- Ta wystawa to wyraz troski o naszych sąsiadów, ale też o nas - mówi Paweł Kamza, reżyser teatralny, dramaturg i fotograf o wystawie "Mój stół umiera" z wierszami białoruskich poetów. Od poniedziałku można ją oglądać w witrynach Baraku Kultury.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wystawę, która ma być zaproszeniem do wspólnego stołu – symbolu budowania porozumienia, także ponad granicami – tworzą rysunki i wiersze inspirowane poezją białoruską XX i XXI w. Wśród nich dzieła m.in. Maksima Bahdanowicza, Łarysy Geniusz i Maksa Tanka, poetów białoruskiej emigracji, pokolenia urodzonego w latach 70. XX w., aż do Dimitrija Stroteva, zaangażowanego w białoruską rewolucję.

Skąd pomysł, by przypomnieć o niej właśnie za pomocą wierszy? – To, co dzieje się na Białorusi, oglądamy wszyscy. Ja też. I bardzo podziwiam Białorusinów za tę determinację – mówi Paweł Kamza, twórca wystawy w Baraku Kultury. – O sytuacji na Białorusi opowiada się w mediach na różne sposoby i pomyślałem, że może warto znaleźć inny klucz przyglądania się tej sprawie, niekoniecznie polityczno-społeczny. Nie jestem tu wielkim odkrywcą, ale zakładam, że kiedy politycy manipulują społeczeństwami, to właśnie poeci przechowują słowa prawdziwe – dodaje Kamza.

Przypomina, że poezja białoruska przez cały XX w. była z jednej strony zaangażowana, bo tego wymagał czas i zawirowania polityczne, których temu społeczeństwu i temu krajowi nie oszczędzono. Z drugiej strony poeci przez cały ten czas próbowali szukać własnego, wolnego języka. Takiego, który pozwala się spotkać, a nie wyłącznie opisywać i nazywać rzeczywistość. Lub wręcz nią manipulować.

Przy metaforycznym stole powinniśmy usiąść nie tylko z Białorusinami

Wystawę otwiera cytat z Sokrata Janowicza, nieżyjącego już poety urodzonego jeszcze przed II wojną światową, który tworzył po polsku i po białorusku. „Gdyby wnikliwiej przyglądano się w Warszawie dziejom Rzeczypospolitej, dawno by zrozumiano, że ilekroć upadała Litwa-Białoruś, tylekroć upadała i sama Polska” – przypomina jedną z jego myśli wystawa w oknie.

– Powinniśmy patrzeć na Białoruś: jeśli Janowicz ma rację – a poetom i artystom trudno odmówić intuicji – to być może w tym, co się dzieje teraz w kraju rządzonym przez Łukaszenkę, skupia się jak w lusterku to, co może nas spotkać, albo już nas spotyka – mówi Paweł Kamza. – Na Białorusi trzy czwarte społeczeństwa ma inne zdanie niż pozostała część obywateli i rząd. O nas mówi się, że jesteśmy podzieleni na pół i nie możemy się dogadać. Warto szukać sposobu, żeby mimo wszystko rozmawiać. Żeby stół zmartwychwstał. Odmalować go, usiąść przy nim. A nawet więcej – wskoczyć na niego. Józef Tischner powiedział, że wolność to jest ten moment, kiedy wskakuje się na krzesło. To daje możliwość szerszego spojrzenia na wszystko, co jest wokół nas. Przy tym metaforycznym stole powinniśmy usiąść nie tylko z Białorusinami, ale też z Ukraińcami, Rosjanami, Czechami, Słowakami, czy Niemcami – uważa twórca wystawy.

Rysunki i wybrane przez niego wiersze będzie można oglądać do środy. Nie przez przypadek wyłącznie w oknach Baraku Kultury. – Gdyby zawisły w środku, weszłoby je obejrzeć może kilka osób. Są dostępne dla przechodniów na ulicy i wyobrażam sobie, że ludzie mogą zatrzymać się, przeczytać jeden wiersz, iść dalej. Albo wrócić – mówi Paweł Kamza.

Wernisaż wystawy – w poniedziałek, 15 marca, od godz. 16 do 18 – a także finisaż, 29 marca, to okazja do rozmowy z jej autorem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem