Na konferencję organizowaną przez STX Next przyjechały autorytety branży IT. Firma snuje plany na przyszłość. W ciągu roku zamierza zatrudnić kolejnych 100 pracowników.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Jako młody programista marzyłem o tym, żeby wystąpić na tym samym evencie co autorzy książek, które czytałem o programowaniu. Moje marzenia spełniają się. Dzisiaj możemy zapraszać tych ludzi na organizowane przez nas wydarzenia – mówił Maciej Dziergwa, prezes firmy STX Next podczas STX Next Summit.

To cykliczna branżowa konferencja, na której można posłuchać o najnowszych rozwiązaniach i technologiach w IT. Przyjeżdżają na nią eksperci i autorytety informatycznej branży. Tegorocznym gościem honorowym był Tarek Ziadé – autor książek i artykułów o Pythonie – języku programowania, w którym specjalizuje się STX Next.

STX Next to polska firma. Działa do 12 lat. Pierwsze kroki stawiała w Poznaniu. Dzisiaj ma oddziały jeszcze we Wrocławiu, Pile i Łodzi. Za chwilę otworzy kolejny – w Gdańsku. Zatrudnia blisko 300 osób. Większość jej klientów pochodzi z zagranicy – m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, czy Izraela. Zadaniem na ten rok jest wzrost o kolejnych 100 pracowników.

Większość wykładów podczas STX Next Summit to były bardzo techniczne i specjalistyczne wystąpienia. Ale zdarzyły się też bardzie ogólne, jak ten poświęcony pracy w międzynarodowym środowisku. Polska pod tym względem staje się krajem coraz bardziej otwartym. W biurach coraz częściej mówi się różnymi językami. Są firmy, gdzie używa się ich nawet kilkadziesiąt. Umiejętność odnalezienia się w takim otoczeniu jest coraz większym wyzwaniem.

Jose Mendoza, meksykanin, menedżer pracujący w poznańskim oddziale STX Next opowiadał, jak ważne jest zrozumienie tego, że ktoś może świat wiedzieć zupełnie inaczej.

– Wychowałem się w Meksyku. Jak każdy mały chłopiec zasypywałem rodziców pytaniami. Dlaczego jest, dlaczego jest inaczej? W takich sytuacjach zazwyczaj tłumaczymy dzieciom, że u nas po prostu tak jest. Że tak właśnie wygląda świat. Już jako dorosły dużo podróżowałem. Pracowałem w bardzo różnych miejscach i żyłem w tym przeświadczeniu, że to, co meksykańskie jest najlepsze. Jeździłem i ciągle mi coś przeszkadzało. Tu jedzenie za ostre, tam nie doprawione. Tu za dużo policji, tam za mało. Czułem się zagubiony. Kiedyś na lotnisku przyglądałem się dzieciom z różnych krajów. Pomyślałem, że prawdopodobnie zadają one rodzicom dokładnie takie same pytania, jak ja, kiedy byłem mały. I prawdopodobnie otrzymują te same odpowiedzi.

Zdaniem Jose Mendozy pracując w międzynarodowym środowisku trzeba pamiętać o tym, że każdy z naszych współpracowników dorastał w przeświadczeniu, że to jego mały świat jest punktem odniesienia dla reszty. Trzeba być bardzo ostrożnym i otwartym na to, że ktoś może być inny. Starać się go zrozumieć.

– W Polsce „nie źle” znaczy dobrze. W Meksyku to znaczy coś zupełnie odwrotnego – że musisz się bardziej postarać. Taki szczegół, a może zupełnie wypaczyć sens tego, co chcemy drugiej osobie przekazać – dodawał Jose Mendoza.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem