Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Znów mieć czternaście lat, czyli „Życie bez Sary Amat”

Dzieciństwo to ten piękny czas, kiedy można wszystko, a nie trzeba nic. Sprawy się nieco komplikują, kiedy na scenę wkracza okres dojrzewania, a wraz z nim hormony i pierwsze miłości.

Nie oszukujmy się, wiele już było filmów podejmujących temat dorastania. Ten film jest swojego rodzaju konglomeratem ich wszystkich. Podobała Ci się estetyka i klimat oscarowego „Tamte dni, tamte noce”? A może jesteś fanem prozy Johna Greena lub z zapartym tchem śledziłeś pierwszy sezon przygód dzieciaków z Hawkins w serialu „Stranger Things”? Jeśli na choć jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to znak, że „Życie bez Sary Amat” to obraz, w którym z pewnością znajdziesz coś dla siebie.

 

Najwięcej paralel można odnieść do dzieła Luca Guadagnino. Chociaż zostajemy w basenie Morza Śródziemnego, przenosimy się z porośniętych winoroślą Włoch nieco dalej na zachód – na urokliwe uliczki hiszpańskiej prowincji. Nie zmieniamy więc ani strefy czasowej, ani pory roku, a scenografia i kostiumy są uderzająco podobne do tych już znanych szerszej publiczności (można by nawet wysnuć podejrzenia, że istnieje jakiś tunel między wymiarami, który pozwolił Pepowi podkradać ubrania Elio). Tym, co najbardziej cieszy w podobieństwie tych dwóch produkcji, jest wysoki poziom sfery wizualnej. W filmie Laury Jou dostajemy piękne, skąpane w słońcu ujęcia. Każdy kadr jest dokładnie przemyślany, subtelny i niezwykle eteryczny. Na pierwszy plan wysuwa się krajobraz małego miasteczka oraz młodzi aktorzy, którzy cieszą oko dosłownie i w przenośni. Podobnie, jak w „Tamtych dniach, tamtych nocach” to na ich barkach spoczywa odpowiedzialność za to, czy widz uwierzy we wszystko, co zawarte zostało w scenariuszu. Dlatego słowa uznania należą się odtwórcom dwóch głównych ról, którzy poradzili sobie z tym zadaniem zaskakująco dobrze. Biel Rossell Pelfort zgrabnie nakreślił portret chłopca, który jeszcze nie do końca rozumie to, co czuje w środku. Z kolei Maria Morera Colomer, przede wszystkim, hipnotyzuje widza swoimi oczami i to one skupiają na sobie całą uwagę.

Sama historia przedstawiona w filmie jest mocno zbliżona do tej opisanej przez Johna Greena w jednej ze swoich bestsellerowych powieści „Papierowe miasta”. Kilkunastoletnia, zbuntowana Sara znika bez śladu, by następnie pojawić się w pokoju zakochanego w niej po uszy rówieśnika. Chłopak jest wystawiany na rozmaite próby, co pozwala mu lepiej poznać i zrozumieć zarówno dziewczynę, jak i samego siebie. Z kolei dynamika pary i sposób ich koegzystencji nieco przypomina początki relacji Nastki i Mike’a stworzonych przez braci Duffer. Jakby tego było mało, w tle tej relacji pojawia się rodzinna intryga i Lew Tołstoj.

 

To połączenie różnych popkulturowych wątków, motywów i zabiegów, może się wydawać nieco dziwne i egzotyczne, ale w końcowym rozrachunku wypada naprawdę dobrze. „Życie bez Sary Amat” jest urzekającym wizualnie, stosunkowo krótkim filmem, który świetnie nada się na nieco ambitniejszy, ale jednak lekki i odprężający seans. W końcu, kto nie chciałby na chwilę wrócić do czasu, kiedy kochał ten pierwszy raz?

Tekst: Eliza Hajdenrajch

„Obyś następnym razem umarła;-)”

Kiedy nauczyciel języka angielskiego oznajmia, że odchodzi, by przenieść się do Londynu, cała klasa jest załamana. Szczególnie jedna z młodych uczennic – Eszter. Dziewczyna w fioletowych włosach, w słodkich, pastelowych sukienkach z falbankami, całymi dniami czytająca mangi i oglądająca anime. Kto by pomyślał, że nauczycielowi również najciężej będzie się rozstać właśnie z nią? Choć z początku może brzmieć to jak zwykły romans nauczyciela i uczennicy, jest to film mówiący nam o wiele więcej. Przede wszystkim o tym, jak duży wpływ ma na nas internet. Z początku jest słodko i cukierkowo, potem jednak bohaterka, a wraz z nią widz zderza się z gorzką rzeczywistością. Szesnastoletnia Eszter jest słodka, niewinna i wręcz naiwna, za to film – mocny. Na pozór oklepany już temat cyberbullingu przyjmuje tu nieco inną formę, gdzie nie do końca wszystko da się podzielić na czarne i białe, dobre i złe. W pastelowych kolorach twórcy przedstawiają już nie tak pastelową prawdę o tym, jak szybko da się kogoś zniszczyć jednym, prostym „wyślij”.

Tekst: Marta Sarbak

'Obyś następnym razem umarła :-)''Obyś następnym razem umarła :-)' materiały prasowe

„Obyś następnym razem umarła;-)”

„Obyś następnym razem umarła;-)” to węgierska produkcja z 2018 r. opowiadająca o nastoletniej Eszter, zakochanej w nauczycielu języka angielskiego. Ich intymne konwersacje online, wkrótce stają się niepokojące nawet dla samej bohaterki. Świat Eszter jest reprezentowany przez jej różowy pokój, zamiłowanie do anime, słodkie ubrania, a przede wszystkim – fioletowe włosy. Dziewczyna zaślepiona uczuciami, nie dostrzega potencjalnych zagrożeń wynikających z rozmów na odległość. Wkrótce boleśnie przekonuje się o tym, że internetowa przestrzeń nie odzwierciedla cukierkowej rzeczywistości, w jakiej żyje. Nastolatka naiwnie podejmuje działania, nie wiedząc, że po drugiej stronie ekranu, kryje się już nie tak różowa, mroczna prawda. „Obyś następnym razem umarła;-)” to dobitna historia o cyberświecie, świecie złowrogim, pełnym pułapek, których łatwo zostać ofiarą. Przemoc nieoczywista, a jednak bardzo dotkliwa. Film ten to także opowieść o nieodwzajemnionych uczuciach i pragnieniu bycia zauważonym bez względu na cenę. Zaskakujący zwrot akcji wyraźnie podkreśla przesłanie historii, która ostrzega nas przed niebezpieczeństwami czyhającymi w internecie. Jest to jedna z bardziej intrygujących produkcji tegorocznej edycji festiwalu Ale Kino! Zainteresowani? Ostatnia szansa, by obejrzeć ten seans: piątek, 6 grudnia, w Multikinie 51 o godz. 19.30.

Tekst: Agnieszka Fink

„Dom Kolibra”

Południowokoreański dramat w reżyserii Bory Kim opowiada historię Eun-hee (Park Ji-hoo) dorastającej w Seulu lat dziewięćdziesiątych. Główna bohaterka staje się oknem, przez które można zapoznać się z kulturą i społeczeństwem koreańskim, tak różnym od wszystkiego z czym spotyka się na co dzień przeciętny zachodni odbiorca. Ten tytuł zdecydowanie wyróżnia jego stylistyka. Warto zwrócić uwagę na długie, pozwalające na niezwykłą immersję kadry (Guk-hyun Kang) oraz na minimalistyczną, piękną ścieżkę dźwiękową (Matija Strniša) podkreślającą obudzone w nas emocje, a jest ich jest cały wachlarz: od destruktywnego poczucia beznadziei po wzruszenie. Cała historia pozostaje nam opowiedziana korzystając z minimalnej liczby ekspozycji. Głównym medium przekazywania informacji są świetnie napisane, barwne dialogi, które wypowiadane i zagrane są znakomicie. Wpływ na doświadczenie filmu ma też jego długość (138 minut). Może być ona odstraszająca dla fanów wartkiej akcji, ale osobiście uważamy, że nie ma tutaj scen niepotrzebnych czy dłużących się.

 

„Dom Kolibra” w subtelny sposób traktuje o prawdziwych problemach młodych ludzi. Nie jest to jednak film skierowany tylko do nich. Dorośli również mogą wynieść z niego ważną lekcję. Jest to interesująca pozycja dla miłośników ambitnego kina i fanów dobrej kinematografii.

„Dom Kolibra” obejrzeć można w środę 4 grudnia o 19.30 w Multikinie 51.

Tekst: Antoni Łubieński i Marianna Wasiak

,,Duży Wilk i Mały Wilk” i inne filmy animowane

Zestawienie pięciu bajek krótkometrażowych, których motyw przewodni to „dobrze jest z kimś dzielić świat” zaskakuje swoją formą oraz różnorodnością animacji. Każda z klatek filmów została wykonana ręcznie. Co urzeka najbardziej, do stworzenia projekcji użyto ołówka, farb i przedmiotów codziennego użytku, które nadają całości bardzo uroczego i niewinnego wydźwięku. Reżyserowie z Czech, Francji, Norwegii, Polski, Słowacji i Rosji przedstawiają relacje międzyludzkie oraz potrzebę bliskości w delikatny i zrozumiały dla najmłodszych sposób. W bajkach możemy ujrzeć stratę ważnej osoby, samotność, czy chęć bycia „kimś więcej”, ukazaną bardzo subtelnie. Każda z animacji będzie idealna zarówno dla młodych, jak i starszych odbiorców. Filmy wzruszają i skłaniają do refleksji.

Tekst: Julia Gwóźdź

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.