Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tomasz Nyczka: „Najpierw niedowierzanie, a teraz szok” – napisał pan po ataku na prezydenta Pawła Adamowicza.

Jacek Jaśkowiak: W ciągu ostatnich czterech lat brałem wraz z Pawłem udział w wielu debatach. Szczególna była ta we Wrocławiu dwa lata temu. Dotyczyła nienawiści i nastrojów nacjonalistycznych, które w Polsce eksplodowały. I niechęci wobec uchodźców. Razem ze mną brali w niej udział prezydenci Paweł Adamowicz i Rafał Dutkiewicz. Przywołaliśmy wtedy słowa Marka Edelmana, który mówił, że najpierw jest nienawiść słowna, potem pobicia, a na końcu – zabójstwa. Widzieliśmy już wtedy, co się w Polsce dzieje. Młodzież Wszechpolska wystawiła nam za to polityczne akty zgonu.

Bo zadeklarowaliście, że jesteście gotowi przyjąć do swoich miast uchodźców.

– Pawła to działanie Młodzieży Wszechpolskiej bardzo dotknęło, mocno to przeżywał. Na pewno bardziej niż ja, choć mi też taki akt zgonu wystawiono. Opowiadał mi, jakie wiadra pomyj wylewają na niego publiczne radio i telewizja. Może ja byłem wtedy bardziej gruboskórny, bo mnie poruszyło to mniej.

„Wiadomości” TVP, szczególnie w czasie ostatniej kampanii wyborczej, nie oszczędzały ani pana, ani Pawła Adamowicza. Ale to jego nazwisko pojawiało się na paskach TVP.

– Sądzę, że propagandyści telewizji publicznej z Gdańska byli jeszcze bardziej perfidni niż Molska czy Wawrzyniak [pracownicy poznańskiego ośrodka TVP – red.]. Musieli wykazywać się jeszcze większym chamstwem, bo Paweł skarżył mi się na ten rynsztok.

Czyli przejmował się tym hejtem. A bał się o siebie?

– Nie mówił mi, że się boi. Ale my musimy być blisko ludzi. Nie możemy jak prezes Jarosław Kaczyński, który zresztą tę wojnę rozpętał, chować się za ochroniarzami… To Kaczyński zdecydował, że szefem publicznej telewizji będzie Jacek Kurski, a ten z kolei decyduje o tym, że telewizja pełna jest propagandystów i nienawistnych materiałów. Dla mnie ten związek jest jasny. Adamowicza zaatakował oczywiście kryminalista o jakichś psychopatycznych cechach, ale ja tu widzę związek z przyzwoleniem na mowę nienawiści i wykorzystaniem emocji politycznych. Nie może być też zgody na taki poziom agresji i nienawiści w internecie. Choć nie chcę teraz ferować wyroków i stawiać pod pręgierzem polityków Prawa i Sprawiedliwości. Teraz musimy zmierzyć się z wyzwaniem, by nad tym zapanować.

Po ataku na prezydenta Gdańska w internecie pojawił się komentarz: „Jeszcze Jaśkowiaka i prezydenta Wrocławia”. W domyśle – trzeba zaatakować. Policja informuje, że jego autor został zatrzymany.

– Przede wszystkim oczekuję, że zostaną wyciągnięte wnioski z tej pasywności, z którą mieliśmy do czynienia przez cztery lata. Praca na poziomie samorządu czy państwa powinna polegać nie na tym, że podejmuje się jakieś działania, gdy już się coś zdarzy, ale że próbuje się zapobiec takim sytuacjom. Reagować trzeba wcześniej.

Pojawiły się wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa prezydentów na takich imprezach jak w Gdańsku. Będzie pan miał ochronę? Czy ta sytuacja coś zmieni? 

– Nie będę się odgradzał od ludzi ochroniarzami i limuzynami. Muszę być blisko nich. Zapewniam, że nadal będę się poruszał rowerem i tramwajem. I nadal będę wśród mieszkańców.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.