Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Decyzją rządu w godz. 10–12 sklepy mają obsługiwać wyłącznie osoby powyżej 65. roku życia. Jak to wygląda w praktyce?

Pomimo wyznaczonych godzin dla seniorów w środę już o godz. 9 w Netto na os. Łokietka większość klientów stanowiły osoby starsze. W przedsionku sklepu stała jedna z pracownic i monitorowała, ile osób weszło i opuściło sklep. Przed marketem nie było prawie nikogo. Krajobraz diametralnie zmienił się godzinę później. Już kwadrans po godz. 10 na wejście do marketu czekało przed budynkiem 25 seniorów w dwumetrowych odstępach. Prawie wszyscy mieli rękawiczki.  

W kolejce wnet zaczęła się toczyć ożywiona dyskusja na temat tego, czy wszyscy, którzy w niej stoją, mają minimum 65 lat. Jedna z kobiet stojących na końcu nie była co do tego przekonana i krzyczała do pozostałych: – Czy ta młodzież musi tutaj stać? Ten czas miał być dla nas!

„A pani tyle ma?”

Pod raczej pustą Biedronką na Św. Marcinie, nieopodal kina Muza, też toczyły się rozmowy. Około godz. 11.50 pod drzwi sklepu podeszła młoda dziewczyna z psem. – Teraz pani nie wejdzie, teraz tylko osoby po 65. roku życia – mówiła do niej wychodząca kobieta ze wschodnim, miękkim akcentem. – A pani tyle ma? – nie dowierzała dziewczyna. – Nie, ale robię zakupy dla jednej starszej pani – tłumaczyła druga. – Ale za pięć minut 12, to już pani wejdzie – dodała. 

Z kolei w warzywniaku na os. Łokietka ekspedientka twierdziła, że słyszała w radiu, że klienci mają sami sobie zapewniać rękawiczki. Tłumaczyła też, że trudno je kupić, nawet gdyby chciała w nie zaopatrzyć sklep. 

Również w warzywniaku przy Garbarach brakowało rękawiczek. – Szefostwo szukało, ale w hurtowniach nie sposób kupić – mówiła tamtejsza ekspedientka. – Jeśli klient nie będzie miał swoich rękawiczek, poprosimy o nakładanie na dłonie woreczków – zapowiedziała.

Rękawiczki dla klientów ma już za to Carrefour na Winogradach. Przy wejściu do sklepu w środę oferował je ochroniarz. Drugi pracownik zajmował się liczeniem wchodzących i wychodzących osób. Tutaj kolejki seniorów ok. godz. 11 nie było. Osoby młodsze nie były wpuszczane nawet na teren pawilonu, w którym mieści się market. – Zarówno zwykłe kasy, jak i te samoobsługowe są dezynfekowane kilka razy dziennie od jakichś dwóch tygodni. W tym względzie nic się u nas nie zmieniło. Dezynfekujemy też koszyki sklepowe – mówił jeden z pracowników Carrefoura. Market od jakiegoś czasu oferuje klientom tylko duże wózki sklepowe, żeby w ten sposób zmusić ich do zachowywania między sobą większych odległości.

Jeszcze jedne rękawiczki?

W Żabce przy Garbarach pani z obsługi przy wejściu prosiła o dezynfekcję rąk i włożenie foliowych rękawiczek. Klientów, którzy już mieli rękawiczki, prosiła o ich zdezynfekowanie i nałożenie na nie sklepowych rękawiczek. Te razem z płynem odkażającym w sprayu zostały ułożone na stoliku przy wejściu. Było już po godz. 9, gdy sprzedawca przypomniał, że od godz. 10 jest czas tylko dla seniorów. Zapytany o to, czy będą sprawdzane dowody osobiste, żeby zweryfikować wiek klientów, odpowiedział: – Nie mamy takich uprawnień.

Dowody osobiste sprawdzali za to pracownicy Piotra i Pawła w Starym Browarze. Ale tylko wówczas, gdy mieli wątpliwości, czy klient ma 65 lat. Tam naraz może robić zakupy 30 osób. W środę przed wejściem stał ochroniarz z odliczonymi koszykami. Wpuszczał kolejnego klienta dopiero wtedy, kiedy dotarł do niego nowy koszyk.

Klienci Piotra i Pawła też mogą korzystać na miejscu z jednorazowych rękawiczek. 

Łazarskie stragany bez klientów

Z kolei targowiska na Rynku Łazarskim świecą pustkami. Trudno nawet ocenić, czy ograniczenie do trzech osób przy jednym stoisku jest przestrzegane. Większość straganów jest ogrodzona folią na wysokości twarzy, wiszą kartki z informacją: "Towar podaje sprzedawca". Jedna z kobiet, która sprzedaje tam warzywa wyjaśnia, że klienci przestali się pojawiać, odkąd rząd wprowadził pierwsze obostrzenia. 

Niewielka kolejka tworzyła się około godz. 10 przed sklepem mięsnym Żubr przy ul. Strusia. Zator spowodował młody mężczyzna, który robił duże zakupy dla całej rodziny. Sklep nie ma rękawiczek dla klientów, ale też nie są one potrzebne, bo towar leży za szklaną ladą. Personel podaje go w rękawiczkach, a kiedy kroi mięso zakłada dodatkową parę, która zaraz trafia do kosza. Klienci muszą stać za wyznaczoną linią i wchodzić do sklepu pojedynczo. Żubr jednak stanowi wyjątek w okolicach Rynku Łazarskiego - znakomita większość sklepów oferuje tam rękawiczki dla klientów.

Apelują o życzliwość

„Mamy nadzieję, że w tym trudnym czasie wszyscy będziemy dla siebie życzliwi” - takim zdaniem kończy się komunikat kierowany do klientów Aldi przy Półwiejskiej. Z głośników są proszeni o zachowanie większych odległości między sobą przy wybieraniu owoców i warzyw. Sklep także liczył klientów przed wejściem i oferował rękawiczki. Podobnie jak w Żabce na Garbach trzeba tutaj zakładać rękawiczki sklepowe na swoje własne. 

Koronawirus w Polsce. Zapisz się na specjalny newsletter, w którym zawsze znajdziesz sprawdzone informacje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.