Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Czuję smutek, ale jestem też zła. Złość gotuje się we mnie mocno także z przyczyn osobistych, bo to równie dobrze mogło się zdarzyć w Poznaniu - mówiła nam w poniedziałek wieczorem Joanna Jaśkowiak, notariuszka, żona prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, która przyszła na plac Wolności.

Joanna Jaśkowiak: Przyzwolenie na przemoc idzie z góry

- Już raz powiedziałam w tym miejscu, co sądzę o sytuacji w Polsce. Byłam za to ciągana po sądach - nawiązała do swojego procesu za słowa, że jest "wkurwiona". - Ale mój sprzeciw wobec tego, co się dzieje, rośnie. Jak daleko przyjdzie się nam posunąć, by sprawy toczyły się normalnie? Żeby mi nie ubliżano, że jestem zdrajcą narodu? Historia lubi się powtarzać, a my nie wyciągamy wniosków. Kiedyś też zaczynało się od mowy nienawiści, malowania na płotach, wybijania szyb. Przyzwolenie na przemoc idzie z góry, wolno coraz więcej. Przekroczyliśmy tę cienką linię, która oddziela wypowiedzi od czynów - mówiła Jaśkowiak.

Na plac ze zniczem przyszła też pani Marianna, emerytka z Poznania: - Siedziałam do północy przed telewizorem, ale potem położyłam się spać, bo wiedziałam, że obrażenia są poważne, a operacja potrwa wiele godzin. Ten zbrodniarz dobrze wiedział, gdzie uderza. W serce, w brzuch, czyli w najbardziej newralgiczne części ciała. Chciał zabić.  Rano bałam się włączyć telewizor. Nie chciałam usłyszeć, że prezydent Adamowicz nie żyje.

- W końcu przełamałam ten strach, bo uznałam, że i tak muszę się tego dowiedzieć. Jeszcze żył, więc znowu się pomodliłam  o zdrowie. Błagałam Boga, by przeżył. Bo przecież to był dobry człowiek, nic złego nikomu nie zrobił. Na plac przyszłam, bo uznałam, że trzeba tu być, pokazać, że nie godzimy się na zbrodnię, na przemoc. Bo nie możemy okazać teraz bezradności i strachu. Żyłam w czasach, gdy stały tu ruskie czołgi. I wtedy też się nie baliśmy - mówiła nam Marianna.

Prezydent Poznania ogłasza żałobę po śmierci Adamowicza

Według Andrzeja Borowiaka, rzecznika wielkopolskiej policji, w poniedziałek wieczorem na placu Wolności zebrało się 1,5 tys. poznaniaków. Część trzymała w dłoniach zapalone świeczki i znicze, część świeciła latarkami z telefonów komórkowych. Wszyscy milczeli. Przy zniczach ktoś położył kartkę z napisem: "Miłość zwycięża wszystko".

14 stycznia 2019 r. Poznaniacy zebrali się na placu Wolności po informacji o śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zapalili znicze, milczeli. Według policji na placu zgromadziło się 1,5 tys. osób14 stycznia 2019 r. Poznaniacy zebrali się na placu Wolności po informacji o śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zapalili znicze, milczeli. Według policji na placu zgromadziło się 1,5 tys. osób LUKASZ CYNALEWSKI

Prezydent  Jacek Jaśkowiak ogłosił w Poznaniu trzydniową żałobę po morderstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zranionego w niedzielę wieczorem przez nożownika na scenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. We wtorek w urzędzie miasta przy placu Kolegiackim ma zostać wyłożona księga kondolencyjna, do której będzie się można wpisać. Jaśkowiak zapowiedział też, że pojedzie na pogrzeb Adamowicza.

Prezydent Poznania: Paweł Adamowicz był opluwany

Prezydent Jaśkowiak cieszył się w poniedziałek wieczorem, że tylu poznaniaków przyszło na plac Wolności. - Paweł Adamowicz był człowiekiem, któremu należy się taki hołd. Przez ostatnie lata był opluwany, telewizja publiczna wylewała na niego pomyje. To jednak ma jakiś związek z tym, co się stało. Zastanawiam się, czy można  zatrzymać to szaleństwo - mówił prezydent.

I dodawał: - Na internetowe wpisy Morawieckiego czy Dudy patrzę  z zażenowaniem. Bo trzeba patrzeć przez pryzmat działań. A ostatnie lata to było przyzwolenie na mowę nienawiści. Sam miałem na płocie napisy "zdrajca", "pedał". Trzeba to zatrzymać, a nie pieprzyć na Facebooku o bólu.

Jaśkowiak wspominał też Pawła Adamowicza: - Racjonalny, oddany miastu, któremu służył. Wrażliwy, humanista, prawnik. Przywiązany do wartości demokratycznych. Nasze miasta współpracowały ze sobą, dzieliliśmy się doświadczeniami, dobrymi praktykami.

Jurek Owsiak nie będzie szefem WOŚP

Tadeusz Chinalski, student ekoenergetyki na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, jeszcze w niedzielę wieczorem był przekonany, że prezydent Adamowicz przeżyje. - Ale tak się nie stało. A potem usłyszałem oświadczenia szefa WOŚP Jurka Owsiaka, że odchodzi ze stanowiska prezesa fundacji. I to mnie dobiło. Gdy byłem dzieckiem, ojciec prowadzał mnie na finały WOŚP, potem jeździłem na Woodstock. Jurek jest moim idolem i jest dla mnie bardzo ważny - opowiadał Chinalski. W rękach też trzymał znicz.

14 stycznia 2019 r. Poznaniacy zebrali się na placu Wolności po informacji o śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zapalili znicze, milczeli. Według policji na placu zgromadziło się 1,5 tys. osób14 stycznia 2019 r. Poznaniacy zebrali się na placu Wolności po informacji o śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zapalili znicze, milczeli. Według policji na placu zgromadziło się 1,5 tys. osób LUKASZ CYNALEWSKI

- Przyszedłem na plac, by zaprotestować przeciwko agresji i nienawiści. Od lat widzę przyzwolenie na nakręcanie tej spirali. Współpracowałem przy akcjach antyfaszystowskich, protestowałem przeciwko mowie nienawiści. Widziałem, że wobec agresorów nikt nie wyciąga konsekwencji - mówił Chinalski.

Atak na Pawła Adamowicza to dla niego także atak na WOŚP: - Nie wiem, kto będzie dyrygował orkiestrą za rok, ale jestem przekonany, że za rok zagramy jeszcze mocniej.

Rafał Grupiński: Śmierć Adamowicza to dla nas ciężkie doświadczenie

- Tragedia, po prostu tragedia. Ten podział wśród nas, Polaków, spowodował tę nienawiść. I taki młody człowiek podnosi rękę. Zabójca. I jeszcze Owsiak rezygnuje. Brakuje już łez - mówiła Krystyna Stachowiak, emerytka, była działaczka "Solidarności".

- Jest bardzo trudno mówić o Pawle Adamowiczu w czasie przeszłym. Jego śmierć to dla nas wszystkich ciężkie doświadczenie. Samorząd był miejscem, w którym spotykaliśmy się trochę ponad napięciami, które dominowały scenę polityczną - mówił nam poseł Rafał Grupiński, szef wielkopolskiej PO, który też przyszedł na plac Wolności. I dodawał: - Na pewno już nic nie będzie w polskiej polityce takie samo. Może ta tragedia przyniesie wszystkim otrzeźwienie. Doprowadzi do wniosku, że zbyt łatwo grają na ludzkich emocjach. Nie wiem, czy tak będzie, ale powinniśmy mieć nadzieję. Ta tragedia była nie do przewidzenia i nie do wyobrażenia.

Po śmierci Pawła Adamowicza zgromadzenia też w innych miastach

Jak poinformował nas Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, w poniedziałek wieczorem na ulice wyszli też mieszkańcy innych wielkopolskich miast. W Pile zgromadziło się 200 osób, w Kaliszu i Lesznie - 120, w Kościanie i Koninie - 100 osób. Pawła Adamowicza upamiętniono też w Ostrowie Wielkopolskim, Czarnkowie, Szamotułach, Rawiczu, Grodzisku i Nowym Tomyślu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.