Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O koronawirusie bez sensacji i paniki. Zapisz się na codzienny newsletter: Koronawirus w skrócie

57-letnia kobieta trafiła do szpitala przy ul. Szwajcarskiej w poniedziałek. To pierwszy i jak na razie jedyny potwierdzony przypadek koronawirusa w Poznaniu i Wielkopolsce. Wcześniej, przez trzy dni kobieta przebywała w szpitalu w Puszczykowie.

Dlaczego nie przyjęto jej w piątek?

To właśnie lekarze z tej placówki napisali anonimowy list, w którym twierdzili, że kobieta najpierw zgłosiła się do szpitala zakaźnego w Poznaniu, gdzie nie została przyjęta.

- Dementuję informację, że pacjentka została odesłana z naszego szpitala. Odbyła się tylko konsultacja telefoniczna, podczas której lekarze dochowali wszelkiej staranności. W piątek ten przypadek nie spełniał definicji przypadku podejrzanego - mówi Mariusz Stawiński, zastępca dyrektora Szpitala Miejskiego w Poznaniu.

Prof. Iwona Mozer-Lisewska, ordynator oddziału zakaźnego, także odrzuca stawiane zarzuty. - Naprawdę w piątek nie było podstaw, by ją przyjmować na nasz oddział. Martwi nas, że takie fake newsy są kolportowane. Konsultant wojewódzki z nami współpracuje i przyznaje, że nie popełniono błędu. 

Nie planują wybudzenia pacjentki zakażonej koronawirusem

Jaki jest aktualny stan zakażonej kobiety? - Pacjentka jest w stanie ciężkim, poddawana wentylacji mechanicznej [podłączona do respiratora]. Trudno spekulować, kiedy będzie wybudzona ze śpiączki. To, co robimy obecnie, jest właściwym postępowaniem medycznym - mówi prof. Mozer-Lisewska.

W całym szpitalu jest aktualnie na obserwacji 16 osób. Tylko w ciągu ostatniej doby pobrano 39 wymazów, a więc próbek na obecność koronawirusa.

- Odkładamy planowe zabiegi, by być jak najlepiej przygotowanym na ewentualne przyjęcie kolejnych pacjentów. Dlatego apelujemy do poznaniaków, by nie zgłaszali się teraz na SOR do naszego szpitala, tylko wybierali inne placówki. Potrzebny jest zdrowy rozsądek poznaniaków, bo inaczej nasz szpital stanie się niewydolny - mówi wicedyrektor Stawiński.

Koronawirus szaleje. Nie całujmy w dłonie

Mąż zakażonej kobiety jest szafarzem w parafii w Czapurach. W niedzielę rozdawał komunię św., odwiedził okoliczne domy pomocy społecznej. Czy wierni i sąsiedzi mają się czego obawiać? Czy klienci restauracji McDonald`s, gdzie pracował syn chorej kobiety, mogą czuć się zagrożeni?

- Jeśli w naszym otoczeniu jest pacjent zakażony, to hipotetycznie zagrożenie zakażeniem istnieje. Ale musimy postępować zdroworozsądkowo i nie możemy siać paniki - odpowiada profesor.

Ordynator raz jeszcze apeluje: - Unikajmy skupisk ludzkich, dbajmy o higienę i czystość rąk. Unikajmy takich gestów jak podawanie dłoni czy całowanie kobiet w rękę. Ten zwyczaj uważany za bardzo szarmancki w tej chwili niekoniecznie powinien być stosowany - podsumowuje prof. Mozer-Lisewska.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.