Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oba filmy wyprodukowane zostały przez „strony większościowe”: Chiny oraz Francję i Belgię, co nie jest bez znaczenia dla wydźwięku tych historii. W „Pierwszym pożegnaniu” bohaterami są dzieci Ujgurów, mniejszości żyjącej w Chinach przy granicy z Mongolią i Kazachstanem. Inność życia uderza już od pierwszych kadrów: biedne rolnicze rodziny zajmują się zbieraniem bawełny, hodowlą zwierząt, uprawą kukurydzy. Dzieci uczestniczą w pracach rodziców, a mali bohaterowie muszą też opiekować się chorą matką. Jednocześnie świat tej wyizolowanej społeczności jest skazany na nieuchronną zmianę – nakaz i życiowa konieczność nauki języka mandaryńskiego. Bez jego znajomości dzieci nie mają szans na lepsze życie. Taka narracja to głos tego, kto ma władzę. Rodzice poddawani są presji ze strony chińskich nauczycieli: „jeśli wasze dzieci dostają złe stopnie, to znaczy, że źle się nimi zajmujecie”. Sami również wierzą, że nauka w szkole chińskiej to dla ich potomstwa paszport w lepszą przyszłość.

 

Cichym głosem

Ta oficjalna narracja zostaje w filmie skonfrontowana z nasyconą emocjonalnie tęsknotą za miejscem, w którym się żyje, i za rodziną, która jest ze sobą bardzo blisko. Widać to w malarskich obrazach rozległych przestrzeni, bujnej roślinności, w intensywnych barwach zmieniających się pór roku. Twórcy filmu pokazują życie w ścisłym kontakcie cielesnym ludzi i zwierząt. Mały chłopiec z czułością opiekuje się chorą matką. Nie ma tu miejsca na poprawne psychologicznie dywagacje, czy tak powinno być. Konieczność życia i silna więź są tu wystarczającym uzasadnieniem. Z tym organicznym życiem kontrastuje szkolny dryl, oschli nauczyciele i skandowana przysięga szkolna: „...będę ciężko pracować i wykazywać posłuszeństwo”. Młode pokolenie nie ma wielkiego wyboru, dzieci zostają wysłane do szkoły z dala od domu i to jest właśnie ich pierwsze pożegnanie. Ten drugi, cichszy głos – ujgurski – jest pełen bólu i tęsknoty, niewypowiedzianej jednak wprost. „Słychać go” w tle przepełnionego nostalgią filmowego obrazu.

Wirus fanatyzmu

Tematem francusko-belgijskiej produkcji jest fanatyzm muzułmańskiego nastolatka, który pod wpływem imama radykalizuje się i zrywa z dotychczasowymi zachowaniami osoby zasymilowanej. Nie podaje ręki kobietom, nosi ze sobą Koran i modli się kilka razy dziennie, traci zainteresowanie dotychczasowym życiem i ślepo wierzy swojemu duchowemu przywódcy. Gdy nauczycielka zachęca społeczność muzułmańską, by pozwoliła dzieciom uczyć się arabskiego związanego z codziennością poza meczetem, imam mówi przy Ahmedzie, że to heretyczka, a takich Allah nakazuje zabić. Ahmed przygotowuje nóż i przy pierwszej nadarzającej się okazji atakuje nauczycielkę. Sytuacja rozwija się prostą drogą ku nieszczęściu. Ahmed najpierw ląduje w poprawczaku, a w końcu sam – przez zapalczywość – robi sobie poważną krzywdę.

 

Prosta historia

W skrócie film można określić jako opowieść o konsekwencjach radykalnego posłuszeństwa ideologii. Mam jednak wrażenie, że Złota Palma przyznana temu obrazowi ma również podłoże ideologiczne i wpisuje się w równie stereotypową narrację o niebezpiecznych muzułmanach. Nie chodzi o to, że takie rzeczy się nie zdarzają. Wiemy, że owszem, młodzi ludzie podatni są na różnego rodzaju manipulacje i skrajne poglądy. Problem polega na tym, w jaki sposób pokazano historię Ahmeda. Scenariusz wydaje się oparty na dychotomii: zły imam i opętany przez niego muzułmański chłopiec kontra dobrzy, wielkoduszni opiekunowie (nawet ci w domu poprawczym). Brak tu niuansowania zachowań, w bohaterze nie widzimy wątpliwości, targających nim sprzecznych emocji, co jest mało wiarygodne psychologicznie, skoro żyje w tak życzliwym otoczeniu. Po miesiącu chodzenia do meczetu Ahmed zachowuje się jak zażarty terrorysta. Dlaczego? Co się wydarzyło w jego życiu? Jakie są głębsze przyczyny takiej zmiany? To byłyby najciekawsze pytania, na które autorzy filmu mogliby szukać odpowiedzi. Tutaj nie mamy poszukiwań, ale gotową odpowiedź. Uproszczona wersja wydarzeń oparta jest bardziej na stereotypach niż na złożoności motywów ludzkiego działania. Osłabia to wymowę tematu, tak przecież ważnego we współczesnej Europie. Warto jednak obejrzeć, właśnie dla kontynuowania dyskusji na ten temat.

„Pierwsze pożegnanie”, reż. Lina Wang (Chiny 2018), 5 grudnia, godz. 12.

„Młody Ahmed”, reż. Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne (Francja, Belgia 2019), 5 grudnia, godz. 17.

Tekst: Barbara Kowalewska

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.