Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

– Nie lubię ćwiczyć sama. Ale okoliczności wymusiły co innego – opowiada Kasia Krzysztofiak, właścicielka szkoły Projekt Joga w Poznaniu. Kilka dni po tym, jak w powodu ryzyka szerzącej się w Polsce epidemii anulowała na stronie wszystkie rezerwacje, stanęła na macie w swoim domu. Przed kamerą.

Pierwsze zajęcia były darmowe. Kolejne trzeba już kupić, ale można pojedynczo, dowolnie przekładając, gdy coś nam wypadnie. Są tańsze niż zwykle. Gdy okazało się, że osób, które chcą w ten sposób razem ćwiczyć, jest więcej, grafik zaczął się rozrastać.

Wiele szkół pójdzie tą drogą

Szkoła Projekt Joga działa od kilku lat przy ul. Dominikańskiej, a w styczniu otworzyła drugie studio w Poznaniu – przy ul. Fredry. – Mieliśmy już siedmioro nauczycieli. W tej chwili każdy z nich próbuje sobie szukać innej pracy – opowiada Kasia Krzysztofiak. W studiu oprócz niej została jeszcze jedna instruktorka. Prowadzą zajęcia online na zmianę.

– Nie byłam na takie lekcje technicznie przygotowana – opowiada właścicielka szkoły. – Nie każdy ma takie zdolności. Na szczęście mam męża, który jest informatykiem i mi pomógł. Inne szkoły pytają, jak to zrobiliśmy, wiele z nich pewnie pójdzie tą samą drogą – mówi.

Uciążliwości? Internet czasami przerywa i to jest sytuacja stresująca dla osób po obu stronach kamery. – Zdaję sobie sprawę, że starsze osoby – a mieliśmy takich wiele – czasem nie radzą sobie z technologiami, nie wiedzą, gdzie mają wejść, w co kliknąć – opowiada założycielka Projektu Joga. – Ludzie, którzy do nas przychodzą, byli przyzwyczajeni do określonego grafiku – staram się zajęcia online robić w takich godzinach, w jakich się zawsze odbywały – dodaje.

Sytuacja zamknięcia wymusza kreatywność

– Jeśli uda się utrzymać po kilka osób na jednych zajęciach i ze dwa spotkania dziennie, pozwoli nam to zapłacić część czynszu – zdradza właścicielka Projektu Joga. – Jesteśmy mikrofirmą, nie mamy pochowanych nadwyżek. Jeden miesiąc można tak przetrzymać. Ale my już wiemy, że to nie będzie miesiąc. Rozmawiam też z właścicielami lokali, które wynajmuję – nie są skorzy do obniżenia stawek. Rozumiem ich. Z drugiej strony – oni sami wiedzą, że w najbliższym czasie nikogo na nasze miejsce nie znajdą. Biznesy to jest zawsze sieć naczyń połączonych. Gdy jakieś ogniwo ma problem, skutki odczuwają wszyscy. Myślę teraz, że jeśli sytuacja unormuje się do września – to będzie super. Pytanie, czy jak już będzie można, ludzie do nas wrócą, czy nie będą się bali – zastanawia się Kasia Krzysztofiak.

Pozytywy nauki przez internet? – Osoby, które mają małe dzieci, już pytają, czy takie pojedyncze zajęcia zostaną na stałe gdzieś w grafiku. To jest dla wielu osób wygodne, nie trzeba nigdzie dojeżdżać. Jeśli ktoś nie ma maty – wystarczy dywan, zamiast paska do jogi można użyć ten od szlafroka, a zamiast klocków – książki. Sytuacja zamknięcia wymusza kreatywność. Wszyscy to teraz przerabiamy.

Masaż w ciemno, film dla kina Rialto

Klienci są skłonni zainwestować w usługę nawet wtedy, gdy jej data jest nieznana. Przekonała się o tym Weronika, masażystka z Poznania. – Spotkałam się z bardzo serdeczną postawą członków grupy Widzialna Ręka Poznań – opowiada. – Ktoś zaproponował, żeby wesprzeć usługi, które musiały się zamknąć na czas pandemii, kupując voucher do wykorzystania później. To piękny gest, który pozwolił na chwilę poczuć, że nie przepadliśmy jako dostawcy usług wymagających bezpośredniego kontaktu. Ta sytuacja dodała mi wiary w ludzi, taki gest solidarności społecznej jest wzruszający, bo znaczy dla mnie, że ktoś, kto nadal ma swoją wypłatę, myśli o tych, którzy są w gorszej sytuacji aktualnie – mówi Weronika.

Czy jest szansa, żeby takie pojedyncze vouchery pozwoliły dostawcom usług przetrwać? – Czynsz na lokal trzeba nadal płacić, no i trzeba coś jeść – podkreśla Weronika. – Potrzeba byłoby dużo większej skali tych „zakupów na zapas”, żeby pozwoliły przetrwać kilka miesięcy braku klientów. Ale jest to oczywiście pewna pomoc i może być to ta kropla, która niektórym masażystom czy fryzjerom pozwoli utrzymać się na powierzchni – przekonuje.

Bilety na seans, który odbędzie się w bliżej nieokreślonym czasie, od kilku dni dystrybuuje jedno z czterech poznańskich prywatnych kin studyjnych – Rialto. – Jest spory odzew, te wpływy bardzo się teraz przydadzą, pomogą nam pokryć koszty marcowe – opowiada Piotr Zakens, szef kina. – To jest bardzo budujące – przyznaje.

Z powodu oszczędności wygasił kilka dni temu charakterystyczny neon na Jeżycach. Czeka na decyzję w sprawie zawieszenia czynszu – ma ją podjąć rząd marszałkowski, do którego należy budynek kina.

Przyszły rok jest dla wszystkich zagadką

Konrad Popiel jest właścicielem firmy Art-Tech, wynajmującej sceny i rusztowania na potrzeby organizatorów koncertów na terenie całej Polski. Rocznie ma od 40 do 50 zleceń. Z dojazdem, montażem i demontażem jedno z nich zajmuje dwie–trzy doby. W Wielkopolsce pracował m.in. w Poznaniu, Kaliszu, Koninie, Słupcy, Wrześni. Przy koncertach m.in. Bajmu, Budki Suflera, zespołu T. Love czy Margaret.

Na swoim profilu na Facebooku zamieścił apel do organizatorów imprez: #ZmienTerminNieOdwoluj. „Niebawem nie będziesz miał komu zlecić organizacji swojego eventu” – czytamy we wpisie.

– W sytuacji, w której z dnia na dzień straciliśmy sto procent zleceń, wszystko, co może się odbyć w sierpniu albo październiku, powoduje, że mamy szansę, żeby przeżyć – opowiada Konrad Popiel. – Z teatrów, filharmonii czy od innych organizatorów imprez dostajemy sygnały, że ruszą ponownie we wrześniu czy w październiku. Z nami będzie tak samo. Prezydenci miast teraz odwołują majówki, dni miast. My, technicy, jesteśmy podczas takich imprez niewidoczni. Wszyscy sobie o nas przypominają, kiedy coś nawala. Może się zdarzyć taka sytuacja, że gdy wróci przesunięty sezon koncertowy, tych imprez może po prostu nie mieć kto przygotować – przewiduje.

Popiel podkreśla, że firmy takie jak Art-Tech pracują sezonowo – wiosną i latem. – Zimą mamy naturalny przestój, spłacamy zobowiązania, inwestujemy, przygotowujemy następne realizacje. Więc na to, co się dzieje teraz, jesteśmy przygotowani. Ale jeśli ten okres przedłuży się do czerwca – to mamy problem. Potrzebujemy zabezpieczenia tak naprawdę na przyszły rok, który jest dla wszystkich zagadką. Każdy ma jakieś odłożone pieniądze. Ale nikt nie jest gotowy na to, żeby skasować cały sezon. To tak jakby ktoś odwołał cały 2020 rok – mówi Konrad Popiel.

Koronawirus w Polsce. Zapisz się na specjalny newsletter, w którym zawsze znajdziesz sprawdzone informacje

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.