Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Kino za Rogiem - tak nazywa się działający od kilku lat projekt, który zakłada budowę małych kin w miastach i gminach, gdzie z różnych względów dostęp np. do sal studyjnych jest utrudniony. Mają one po kilkadziesiąt miejsc, ale prowadzą regularny repertuar, są ogólnodostępne dla mieszkańców. Takie kino, dofinansowane ze środków Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego 2014-2020, otwarto półtora miesiąca temu w Opalenicy.

Marian Dziędziel i „Moje córki krowy”

Inauguracja działalności kina była wielkim świętem dla miasteczka. Otwarto je bowiem na os. Centrum w zmodernizowanym domu kultury. Na ten cel także pozyskano wsparcie z WRPO 2014+ - nieco ponad 2,8 mln zł. Dzięki temu powiększono pomieszczenia biblioteki i czytelni, przebudowano też salę widowiskową, która ma nową scenę, i naprawiono przeciekający dach.

- W latach 60. XX w. wielu ludzi starało się, żeby w Opalenicy mógł powstać dom kultury. Dziś wielu ludzi doprowadziło do tego, że mamy w mieście zupełnie nowy obiekt, w którym znalazło się pierwsze w tej części Wielkopolski Kino za Rogiem. Mam nadzieję, że w tej sali nie zabraknie łez wzruszenia, a także radości, i to zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci – mówi Tomasz Szulc, burmistrz Opalenicy.

Otwarcie kina w Opalenicy uświetnił ambasador tego przedsięwzięcia, znany m.in. z filmów Wojciecha Smarzowskiego aktor, Marian Dziędziel, który bardzo chętnie bierze udział w takich uroczystościach. Jeździ po całej Polsce i przecina symbolicznie wstęgi w tych małych kinach. To okazja dla wszystkich, żeby z nim chwilę porozmawiać albo zrobić wspólne zdjęcie. Bo w Kinie za Rogiem pan Marian ma czas dla każdego.      

- Nie ukrywam, że chodzę również na filmy do multipleksów, bo po prostu mam do nich blisko – uśmiecha się Dziędziel. I dodaje: - Ale takie kameralne kina mają swój urok, ponieważ można tu przyjść ze znajomymi i o tych filmach niemal w tej samej sali porozmawiać, bo nikt tu nikogo od razu nie wygania.

Na pierwszy seans mieszkańcy Opalenicy wybrali film Kingi Dębskiej „Moje córki krowy”, w którym Dziędziel gra główną rolę umierającego na raka ojca dwóch dorosłych córek.  

Powrót po 30 latach

Sala z dużym ekranem powróciła do Opalenicy po niemal 30 latach, gdy w mieście zamknięto kultowe w czasach PRL kino „Orzeł”.

- Orzeł symbolicznie powraca, co prawda w inne miejsce i do innego, bo nowoczesnego budynku. Ale mamy nadzieję, że tak jak wtedy będzie miejscem integracji mieszkańców miasta i gminy – mówi Krzysztof Sadowski, dyrektor Centrum Kultury i Biblioteki w Opalenicy oraz jeden z inicjatorów Kina za Rogiem w mieście.

Czy nie bał się otwierać kina w mieście położonym zaledwie 40 km od Poznania, gdzie multipleksów jest do wyboru do koloru?

- Nie ukrywam, że otwieraliśmy je trochę z duszą na ramieniu – przyznaje Sadowski. I tłumaczy. – Obok w Buku jest kino, które gra aktualne nowości z dużego ekranu. Dzięki autostradzie łatwo dostać się też do Poznania. Ale mimo to sprzedajemy bilety na nasze seanse niemal w 100 proc. A przychodzą niemal wszyscy: dzieci ze szkół i przedszkoli, młodzież, całe rodziny, mieszkańcy miasta i okolicznych miejscowości. Naprawdę, póki co wszystko działa bardzo dobrze – cieszy się dyrektor.

Bo komfort oglądania jak w każdym Kinie za Rogiem jest bardzo wysoki. Wygodne fotele, klimatyzacja, duży ekran i profesjonalne nagłośnienie – nie ma się czego wstydzić, a bilet kosztuje 7 zł, a nie 30 jak w multipleksie.

Opalenickie kino gra na razie cztery razy w tygodniu: w środy i piątki oraz soboty i niedziele. Popołudniowy seans dla dzieci lub młodzieży zaczyna się o godz. 17, a wieczorny dla dorosłych o godz. 20. W repertuarze są obsypane nagrodami obrazy (w tym tygodniu np. „Boska Florence”), komedie romantyczne, filmy sensacyjne i przygodowe oraz dokumentalne, a także bajki.

- Można też proponować filmy do repertuaru, a od lutego startujemy z ofertą urodzin dla dzieci czy spotkań dla przyjaciół. Można będzie wynająć kino na własny seans – zapowiada Sadowski.

To projekt ogólnopolski

Powstające w całej Polsce Kina za Rogiem to komfortowa sala – najczęściej 20-osobowa, choć mogą być warianty na 30 (jak w Opalenicy) i 40 osób. Z założenia ma to być centrum spotkań lokalnej społeczności, gdzie zagrają film na życzenie, zaprezentują slajdy z bliższych lub dalszych podróży, a i wieczór poetycki lub wspólne oglądanie meczów będzie można zorganizować.

W naszym województwie na pomysł stworzenia takich kin jako pierwsze wpadło ponad trzy lata temu Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski (SGiPW), które złożyło wniosek do Urzędu Marszałkowskiego o dofinansowanie z Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego 2014+ projektu „Małe kino społecznościowe szansą na rozwój zasobów kultury”. Zakładał on utworzenie czterech małych kin: w Mieścisku, Starym Mieście, Rychwale i Strzałkowie. Projekt otrzymał ponad 395 tys. zł unijnego dofinansowania z WRPO, a łącznie był wart ok. 623 tys. zł. Pierwszy był obiekt w Rychwale. Kino działa tu w hali widowiskowo-sportowej. Sąsiaduje m.in. z klubem fitness, kręgielnią i klubokawiarnią, ale nikomu to nie przeszkadza.

– Słyszeliśmy, jak Kina za Rogiem z powodzeniem działają w innych regionach Polski. Te miejsca naprawdę integrują mieszkańców. Nawet organizowany w nich turniej w FIFA potrafi zaktywizować młodzież – mówi Tomasz Telesiński, dyrektor biura SGiPW. Każdy taki gminny projekt kosztuje ok. 150 tys. zł. Sale powstają w domach kultury, ale i w świetlicach wiejskich.

Kolejny projekt z WRPO 2014+ obejmuje 30 kin w regionie. SGiPW otrzymało z WRPO 3,7 mln zł wsparcia, a całe przedsięwzięcie opiewa na 6,8 mln zł. To właśnie z tej puli otwarto obiekt w Opalenicy. Na liście są także takie gminy, jak np. Chrzypsko Wielkie, Dąbie, Kępno, Kołaczkowo, Koźminek, Lądek, Miedzichowo, Ślesin, Witkowo, Wolsztyn.

Wielkopolska ma strategię

Sejmik przyjął Strategię rozwoju województwa do 2030 roku. To wizja Wielkopolski jako regionu otwartego, który chce być konkurencyjnym zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej.  

Strategia jest planistycznym dokumentem na najbliższe 10 lat. - Powstała bardzo otwarta i nowoczesna wizja dla Wielkopolski jako regionu europejskiego z ambicjami, który chce być konkurencyjny, głównie poprzez swój zrównoważony rozwój - mówi Marek Woźniak, marszałek woj. wielkopolskiego.

Prace nad tym dokumentem trwały prawie dwa lata. Odbyły się liczne konsultacje nie tylko w Poznaniu, ale i w poszczególnych subregionach, np. w Kaliszu i Koninie, a także w Lesznie i Pile. Wzięło w nich udział ok. 5 tys. osób i zgłoszono 1,3 tys. projektów inwestycyjnych na kwotę ponad 46 mld zł. Według założeń dokumentu Wielkopolska za 10 lat ma być przodująca w kraju i licząca się w Europie. Które ze zgłoszonych projektów uda się zrealizować, zależy w dużej mierze od środków unijnych w ramach nowej perspektywy na lata 2021-2027. Niestety, na dziś sygnały z Brukseli nie są optymistyczne. Polska może otrzymać około 20 mld zł mniej niż w latach 2014-2020.

Wielkopolska najprawdopodobniej zostanie zakwalifikowana jako tzw. region przejściowy. To oznacza, że nie należymy już do najbiedniejszych w Unii, ale przez to również otrzymamy mniej pieniędzy i zmniejszy się wysokość dofinansowania projektów. Priorytety zamieszczone w strategii są ściśle związane z nowymi wyzwaniami Brukseli, a więc m.in. ochroną klimatu czy innowacjami.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.