z winiarnią – opowiada Marcin.

W czasie epidemii nie da się pić wina na miejscu. Można je tylko kupić na wynos. Do wina zamówić można domową pizzę z innymi niż tradycyjne dodatkami lub flammkuchen, czyli placek na cieniutkim cieście z sosem śmietanowym, boczkiem albo z innymi dodatkami. – Zestaw w sam raz do wieczornego filmu z Netflixa. Odbiór w godzinach od 18 do 24 – podkreśla Marcin. – Na szczęście wina mam spory zapas, wystarczy co najmniej na dwa miesiące. Mam nadzieję, że do tego czasu wszystko wróci do normy.

Fryzjer z Officyny drzwi nie zamyka

Officyna Warsztat Fryzjerski mieści się, jak sama nazwa wskazuje, w oficynie. I choć nie ma w związku z tym witryny od ulicy, klientów mu nie brakowało. Od połowy marca jest ich mniej o około 80 proc.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja G

Marcin Brudziana fryzjerem jest od 15 lat, zakład przy ul. Dąbrowskiego 33 prowadzi od sześciu. Zatrudnia dwóch fryzjerów: Kasię i Patryka.

Salon ma na Facebooku same bardzo dobre opinie: „Przesympatyczne miejsce, świetna atmosfera i podejście do klienta. (...) Dziękuję Patrykowi za piękne cięcie i koloryzację! Albo: „Extra strzyżenie krótkich kręconych włosów!”, „Pierwsza wizyta – włosy precyzyjnie przystrzyżone i pięknie ułożone. Do tego miła, luźna atmosfera. Jestem bardzo zadowolona i na pewno wrócę”.

– Nigdy nie narzekałem na brak klientów, więc nawet specjalnie nie rozwijałem mediów społecznościowych – mówi Marcin. Choć po ogłoszeniu przez rząd epidemii salonu nie zamknął i robić tego nie zamierza, w ostatnich dniach wszystko się zmieniło. Właściwie pracuje teraz sam, umawia się z klientami na godzinę, dba o to, żeby w zakładzie były tylko dwie osoby. Jak wyjaśnia, nie boi się o siebie, ale martwi się, by nie zaraził się ktoś z klientów. Dlatego każdemu przypomina, jakie jest ryzyko zakażenia koronawirusem i jakie czynniki wpływają na ciężki przebieg choroby. Bo chce, żeby klienci byli świadomi ryzyka.

Narzędzia dezynfekuje jak zawsze, ale teraz dba też o odkażanie klamek, powierzchni, które dotyka przy pracy, i toalet.

– Kasi i Patrykowi powiedziałem, że jak obawiają się o swoje zdrowie, nie muszą przychodzić do pracy. Ale jak chcą, mogą umawiać się ze swoimi klientami tak, by wizyty się nie nakładały – zaznacza Marcin.

Obecna sytuacja bardzo go martwi. – Te obroty nie pozwalają na utrzymanie salonu i pracowników, a nawet na goły czynsz. Rozmawiałem już z właścicielem lokalu, on rozumie, jaka jest sytuacja. Słyszałem, że rządy państw w Europie dopłacają do pensji pracowników. Ja czuję się za moich odpowiedzialny, ale nie wiem, czy dam radę ich utrzymać, bo poduszka finansowa szybko się skończy. I to jest mój wielki problem – mówi Marcin. – Będę się starał przetrwać, ale nie wiem, czy się uda. Zwłaszcza że na pomoc rządu nie ma co liczyć.

Młoda kawiarnia prosi o wsparcie

Pasażer Cafe to kameralny lokal, który od lata ubiegłego roku działa w budynku Zajezdni przy ul. Zwierzynieckiej, tuż przy przystanku „Kraszewskiego”. Teraz, jak wszystkie tego typu miejsca, obawia się, czy przetrwa kryzys. I potrzebuje pomocy.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Kawiarnia ma zaledwie pięć stolików i salę o powierzchni 20 m kw. Jej właścicielka Alicja Koppa studiowała ekonomię, turystykę, hotelarstwo, a potem przez kilka lat pracowała na etacie w branży turystycznej. W końcu postanowiła otworzyć własny lokal, do którego można wpaść na kawę, ciasto czy lunch. Ciasta piecze sama lub zamawia w sprawdzonych cukierniach, sama przygotowuje też słone quiche. W ofercie ma również zdrowe przekąski, kanapki na gorąco, tosty, autorskie desery, koktajle i smoothies oraz lekkie alkohole, czyli cydry i piwa kraftowe. Dba o to, by mieć też dania bezglutenowe, bez laktozy, bez cukru, wegańskie. – Zapraszamy też osoby o ograniczonych możliwościach finansowych – dla seniorów, uczniów i studentów mamy 20 proc. zniżki. Mile widziani są również rodzice z dziećmi, właściciele czworonogów razem ze swoimi pupilami, a także wielbiciele gier karcianych i planszówek.

Początek nie był łatwy, ale interes pomału zaczął się rozkręcać. – Luty był naszym najlepszym miesiącem. I przyszedł marzec. 14 marca zdecydowaliśmy się na zamknięcie lokalu. Dla nowej, działającej na rynku zaledwie pół roku kawiarni nie była to łatwa decyzja – mówi właścicielka. – Co prawda możemy teraz sprzedawać napoje i jedzenie „na wynos”, ale w naszej okolicy ruch praktycznie zanikł i w zasadzie nie ma nikogo, kto chciałby korzystać z takiej możliwości. Będziemy jeszcze próbować, ale nie wiem, czy się uda.

Dlatego Pasażer Cafe zdecydowała się dołączyć do akcji Finebite „Voucher na przyszłość”. Polega ona na wykupieniu vouchera do konkretnego lokalu na określoną kwotę w aplikacji Finebite. Lokal pieniądze dostanie od razu, a voucher będzie można zrealizować po otwarciu kawiarni, do końca tego roku. – To konkretna finansowa pomoc dla takich niewielkich przedsiębiorców jak my, na którą niestety nie możemy liczyć chociażby ze strony władz. Bez niej nie dam rady opłacić czynszu, który wynosi 40 proc. naszych dotychczasowych dochodów. A do tego są przecież jeszcze inne koszty stałe.

Prośbę o kupienie vouchera Alicja zamieściła na Facebooku. Już teraz wiele osób zadeklarowało pomoc. – Mam nadzieję, że epidemia nie potrwa długo, inaczej ciężko będzie nam się podnieść – mówi.

Modra ugotuje ci niedzielny obiad

Zaledwie tydzień przed wybuchem epidemii Modra Kuchnia hucznie obchodziła piąte urodziny. Byli stali goście, personel i przyjaciele właścicieli, czyli Doroty i Szymona Sławińskich.

Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

– Urodziny wyprawialiśmy po raz pierwszy, z tej okazji chcieliśmy podziękować tym, którzy do nas przychodzą, i naszym bliskim. A sobie pogratulować. Nie spodziewaliśmy, że tak szybko wszystko się u nas zmieni – mówią gospodarze.

Modra to kameralna restauracja przy ul. Mickiewicza 18. – Nasze menu oparte jest na kulinarnych klasykach Polski wschodniej i wielkopolskiej. Szymon wcześniej zdobywał doświadczenie w renomowanych restauracjach w Londynie, ale często inspiruje się też przepisami kuchni francuskiej. Na tej postawie tworzy autorskie wersje tradycyjnych dań – opowiada Dorota.

Numer jeden to szarpana kaczka w pyzie z modrą kapustą i sosem wiśniowym, kulebiaki z oryginalnymi farszami, bliny, pieczyste z owocami i poznańskimi pyzami, długo pieczone mięsa, flaki z pulpetami i żur z chrzanem. Właściciele dbają, żeby wszystkie produkty pochodziły od sprawdzonych dostawców i żeby były świeże.

W związku z tym, że i oni musieli z dnia na dzień lokal zamknąć, przestawiają się na gotowanie na wynos. Zależy im jednak, żeby były to dania tej samej jakości co w restauracji, żeby miały charakter niedzielnego obiadu. Dlatego nie sprzedają ich w opakowaniach z tektury czy styropianu, tylko pakują próżniowo w worki lub w szklane słoiki. – Dzięki temu potraw nie trzeba zjeść od razu, ale spokojnie mogą poczekać w lodówce co najmniej 48 godzin. A przy okazji jest znacznie taniej niż na miejscu, bo nasza sztandarowa kaczka kosztuje 110 zł za cztery porcje, a w restauracji 38 zł za porcję – wylicza Dorota. – Nie korzystamy przy tym z firm rozwożących jedzenie, ale nasz kelner osobiście zawozi potrawy i zostawia pod drzwiami. Bo zależy nam na bezpieczeństwie, ale i na tym, żeby kelner miał pracę.

– Przez te wszystkie lata budowaliśmy markę i wszystkie nadwyżki szły w firmę i rozwój, dzięki temu zyskaliśmy zaufanie gości. Mam nadzieję, że i teraz będą u nas chętnie zamawiać, również na święta, bo nad taką ofertą właśnie pracujemy – puentuje Dorota.

Akcja Gazety Wyborczej i Booksy.com. SOLIDARNI 2020. PRZEŚLIJ TROCHĘ WSPARCIA

Pandemia koronawirusa zagraża przedsiębiorcom, których działalność polega na bezpośrednich kontaktach z klientami. Zamkniętych zostało ok. 90 proc. salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Obsługująca je platforma rezerwacyjna Booksy ruszyła z inicjatywą „Prześlij trochę wsparcia”. Gazeta Wyborcza i Wysokie Obcasy przyłączają się do niej z kampanią Solidarni 2020.

Wejdź do aplikacji Booksy i wpłać 20, 50 lub 100 zł jako wsparcie dla wybranego fryzjera, kosmetyczki, barbera czy fizjoterapeuty. W podziękowaniu za okazaną pomoc otrzymasz kod na bezpłatną prenumeratę Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl.

Bądźmy solidarni i razem przetrwajmy ten trudny czas.

Ocalmy 300 tys. miejsc pracy. Każdy może pomóc. Akcja Gazety Wyborczej i Booksy.
Ocalmy 300 tys. miejsc pracy. Każdy może pomóc. Akcja Gazety Wyborczej i Booksy.  Gazeta Wyborcza

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem