Każdy bunt przeciw Polsce Ludowej oznaczał karierę powielanych przez propagandę obelg wobec jego bohaterów. Tak było też w przypadku Poznańskiego Czerwca '56.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zaskoczenie skalą buntu w Poznaniu w czerwcu 1956 roku było tak duże, że początkowo ani władza, ani prasa nie wiedziały, jakich używać określeń wobec jego uczestników. Jasnym dla rządzących było to, że robotnicy nie mogli sami zbuntować się przeciw ludowej władzy, ktoś musiał za tym stać. Stąd tak często początkowo określano uczestników Czerwca mianem „prowokatorów”, którzy wyprowadzili na ulice lojalnych wobec własnej partii robotników.

POZNAŃSKI CZERWIEC - ZOBACZ MULTIMEDIALNY REPORTAŻ

Poznański Czerwiec '56. Robotnicy mieli rację

Niezwykła była relacja z walk w Poznaniu napisana dla „Trybuny Ludu” przez Krzysztofa Wolickiego i Roman Jurysa zaraz po zajściach. Obaj udali się do Poznania i na własne oczy widzieli lejącą się krew. Napisali coś w rodzaju reportażu, w którym znalazły się pierwsze wnioski na temat tego, co się stało. Wnioski niezwykłe na tamte czasy.

Pisali tak: „I zarazem prowokacja ukazuje w pełni swoje oblicze. Na czele nowego »pochodu« wysuwają dzieci i grupę wyrostków. Za nimi uzbrojeni bandyci. Przeważnie młodzi, trochę dopiero co uwolnionych kryminalistów, znana poznańska »melinarnia” z automatem. W tym szyku podchodzą pod ulicę Kochanowskiego pod gmach Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa.

Towarzysze zachowują zimną krew – nie strzelają. Bandyci są coraz bliżej – ale na przedzie: dzieci. Lanie wody nie skutkuje. Decyzja. Strzelać w górę. Tłum się rozbiega. I wtedy ze wszystkich stron, z przeciwległych okien, dachów i bram bandyci otworzyli ogień na Komitet.

Dwie godziny później znaleźliśmy się pod tym gmachem. W bramach okolicznych ulic i piwnicach wystraszeni ludzie. Bandyci strzelają zewsząd. Towarzysze z bezpieczeństwa bronią się bohatersko. Do Poznania wkracza wojsko”.

Relacja przedstawiała więc dwie walczące strony – bohaterskich towarzyszy z milicji i UB oraz „bandytów” atakujących ich z bronią ostrą. Dramatyczny i tendencyjny opis kończy się jednak takimi oto refleksjami:

„Trudno w tej pospiesznej relacji podejmować próbę szczegółowej i rzetelnej analizy ekonomicznej. Pozostaje stwierdzić: postulaty ekonomiczne robotników były w niemałej wierze uzasadnione, skargi słuszne. A przy tym wykazali oni na ogół chęć szerszego spojrzenia na nasze sprawy gospodarcze. Większość żądań sformułowana została jeszcze w toku dyskusji nad pięciolatką”.

To istotny tekst, bowiem pokazuje, że w pierwszych dniach po szokujących wydarzeniach w Poznaniu władza ludowa była nimi tak przerażona, że gotowa była w tym stanie przyznać, iż robotnicy zasadniczo mieli rację. Owszem, w ich szeregi wkradli się „prowokatorzy” i „awanturnicy”, ale samym postulatom robotniczym nie można było odmówić słuszności.

Poznański Czerwiec '56. Spisek agentów i prowokatorów

W podobnym duchu swoje słynne przemówienie radiowe z 29 czerwca 1956 roku wygłosił przecież premier Józef Cyrankiewicz. W mowie, w której straszył: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”, stwierdził również: „I o ile robotnicy Poznania mieli niewątpliwie na celu przedstawienie swych postulatów, co jest ich prawem – to prowokatorzy i agenci imperialistyczni mieli na oku coś zupełnie odwrotnego”.

Partia już wiedziała, że Polacy są wzburzeni warunkami życia i sytuacją polityczną w kraju. Nie chciała z nimi zadzierać, skoro Poznań pokazał, że są oni skłonni się z tą partią bić. Dlatego obowiązywała jasna retoryka władzy: oto robotnicy przedstawili swe słuszne żądania i chcieli to z pewnością zrobić pokojowo, bo przecież od tego mają swoją partię, by jej zgłaszać swe problemy. Jednakże ich niezadowolenie wykorzystali prowokatorzy i agenci imperialistyczni.

Dowodem na to miała być obecność wielu obcokrajowców, którzy wykorzystali Międzynarodowe Targi Poznańskie, by doprowadzić do wybuchu buntu w mieście. „Głos Wielkopolski” przytaczał nawet w tekstach po Czerwcu ‘56 dowody na spisek. Jak czytamy: „Wiedeński korespondent »Messaggero” podaje, że pewien powracający z Poznania kupiec oświadczył mu, że »dowiedział się od jednego z demonstrantów, iż rebelia była przygotowywana od dłuższego czasu przez tajny ruch oporu«”. Dalej tenże „Głos” utrzymywał, że „bojownicy podziemia stawili się w Poznaniu z przechowywaną od dawna bronią, aby objąć kierownictwo nad rebelią”, co miała potwierdzać amerykańska agencja prasowa United Press.

Ta retoryka szybko się zmieniła.

Kiedy sytuacja w kraju się uspokoiła, a kolejnych buntów po Poznaniu nie było, język władzy ludowej mocno się zaostrzył. Teraz już nie tylko „imperialistyczni agenci” i „prowokatorzy” odpowiadali za krew i wciągnięcie do manifestacji nieświadomych robotników, teraz władza przestała się patyczkować. Wszystkich uczestników zajść jawnie już i publicznie lżono.

Poznański Czerwiec '56. Oficjalne obelgi

W czasie buntów przeciw władzy ludowej w Polsce olbrzymią karierę robiły oficjalnie proponowane przez rząd obelgi wobec protestujących. Podchwytywały je media, także ludzie na wiecach. „Warchoł” na zawsze kojarzyć się nam będzie z Radomiem i 1976 rokiem. Dwadzieścia lat wcześniej poznańskich robotników nazywano już nie „awanturnikami”, ale bez ogródek „bandytami” czy „mętami społecznymi”, a także „kryminalistami” i „chuliganami”.

Rozgłaszano, że owi „bandyci” zmuszali spokojnych mieszkańców Poznania do udziału w strajku, wyciągając ich z domów pod groźbą broni, w większości oczywiście produkcji niemieckiej. Zmuszano też do udziału dzieci, więcej – to one prowadzić miały pochody jako żywe tarcze. Wśród rozpowszechnianych bzdur znalazły się też doniesienia o rabowaniu przez uczestników strajku kiosków, sklepów, picie alkoholu oraz to, że większość była nietrzeźwa.

Już w lipcu, gdy „Łódzki Express Ilustrowany” chciał przedrukować relację redaktorów Wolickiego i Jurysa, zareagowała cenzura. W cenzorskiej notatce pod tym materiałem czytamy: „Prosimy o wyjaśnienie, czy artykuł był przeoczeniem, a jeśli nie, dlaczego przedruk jest wznowiony”. Podpisano: Krystyna Kardyni-Pelikanowa.

Gdy ruszały procesy uczestników strajku, „Głos Robotniczy” dał tytuł „Nie minie ich surowa kara. Dziś przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu rozpoczynają się rozprawy przeciwko winnym wypadkom poznańskim”.

Warto zwrócić uwagę: nie zaczął się jeszcze proces, a już mamy „winnych”, których „nie minie surowa kara”. Przesądzone.

Trzy procesy („trzech”, „dziewięciu” i „dziesięciu”) rozpoczęły się jesienią 1956 roku. Wyroki, jakie w nich zapadły, były dość niskie jak na niedawną retorykę o „kryminalistach” i „bandytach”. W dwóch pierwszych były to kary od 2 do 6 lat więzienia, w trzecim – sąd zwrócił akta prokuraturze.

Jako przyczyny takiego orzeczenia sądu podaje się nacisk międzynarodowy oraz bohaterską postawę obrońców robotników, z mecenasami Stanisławem Hejmowskim i Michałem Grzegorzewiczem na czele. Mecenas Hejmowski zasłynął chociażby tym, że wypowiedź oskarżonego o tym, że jest wdzięczny za to, że go nie bito, skomentował: „W XX wieku wolny człowiek, obywatel wolnego państwa, musi za to dziękować władzy!”.

Zapłacił za walkę o oskarżonych wysoką cenę – po procesach bezpieka gnębiła większość jego dotychczasowych klientów i następnie 20 lipca 1961 zmuszono go do zawieszenia działalności.

Poznański Czerwiec '56. Zwrot po Październiku

Kiedy ruszały procesy, ponownie zmienił się kurs i retoryka władzy w sprawie Czerwca 1956. Skończyło się mówienie o „bandytach” i „mętach społecznych”. Powstanie na Węgrzech, postalinowska odwilż i niepokoje podczas Października 1956 sprawiły, że ludowa władza wróciła do łagodniejszego języka, pełnego zrozumienia dla protestów robotniczych.

MUZEUM POZNAŃSKIEGO CZERWCA

„Trybuna Ludu” w październiku 1956 roku pisała: „Musimy powiedzieć klasie robotniczej całą prawdę” i sama dokonywała recenzji swych tekstów: „Drętwą mowę panoszącą się poprzednio na trybunach partyjnych oraz na łamach prasy zaczęło wypierać twórcze, żywe słowo”.

Jak wyglądała ta „cała prawda” o Poznańskim Czerwcu w tamtym czasie? Władysław Gomułka, nowy sekretarz KC PZPR, który dotąd był „niesłusznie represjonowany”, na plenum KC z 30 października 1956 roku ujął to tak:

„Klasa robotnicza nigdy nie chwytała się strajku jako oręża walki o swoje prawa w sposób lekkomyślny. Tym bardziej teraz, w Polsce Ludowej, rządzonej w jej imieniu i w imieniu wszystkich ludzi pracy, nie zrobiła tego kroku lekkomyślnie. Najwidoczniej przebrała się miara. A miary nigdy nie można przebierać bezkarnie. Robotnicy Poznania nie protestowali przeciwko Polsce Ludowej, przeciwko socjalizmowi, kiedy wyszli na ulice miasta. Protestowali przeciwko złu, jakie szeroko zakrzewiło się w naszym ustroju społecznym i które ich również boleśnie dotknęło, przeciwko wypaczeniom podstawowych zasad socjalizmu, który jest ich ideą.

Wielką naiwnością polityczną była nieudolna próba przedstawienia bolesnej tragedii poznańskiej jako dzieła agentów imperialistycznych i prowokatorów. Agenci i prowokatorzy zawsze mogą być i działać. Ale nigdy i nigdzie nie mogą decydować o postawie klasy robotniczej. […] Sześcioletni plan gospodarczy, reklamowany w przeszłości z wielkim rozmachem jako nowy etap wysokiego wzrostu stopy życiowej, zawiódł nadzieje szerokich mas pracujących. […] Jestem przekonany, że robotnicy poznańscy nie wystąpiliby do strajku, […] gdyby partia, tj. kierownictwo partii, przyszło do nich z całą prawdą”.

Przez krótką chwilę znów można było mówić o robotnikach z Poznania jako o tych, którzy mieli rację.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Kanalie, ubeckie wdowy, gorszy sort, komuniści i złodzieje, gen zdrady, konfidencji, KOD-omici, KOD-eraści, mordy zdradzieckie, targowica, gestapowcy, element animalny, hołota, obrońcy korupcji, szmalcownicy, donosiciele, ścierwo UB-eckie, swołocz, łajdaki, zdrajcy, resortowe dzieci, oszuści, lumpy polityczne, uprawiający politykę wstydu, polityczna dzicz, głupie lewactwo, zwyrodnialcy ? to tylko niektóre inwektywy, które padały z ust prominentnych członków i sympatyków PiS.
    @jankowiak
    To nie były inwektywy. To była tylko prawda.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Jak lży i kogo, współczesna władza ?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Teraz władza też lży, obraża i grozi. Obywatele sami sobie tę władzę wybrali. Już nie można zwalić winy na ZSRR i PZPR. Obecna sytuacja jest gorsza niż po wojnie i znikąd pomocy i ratunku.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Komuna wróciła i ma się dzisiaj dobrze pod rządami Balbiny.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0