Rynek już się załamał. I zanim się odbuduje, minie co najmniej pół roku. To będzie lawina dotycząca różnych przedsiębiorców i branż - mówi Piotr Zakens, kierownik kina Rialto na poznańskich Jeżycach. Podobnie jak w innych kinach w Polsce i tu w ramach walki z pandemią stanęły projekcje. Nikt nie wie, na jak długo.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Marta Kaźmierska: Sytuacja kina Rialto jest dramatyczna?

Piotr Zakens: Tak. Ale to nie dotyczy tylko nas. Wiem, bo jestem przewodniczącym ogólnopolskiej Rady Sieci Kin Studyjnych i członkiem Stowarzyszenia Kin Studyjnych. W tej chwili podejmujemy bardzo intensywne działania, żeby choć częściowo zrekompensować sobie te straty. W szczególności, jeśli chodzi o kina prywatne. Takie jak Rialto.

Poznańskie kino Muza czy Pałacowe w CK "Zamek" poradzą sobie lepiej?

– Tak, bo one podlegają miastu. Z kolei organizatorem wielu kin w miejscowościach podpoznańskich jest urząd marszałkowski.

Samorządy te kina utrzymają. Podejrzewam, że mogą tam się zdarzyć drobne ruchy kadrowe, pewne umowy mogą ulec zawieszeniu. Na pewno zostaną odwołane zaplanowane imprezy.

Jeśli nie będzie wpływów z biletów, to automatycznie nastąpią pewne ograniczenia w programie. Mamy sygnały, że być może zostaną wstrzymane inwestycje zaplanowane w kinach w najbliższym czasie. To są trzy rzeczy, które mogą odczuć kina samorządowe.

Co z prywatnymi?

– Tych jest w Polsce około 60-70. To prawie jedna trzecia kin studyjnych i lokalnych. Są skumulowane głównie w dużych miastach, ale nie tylko. W Poznaniu prywatnymi kinami są Apollo, Bułgarska 19, Charlie Monroe Kino Malta i nasze kino Rialto właśnie. W Wielkopolsce działa jeszcze Kino Trójka we Wrześni, należące do prywatnej firmy, i kino Echo w Jarocinie, prowadzone przez stowarzyszenie. I podobnie jest w każdym województwie – po pięć–sześć prywatnych kin.

Wszystkie znikną?

– Na pewno jesteśmy w dużo gorszej sytuacji niż multipleksy i kina samorządowe. Wiadomo, że zostaliśmy z dnia na dzień pozbawieni wszystkich wpływów. Pytanie, czy uda nam się wywalczyć jakieś rekompensaty. Na razie panuje szum informacyjny. Pojawiają się różnego rodzaju zapowiedzi. Czekamy na informację dotyczącą kin studyjnych, która ma się podobno ukazać na stronie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Jako stowarzyszenie napisaliśmy już pisma do wielu instytucji – do Ministerstwa Kultury, do PISF, do minister rozwoju Jadwigi Emilewicz. Nie ma jeszcze żadnych decyzji. Wiadomo, że może ich nie być w przeciągu najbliższych dni.

Co oznacza dla was zamknięcie kina do 25 marca?

– Taki okres przestoju to ten najbardziej optymistyczny scenariusz z trzech, jakie zakładamy. W tej chwili już niespecjalnie wierzymy w to, że on się ziści. Gdyby były to rzeczywiście tylko dwa tygodnie, to pewnie jakiejś wielkiej tragedii by nie było.

Niestety bardziej realistyczny termin, który teraz wchodzi w rachubę, to zamknięcie kin do świąt. I w tym momencie mówimy już o sześciu tygodniach. To radykalnie zmienia postać rzeczy. Poprosiliśmy kina, żeby nam wysłały wstępne wyliczenia, jakie poniosą koszty w ciągu miesiąca, kiedy nie będą miały żadnych wpływów. No i tutaj, w zależności od kina, te kwoty wahają się od 15 do ponad 50 tys. zł za miesiąc. Mamy póki co informację od kilkunastu kin, które miały powiedzieć, w jaki sposób będą funkcjonować. I to już po różnego rodzaju ograniczeniach.

Jeśliby się sytuacja przestoju utrzymała przez dwa–trzy miesiące, to łatwo sobie wyliczyć, że będą to straty na poziomie 100 tys. dla kina. To właściwie prowadzi w większości przypadków do ich zamknięcia. Niektóre kina – to są ekstremalne przypadki – mają sam czynsz w wysokości 50 tys.

To chyba w Warszawie!

– W pewnym dużym mieście. Jedno z kin warszawskich, wcale nie największe, wylicza, że realne koszty utrzymania to 50 tys. Z wszystkim. To są strasznie duże pieniądze dla, de facto, małych przedsiębiorstw.

Nie jesteśmy wielkimi sieciami, nie mamy żadnego zabezpieczenia, poduszek finansowych. Więc scenariusz taki, że przed nami 6 tygodni przestoju, już jest dramatyczny.

A ten trzeci scenariusz?

– Mamy go z tyłu głowy. Jest najgorszy. Zakłada, że przerwa potrwa do końca maja albo nawet do czerwca. I wtedy te koszty będą już horrendalnie wysokie. Nie do przeskoczenia bez pomocy zewnętrznej.

Działacie jakoś, żeby tę pomoc zdobyć?

– Mamy kilka dróg, którymi staramy się podążać, żeby te koszty zminimalizować. Na pewno będziemy prosili PISF, żeby przeznaczył część swoich środków na pokrycie kosztów naszego zatrzymania. Liczymy, że uda nam się dostać jakieś pieniądze z dotacji unijnych, które zostały przyznane Polsce. Zawnioskowaliśmy do Europa Cinemas, sieci kin europejskich, w której jesteśmy zrzeszeni, żeby przesunęła środki przeznaczone na integrację i współpracę międzynarodową. Wiadomo, że jej w tej chwili po prostu nie będzie. Chcemy, żeby te środki przesunięto na pomoc bezpośrednią dla kin.

Na pewno będziemy pisać do ZUS-u i urzędu skarbowego z prośbą o zawieszenie składek. Zwrócimy się też – tu już konkretnie jako kino Rialto – do urzędu marszałkowskiego z prośbą o zamrożenie czynszu za budynek, który zajmujemy.

Czy projekcje filmowe – podobnie jak niektóre wystawy czy spektakle – nie przeniosą się do sieci? Domyślam się, że to bardzo trudne, żeby w ten sposób zarabiać, bo kino studyjne to przecież nie Netflix...

– Na jakąś formą takiego rozwiązania pracuje Kino Kultura w Warszawie, ale ono należy do Stowarzyszenia Filmowców Polskich. My niestety w tej chwili nie jesteśmy na to w żaden sposób gotowi, poza tym to jest inne pole eksploatacji. Na razie sobie tego nie wyobrażam. W sumie wręcz odwrotnie – przyzwyczajenie widzów do oglądania filmów przed komputerem zabije kina.

Jest szansa, że uda się jeszcze uratować te małe, prywatne?

– Wierzymy w to. Ale niezależnie od tego, kiedy się znowu otworzymy, staniemy też przed takim problemem, że ludzie automatycznie nie wrócą do kin. Po pierwsze dlatego, że wszystkie premiery są przesunięte. Po drugie – wszyscy będą się jeszcze bali. Dopóki wirus się nie wyciszy, wielu widzów będzie miało inne rzeczy na głowie niż chodzenie do kina. Więc musimy założyć, że jeśli nawet by nam się udało kino w miarę szybko otworzyć – do sezonu jesiennego polecimy na oparach.

Rynek już się załamał. I zanim się odbuduje, minie co najmniej pół roku. To nie dotyczy tylko kin. To będzie lawina dotycząca również innych przedsiębiorców i branż. Jeśli nie dostaniemy pomocy – wcześniej czy później się zwiniemy.

O koronawirusie bez sensacji i paniki. Zapisz się na codzienny newsletter: Koronawirus w skrócie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Jolu, Piotrze - całym sercem z Wami. Trzymamy kciuki i głowy do góry!
    już oceniałe(a)ś
    3
    0