Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ostatnie miesiące przed epidemią koronawirusa dla deweloperów były okresem prosperity. Mieszkania sprzedawały się na pniu, a ich ceny ciągle rosły. Oczywiście deweloperzy narzekali, że dobrze położonych działek pod zabudowę jest coraz mniej, a te, które pozostały, są bardzo drogie. Problemem były też rosnące ceny materiałów budowlanych i koszty robocizny – to miało mieć największy wpływ na wysokie ceny mieszkań. Na początku tego roku bardzo trudno było kupić tutaj nowe mieszkanie w cenie poniżej 7 tys. zł za m kw. Cena 10 tys. zł za metr już dawno przestała kogokolwiek dziwić.

Wszyscy zastanawiali się kiedy – i czy w ogóle – ceny się ustabilizują, a może zaczną spadać. W zapowiedziach ekspertów pojawiało się widmo kryzysu, który może wyhamować pędzący rynek nieruchomości. Ale nikt nie spodziewał się epidemii.

Mieszkania to nie warzywa. Mogą poczekać

Koronawirus zaskoczył wszystkich. Wiele branż – np. gastronomia – oberwało natychmiast, inne – np. turystyka – powoli się podnoszą, ale są też takie – choćby przemysł samochodowy czy transport pasażerski – które efekty pandemii odczuwać będą przez lata i być może zmienią się na zawsze. Do której grupy należą deweloperzy? Wiadomo, że w kwietniu i maju mieszkań sprzedało się mniej. Biuro Informacji Kredytowych podało, że banki i SKOK-i przesłały w maju do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę o blisko jedną czwartą niższą niż w maju ubiegłego roku.

Mimo to ceny znacząco nie spadły, co najwyżej – przyhamował ich wzrost. Bo mieszkania to nie gnijące warzywa, które trzeba szybko sprzedać. Pozostały w ofercie, a deweloperzy będą z większą rozwagą wprowadzać na rynek nowe inwestycje. Potwierdzają to dane GUS. Według nich liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w kwietniu, spadła o 37,8 proc. rok do roku i o 27,3 proc. w ujęciu miesięcznym.

Osiedla w czasach pracy zdalnej

Ciekawsze jest zatem nie to czy mieszkania zauważalnie stanieją (na to trudno liczyć), ale jak te nowe osiedla będą wyglądać. Jak na projekty wpłynie przyzwyczajenie Polaków do pracy zdalnej? Czy cenniejsze od mieszkania blisko centrum miasta będzie gorzej położone lokum, ale za to z ogrodem lub dużym tarasem? A może deweloperzy w ogóle zarzucą prestiżowe inwestycje, a skupią się tylko na tych budżetowych, czyli z najtańszymi mieszkaniami? Skoro mamy recesję i pracujemy online, to może sukcesem okażą się ekonomiczne inwestycje na peryferiach?

Na decyzje związane z zakupem mieszkania, oczywiście, wpływ mają też pieniądze. Większość Polaków posiłkuje się kredytem hipotecznym. Wiadomo, że teraz dostać go trudniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jaka dokładnie jest polityka banków w związku z finansowaniem zakupu mieszkania? Czy gdzieś jeszcze możliwe jest 10-procentowy wkład własny przy zakupie mieszkania, jeśli nie – o ile banki podniosły swoje wymagania? A może deweloperzy pomagają swoim klientom w pozyskaniu kredytu?

Zapraszamy na debatę deweloperów

Między innymi na te pytania postaramy się odpowiedzieć podczas debaty o sytuacji na rynku mieszkaniowym w epoce koronawirusa. Porozmawiamy o przyszłości rynku mieszkaniowego w Poznaniu. Gdzie będziemy mieszkać, jak te lokale będą wyglądać i ile kosztować? Uczestnicy debaty odpowiedzą także na pytania czytelników. Można je przysyłać na adres czytelnicy@poznan.agora.pl do 21 czerwca.

Debata będzie prowadzona zdalnie i zostanie zarejestrowana. Opublikujemy ją na portalu poznan.wyborcza.pl i na naszym profilu na Facebooku. Organizatorami debaty są „Gazeta Wyborcza Poznań” oraz poznański oddział Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.