Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

TOMASZ CYLKA: W pana opinii samorząd to największy sukces 30-letniej historii demokratycznej Polski?

MAREK WOŹNIAK: - Nie ulega wątpliwości, że to właśnie reforma samorządowa uważana jest za najbardziej udaną reformę w procesie polskiej transformacji. Przyniosła ze sobą szeroki strumień dynamicznych zmian, a impuls do nich wyszedł z samorządów. Kiedy po kilku dekadach socjalistycznego centralizmu i zniewolenia mogliśmy wreszcie wziąć sprawy w swoje ręce, niejednokrotnie podejmowaliśmy się zadań pionierskich, starając się jak najskuteczniej wykorzystać na własnym gruncie doświadczenia krajów o długich tradycjach demokratycznych.

Do dziś wspominam ten entuzjazm, który nam wówczas towarzyszył. Miałem to szczęście, że dane mi było uczestniczyć w budowaniu samorządu terytorialnego od samego początku i na wszystkich jego szczeblach. Dziś wiem, że tak ogromnego zaangażowania społecznego, takiej ludzkiej mobilizacji, nie udało się już później powtórzyć. Najważniejsze było to, że budowaliśmy coś po raz pierwszy od bardzo dawna rzeczywiście dla siebie, wierząc głęboko, że musi nam się udać. I udało się. 

Jaką dziś rolę odgrywają samorządy? 

- Warto pamiętać, że po 30 latach od wprowadzenia ustawy o samorządzie terytorialnym, wciąż jesteśmy w procesie tworzenia, ponieważ i demokratyzacja, i decentralizacja nadal wymagają naszych zabiegów i mozolnej pracy. Doskonale też zdajemy sobie sprawę, że samorządy mają w Polsce o wiele większą rolę do odegrania, niż aktualnie odgrywają.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ

Inaczej uważają obecnie rządzący krajem. Mają inną wizję samorządności, i chcą ograniczenia naszych kompetencji. Te fundamentalne zmiany, które zaszły przed 30 laty, kiedy otrzymaliśmy spore możliwości decydowania o wielu sprawach, są dla władzy po prostu niewygodne. Odczuwamy to na każdym kroku. Dla mnie ta rocznica to zatem czas na refleksję nad przyszłością, jaka czeka samorząd terytorialny. Niewątpliwie będzie miał na nią wpływ wynik wyborów prezydenckich. To od prezydenta RP będzie ostatecznie zależało, jak będzie wyglądał proces działań legislacyjnych w Polsce. Czy kurs na centralizację będzie kontynuowany?

Za 10 lat chcemy być regionem przodującym w kraju

Jako Wielkopolanie nie musimy być skromni. Należymy w Polsce do liderów. Chwalą nas urzędnicy z Brukseli, świadczą o tym wskaźniki ekonomiczne. Co zdecydowało o tym wielkopolskim sukcesie?

- My po prostu, konsekwentnie robimy swoje. I jak wskazują rozmaite rankingi, radzimy sobie nie najgorzej... (śmiech) Świadczą o tym twarde wskaźniki ekonomiczne, jak choćby fakt, że przekroczyliśmy próg 75 proc. średniej unijnej PKB na głowę mieszkańca. I nie spuszczamy z tonu, bo budżet na ten rok jest budżetem wybitnie proinwestycyjnym, w którym na inwestycje przeznaczamy ponad 51 proc. Do tego efektywnie wydajemy środki unijne. Jeśli chcemy, by zgodnie z przyjętą przez nas Strategią Rozwoju Województwa Wielkopolskiego do 2030 r. - która zakłada, że za 10 lat ma być regionem przodującym w kraju, świadomym swojego dziedzictwa, otwartym na nowe idee i ludzi, silnym nowoczesną gospodarką i wiedzą swoich mieszkańców - to musimy rozsądnie planować na poziomie strategicznym i skutecznie działać. Tak, jak robimy do tej pory.

Gdy pytamy samorządowców, co się udało przez te 30 lat, to najczęściej wymieniają wielkie inwestycje infrastrukturalne. Które z nich – z regionalnego punktu widzenia – są pana zdaniem najważniejsze?

- Ta lista jest długa i obejmuje zarówno infrastrukturę transportową, jak i społeczną. To samorząd poprawił zdecydowanie stan dróg wojewódzkich, zbudował obwodnice. Powołaliśmy spółkę Koleje Wielkopolskie i kupiliśmy nowoczesny tabor kolejowy. Przekazaliśmy też z WRPO 2014+, w ramach największej umowy dotacyjnej, blisko 423 mln złotych na modernizację linii kolejowej z Poznania do Piły. Szpitale, za ponad 1 mld zł naszych środków, zmieniły swój wygląd i możliwości leczenia nowoczesnym sprzętem diagnostycznym. Rośnie nowy szpital dziecięcy, za przeszło 420 mln złotych, w tym lwią część stanowi dotacja unijna. I liczymy na to, że drzwi tej wyczekiwanej przez wielu lecznicy otworzą się pod koniec 2021 r. Ponad 100 mln zł przeznaczyliśmy też na realizację projektu Cyfrowa Szkoła Wielkopolsk@ 2020, ułatwiającego placówkom szkolnym szybki dostęp do sieci internetowej, który umożliwi organizację zajęć pozalekcyjnych. Pomagamy też samorządom realizować wiele projektów społecznych, w tym powstanie sieci kin społecznościowych. Mógłbym naprawdę długo wymieniać, ale jedno jest pewne: nie ma takiej sfery naszego życia, w której nie zauważylibyśmy zmian na lepsze.

Sam pan powiedział, że dużo zrobiono dzięki wsparciu z Unii Europejskiej, tak często krytykowanej przez niektórych polityków prawicy. Wyobraża pan sobie nasz region bez tego potężnego zastrzyku finansowego?

- Jak by wyglądała Wielkopolska, gdyby nie fundusze unijne? Pytanie jest oczywiście retoryczne, a liczby i efekty inwestycji z WRPO mówią same za siebie. Tylko w ramach tego rozdania unijnego Wielkopolska otrzymała ponad 10,5 mld złotych. Dziś mamy już przeszło 9 mld złotych zakontraktowanych, a prawie połowa z nich przeszła pozytywnie certyfikację. Czyli nie ma żadnego zagrożenia, że Komisja Europejska zakwestionuje sposób, w jaki je wydaliśmy, a raczej należałoby powiedzieć, zainwestowaliśmy. A to inwestycja w nasz rozwój, w naszą przyszłość.

Sukces kolei nas przerósł

Dla mnie jednym z największych osiągnięć wielkopolskich samorządów jest utworzenie Poznańskiej Kolei Metropolitalnej. Ponad partyjnymi podziałami zachęcaliście do zostawienia aut w garażach czy na parkingach. Ale staliście się jednocześnie ofiarą własnego sukcesu, bo w tych pociągach jest tłoczno. Można to przedsięwzięcie w ogóle udoskonalić?

- Trzeba pamiętać, że Poznańska Kolej Metropolitalna to tylko dodatkowy zakres obowiązków naszej spółki Koleje Wielkopolskie - to w 100 proc. nasz, wojewódzki, tabor. Ale PKM, czyli zwiększenie częstotliwości kursowania pociągów za dodatkowe pieniądze z samorządów metropolitalnych, to sukces. To rzeczywiście przykładowa relacja partnerska samorządów. Bez tego porozumienia i chęci wspólnego działania, ten projekt nie miałby prawa się udać. Kluczem do szczęścia byłoby zwiększenie taboru, ale to sporo kosztuje. To także wyzwanie dla producentów. Postawiliśmy w regionie na nowoczesny transport. Chętnie przesiedliśmy się do nowoczesnych składów, przy okazji - z korzyścią dla środowiska. To jednak sukces, który niewątpliwie trochę przerósł nasze możliwości. Tabor to w tym projekcie podstawa, ale tego nie da się zwiększyć z dnia na dzień. Choć i tak na organizację samych regionalnych przewozów pasażerskich przeznaczamy gigantyczne środki, bo grubo ponad 200 mln zł, a do tego dochodzą ogromne wydatki na zakup kolejnych pociągów. 

Często słyszy pan zapewne głos z Piły czy Konina, że samorząd województwa myśli tylko o Poznaniu. Co im pan wtedy odpowiada?

- Wyzwaniem jest zapewnienie dobrej jakości życia wszystkim Wielkopolanom - niezależnie od tego, gdzie mieszkają. Dobrego dostępu do wszystkich podstawowych usług: transportowych, medycznych, edukacji, kultury itd. Naszą misją jest dynamiczny i zrównoważony rozwój całej Wielkopolski. To nieprawda, że widzimy tylko stolicę regionu, choć niewątpliwie to Poznań jest lokomotywą wzrostu dla całego województwa i ma np. najbogatszą ofertę kulturalną. Kiedy dystrybuujemy środki w ramach konkursów dla organizacji pozarządowych, to nie obowiązuje żadne terytorialne kryterium, a jedynie jakość wniosków. Poza tym to oczywiste, że Poznań i tereny podpoznańskie dostarczają więcej tych wniosków, niż tereny bardziej odległe. Takie są fakty. Naprawdę nie sposób się zgodzić, że wielkopolskie subregiony są przez nas pomijane. Te regiony rozwijają się nieco wolniej, co wynika z innego potencjału gospodarczego, ale naszym zadaniem jest niwelować te różnice, choć zdajemy sobie sprawę, że ich całkowite zlikwidowanie nie jest możliwe.

Trzeba odejść od węgla

Macie pomysł dla tzw. ściany wschodniej, czyli subregionu konińskiego, który musi odejść od węgla brunatnego i znaleźć na siebie inny sposób?

- Każdy subregion ma swoją specyfikę. Ważnym elementem naszej strategii rozwoju na najbliższe 10 lat ma być inwestowanie w odnawialne źródła energii. Długa tradycja wydobywania węgla brunatnego we wschodniej Wielkopolsce musi się zakończyć. Mówimy tu o wykreowaniu innego scenariusza dla tej części Wielkopolski, a do tego potrzebna jest sprawiedliwa transformacja terenów powęglowych. Staramy się uczestniczyć aktywnie w gronie tych regionów, które chciałyby wykorzystać szansę, jaką daje dobra koniunktura w Unii Europejskiej w zakresie transformacji energetycznej. Bo coraz bardziej wzrasta przekonanie o konieczności radzenia sobie z problemem przyszłości klimatu na kuli ziemskiej i koniecznością zmiany źródeł pozyskiwania energii.

To jest dla Polski bez wątpienia trudne wyzwanie, ale staramy się z nim mierzyć, głównie w zakresie funkcjonowania zagłębia konińskiego. Chcielibyśmy być w awangardzie tych regionów w Europie, które sięgną po środki finansowe na przekształcenie obecnej sytuacji energetycznej i postawią na energię z odnawialnych źródeł energii. Z naszej strony jest duża determinacja i wola uczestnictwa w procesie sięgania po takie dedykowane wsparcie. Stworzyliśmy wielkopolską platformę wodorową, dając sygnał, że jesteśmy gotowi wykorzystać szansę, jaką daje wodór, który może być wykorzystywany do najróżniejszych form transportu czy ogrzewania budynków. To jest proces, a my w nim aktywnie uczestniczymy z myślą nie tylko o subregionie konińskim, ale w kontekście zbilansowania gospodarki energetycznej całego województwa.

Z tym wiąże się też problem walki ze smogiem. To największy problem dla samorządów, z którym powinny się uporać?

- Warto pamiętać, że za jakość powietrza odpowiadamy wszyscy solidarnie: rząd, województwo, samorządy lokalne, no i mieszkańcy. Nasze samorządy podejmują konkretne kroki z myślą o ograniczeniu smogu, ale bez wsparcia finansowego z narodowego i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska te działania będą nieskuteczne. Trzeba też pamiętać o tzw. ubóstwie energetycznym, bo choć świadomość ekologiczna wzrosła, wielu naszych mieszkańców po prostu nie stać na termomodernizację budynku czy zakup nowego pieca, o wymianie instalacji grzewczej już nie wspominając. Sejmik Województwa Wielkopolskiego przyjął tzw. uchwały antysmogowe, które weszły w życie 1 maja 2018 r. Wprowadziliśmy w ten sposób ograniczenia i zakazy w eksploatacji instalacji grzewczych, w tym zakaz spalania paliw najgorszej jakości. Ale to nie zastąpi programów ochrony powietrza i ogromnych nakładów finansowych z poziomu centralnego, które pozwolą nam wszystkim naprawdę realnie wpływać na zmianę jakości powietrza.

Musimy być gotowi na kryzys

W związku z pandemią koronawirusa musimy być teraz przygotowani na spowolnienie gospodarcze. Pokonaliśmy w Wielkopolsce kryzys w 2008 roku, ale ten jest znacznie bardziej niebezpieczny. Z dużym niepokojem patrzy pan w przyszłość naszego regionu?

- Realnie patrząc na to, co się dzieje, nie sposób nie przewidzieć, że wszyscy, w tym Wielkopolanie, odczujemy skutki epidemii koronawirusa. Pytanie, w jakiej skali obecna sytuacja przełoży się na budżet województwa. To zależy od tego, jak długo będziemy mierzyć się z tym problemem. Siłą gospodarczą naszego regionu są małe i średnie przedsiębiorstwa, a te nierzadko musiały zamknąć lub ograniczyć swoją działalność. Wpływ na naszą kondycję finansową ma niewątpliwie udział w podatku CIT, a przecież kryzys w branży firm, czy to dużych czy małych, jest nieunikniony. To, jak sobie poradzimy z tą sytuacją w dużej mierze zależeć będzie od różnych rozwiązań z poziomu rządowego. Na razie za wcześnie jest, by przepowiadać jakiekolwiek scenariusze. Trzeba robić swoje i być dobrej myśli.   

.. .

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.