Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowanym przez reżim Łukaszenki wyborom prezydenckim. Milicja i wojsko brutalnie je pacyfikują.

Pracownik Teatru Muzycznego w Poznaniu uwolniony

W czwartek podsekretarz stanu w MSZ Marcin Przydacz poinformował o uwolnieniu trzech obywateli Polski zatrzymanych przez białoruskie służby podczas demonstracji, które odbywały się po sfałszowanych wyborach. Ambasador Polski na Białorusi Artur Michalski interweniował w ich sprawie w białoruskim MSZ. Już w piątek wiceszef MSZ mówił: - Mogę poinformować, że pięć osób zostało już zwolnionych z aresztu. Trzy osoby w obwodzie mińskim, dwie osoby w Grodnie.

Jeden z uwolnionych to pracownik Teatru Muzycznego w Poznaniu. O jego uwolnieniu teatr poinformował na swoim Facebooku.

Roland Łysów jest oświetleniowcem w Teatrze Muzycznym. Do aresztu trafił za fotografowanie demonstracji w Mińsku. Próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale ma wyłączony telefon.

Był na Białorusi u dziewczyny

- Nie mam z nim kontaktu. Rozmawiałem z jego ojcem. W czwartek po południu poinformował nas, że Roland jest już na wolności. O tym, że go zamknęli, dowiedziałem się we wtorek wieczorem. Na pewno więc był w areszcie dwie doby. Zabrała go z ulicy milicyjna suka. Jego dziewczyna nie wiedziała, gdzie jest, dokąd go zawieziono. Miał być na jakimś komisariacie, pojechała tam, ale go nie znalazła. Martwiła się przez całą noc. My w Poznaniu też się denerwowaliśmy. Zadzwoniłem do wiceministra Szynkowskiego vel Sęka, który obiecał pomoc w tej sprawie. Wiem, że interweniował, a na miejscu działała polska ambasada - opowiada Przemysław Kieliszewski, dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu.

Jak mówi "Wyborczej" Przemysław Kieliszewski, Roland Łysów zdjęcia robił na własny użytek, a w Mińsku był prywatnie, u swojej dziewczyny Saszy, spędzał tam urlop. - Po prostu pojechał ją odwiedzić, a nie protestować. Aczkolwiek Sasza jest zaangażowana w protesty. Jak wielu młodych Białorusinów, ma dość tego, co się tam dzieje. Wiem od jego ojca, że nie został pobity. Razem z dziewczyną gdzieś się teraz zaszyli. Boją się, żeby nie było problemów na granicy podczas powrotu do Polski, żeby tam go nikt nie zatrzymał. We wrześniu ma wrócić do pracy w teatrze - mówi dyrektor Kieliszewski.

Wiceminister Szynkowski vel Sęk: - Sprawdziłem, czy wszystkie nasze procedury działają poprawnie. To przede wszystkim efekt pracy naszej ambasady i konsula tam na miejscu.

Na Białorusi od niedzieli do aresztów trafiło prawie 7 tys. osób protestujących przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.