Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Niedzielne spotkanie zorganizował poseł Adam Szłapka po tym, co spotkało w ostatnich dniach poznaniankę Annę Świątkowską-Bacik. Kobieta na Twitterze umówiła się z przyjaciółmi, że w niedzielę zagrają wspólnie utwór m.in. Kazika zatytułowany „Twój ból jest lepszy niż mój”, który został ocenzurowany przez władze radiowej Trójki.

W miniony weekend z pracy w Trójce na znak protestu odszedł m.in. Marek Niedźwiecki, a kolejni artyści zapowiedzieli, że nie chcą, by ich utwory grano na antenie radia.

W niedzielę na placu Wolności głośników miały też popłynąć inne piosenki. O swoich planach Anna Świątkowska-Bacik opowiedziała m.in. „Wyborczej". Po telefonie do Centrum Zarządzania Kryzysowego w Poznaniu dostała informację z policji o sankcjach grożących za zorganizowanie takiej akcji. Przestraszona zrezygnowała.

Ktoś dzwonił do dyrektora Trójki? To bez znaczenia

– To nie jest wiec Andrzeja Dudy – tu się przestrzega przepisów prawa. Dwa metry odstępu, maski na twarz! – apelował Adam Szłapka do kilkudziesięciu zgromadzonych pod budynkiem Arkadii w niedzielę.

– Konformizm pojawia się wtedy, gdy funkcjonariusze czy pracownicy chcą się dostosować do tego, czego oczekuje od nich władza. I to jest bardzo często krok do tyranii – podkreślał. – Jesteśmy tu, na tym przypadkowym spacerze, żeby przeciw takiemu konformizmowi zaprotestować. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś dzwonił do dyrektora Trójki, czy on sam podjął decyzję o tym, żeby zdjąć utwór Kazika z listy. Skutek jest jeden – wróciła w Polsce cenzura w mediach publicznych – mówił Szłapka.

Odwołał się także do próby uniemożliwienia oddolnego słuchania Kazika na placu. – Nie wiemy, czy to jest konformizm, czy ktoś naciskał na tego funkcjonariusza, by zadzwonił do organizatorów. To nie ma znaczenia. To była próba zastraszenia – podkreślał.

Jeśli będziemy jednością, wygramy wybory

Pod Arkadię przyszedł też Senator Marcin Bosacki. – Gdy trzy dni temu w Senacie przesłuchiwaliśmy pana dyrektora Programu Trzeciego Polskiego Radia [Tomasza Kowalczewskiego – red.] i panią prezes Polskiego Radia [Agnieszkę Kamińską – red.], byliśmy zdumieni wszystkim tym, co mówili – opowiadał. – Ale byliśmy też zdumieni tym, że są sami. Nie bronili ich ani senatorowie PiS, ani członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, ani Rady Mediów Narodowych, ani Minister Kultury czy ktokolwiek przez niego wydelegowany. Byli sami. I oprócz tego, że pletli głupoty, było widać, że oni już się boją. Plątali się w zeznaniach, cytowali anonimowe opinie z internetu na dowód tego, że dobrze zrobili. Nie mieli argumentów, żeby uzasadnić najgorszy od 1989 r. akt cenzury w mediach kiedyś publicznych, teraz partyjnych – wyliczał Bosacki.

– Ja z tego przesłuchania i z tych ostatnich dni wysnuwam jeszcze jeden wniosek: po naszej stronie potrzeba jedności. Jeśli będziemy jednością, to za kilka tygodni wygramy pierwsze wybory – przekonuje Marcin Bosacki. – A potem to już będzie jak domino, po którym skończy się koszmar ostatnich pięciu lat.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.